Zaczęło się od niewinnego pomysłu, który okazał się strzałem w dziesiątkę! Głównie dlatego, że powstał z potrzeby chwili i rozwiązuje problem zdjęć zalegających w telefonie, co jest bolączką prawie każdego posiadacza smartfona.

W taki oto sposób aplikacja mobilna Moony Lab od prawie dwóch lat codziennie ratuje tysiące zdjęć przed cyfrową czarną dziurą. Cały proces jest dość intuicyjny i pozwala szybko i sprawnie wywołać zdjęcia z telefonu w formie albumów, magnesów lub zestawu zdjęć w ciekawej formie. Do tej pory foto produkty zostały wysłane do 53 krajów na całym świecie, a flagowy produkt – SnapBook zmieniał w tym czasie okładkę 17 razy. Firma nabrała wiatru w żagle i po dwóch latach ciągłego istnienia na rynku otwiera nowy rozdział zapoczątkowany zmianą nazwy na Moony Lab.

Jednak zacznijmy od początku. Jest kwiecień 2015 rok, dwójka studentów (późniejsi założyciele SnapBooka) szuka prezentu dla koleżanki na urodziny. Wybór pada na album ze zdjęciami. Jednak pojawia się mała komplikacja - jak w prosty sposób wywołać zdjęcia z telefonu, Instagrama i Facebooka, czyli tak naprawdę miejsc, gdzie często publikujemy różnego rodzaju treści. Niestety, trudno było znaleźć aplikację, która pozwala na wywołanie zdjęć za pomocą telefonu, unikając tym samym zgrywania ich na pendrive. Mimo to, historia kończy się szczęśliwie, ponieważ udaje się znaleźć drukarnię, która wykona prezent zgodnie z zamierzeniami, ale... Pozostaje jednak mały niedosyt, który kiełkuje pomysłem: stwórzmy aplikację mobilną, która skróci proces wywoływania zdjęć i przede wszystkim  pozwoli zrobić to dzięki smartfonom - zgodnie z zasadą, że "make life easier".  W taki sposób powstała aplikacja mobilna SnapBook, która "żyje" już prawie dwa lata.

W międzyczasie, otworzono własną drukarnię (wcześniej współpracowano z warszawskim podwykonawcą), zespół powiększył się z 2-óch do 8-miu osób oraz wprowadzono nowe produkty (poza flagowym  SnapBookiem). Dwa ostatnie lata były więc bardzo owocne dla firmy, której klienci pochodzą nie tylko z Polski, ale także z różnych zakątków świata, od mroźnej Islandii, przez kraje europejskie, aż po egzotyczną Japonię. Wniosek nasuwa się sam: „biznes się kręci”, ale trzeba mierzyć wyżej, aż po kosmos! 

Kumulacja pozytywnych bodźców zarówno tych wewnętrznych, jak i pochodzących od samych użytkowników aplikacji doprowadziła do wniosku, że nadchodzi przełom. Podjęto więc jednogłośną decyzję o rebrandingu. Tak więc, wspomniany kosmos stał się inspiracją działań związanych ze zmianą nazwy i w taki oto sposób SnapBook zmienił nazwę na Moony Lab, które odtąd opisywane jest jako miejsce gdzie wspomnienia zostają utrwalone na zawsze. I tak rzeczywiście jest - najlepsze chwile przelane na papier zawsze wygrają z tysiącem zdjęć zgromadzonych na dysku.

Generalnie, cała akcja rebrandingowa została przeprowadzoną dość sprawnie. W ciągu 2-óch miesięcy zsynchronizowano działania programistów i grafików z akcją promocyjną co w efekcie przyniosło efekt w postaci entuzjastycznego przyjęcia nowej nazwy i kosmicznej otoczki wokół. Ryzyko się więc opłaciło, mimo obaw, że klienci wierni poprzedniej nazwie nie będą mogli przyzwyczaić się do zmian. Jednak wszystko wskazuje na to, że Moony Lab w najbliższym czasie zdobędzie kolejne rynki i „sięgnie gwiazd”, co stało się głównym celem na ten moment.

Komentarze (0)