Często błędnie łączymy sukces kampanii z zebraniem wymaganej kwoty na platformie. Zapominamy jednak, że wartość i prawdziwy sukces crowdfundingu leży w udanych projektach - tych które dostarczyły zapowiadane świadczenie zwrotne rzeszy wspierających.

Niedawno opisywaliśmy największe sukcesy polskich i zagranicznych kampanii 2016 roku. Teraz przyszła pora na drugą stronę medalu.

Zdjęcie główne artykułu by weareble.com

Opisując porażki czy kontrowersje nie koncentrujemy się na nieudanych zbiórkach a raczej inicjatywach, które nie zrealizowały pomysłu do końca. Opisujemy te projekty, które zebrały dużą społeczność, rozbudziły wielkie nadzieje, a ostatecznie zawiodły, zapowiadają zawód, albo… okazały się zwykłym przekrętem.

W odróżnieniu od tekstu o sukcesach kolejność wymienionych projektów nie ma charakteru wartościującego - wszystkie stanowią dla nas jednakowy zawód ;)

1. Zano

Kiedy największa platforma crowdfundingowa na świecie zleca niezależnemu dziennikarzowi przygotowanie raportu związanego z Twoją kampanią wiedz, że parę spraw musiałeś zawalić. Tak właśnie było w przypadku Zano - miniaturowego drona, który w 2015 roku zebrał 2,3 miliona funtów na Kickstarterze (wówczas stanowiąc największy sukces europejskiej zbiórki na platformie). Niestety spośród 12 000 zamówionych egzemplarzy jedynie garstce wspierających udało się zobaczyć drona na własne oczy. Zobaczyć, bo raczej nie używać - w przypadku dostarczonych egzemplarzy mówiąc o działaniu należało używać cudzysłowu.

Przygotowany na początku roku raport, o którym wspomnieliśmy, kompleksowo opisuje przyczyny porażki producenta. Główną był - paradoksalnie! - jego bezprecedensowy sukces. Firma nie posiadała wystarczających zasobów i doświadczenia do realizacji tak potężnego zamówienia w zaplanowanym terminie. Równocześnie podejrzewa się, że sam produkt w momencie rozpoczęcie zbiórki nie oferował wszystkich opisanych funkcji. Przedmiotem kontrowersji był film promocyjny, który prawdopodobnie mógł wprowadzić potencjalnych nabywców w błąd. Duże wątpliwości budziło także wydatkowanie funduszy przez samą firmę (pojawia się podejrzenie niegospodarności bądź niekompetencji zarządu).

W raporcie oberwało się samemu Kickstarterowi. Platforma zbyt beztrosko traktowała wymogi stawiane projektodawcom często zaniedbując proces weryfikacji i researchu. To lekcja także dla rodzimych platform crowdfundingu.

2. Coolest Cooler

Ta przenośna chłodziarka (lodówka?) w ciągu ostatnich dwóch lat jest źródłem niekończącej się frustracji dla wielu wspierających. Początek był jednak obiecujący - $13 mln zebranych podczas zbiórki. W 2015 roku osoby czekające na swoje egzemplarze zdziwiły się widząc możliwość zakupu urządzenia na Amazonie. Jak tłumaczyli twórcy, dodatkowa sprzedaż miała służyć likwidacji problemów finansowych, które dotknęły firmę.

Rok 2016 to kolejne kontrowersje. W kwietniu wspierający, którzy nie otrzymali jeszcze urządzenia (65%) otrzymali informacje o tym, że mogą wpłacić dodatkowe $97 w celu przyspieszenia dostawy (czyli de facto zapłacić dwukrotnie za to samo). Jak tłumaczyli właściciele startupu, pomysł ten wypłynął wprost ze społeczności wspierających i jak pokazują wyniki coś musiało być na rzeczy (10 tysięcy czekających na dostawę skorzystało z tej opcji). Nie zmienia to jednak faktu, że działania te pozostawiły niesmak i kolejną rysę na wizerunku firmy.

We wrześniu 2016 po otrzymaniu 315 skarg Departament Sprawiedliwości w Oregonie rozpoczął dochodzenie w sprawie nieuczciwych praktyk handlowych. Postępowanie wciąż jest w toku. Do maja 2016 jeszcze 27 tys. (!) wspierających nie otrzymało swojego egzemplarza urządzenia.

3. Lily

Ach te drony! W przypadku Lily kontrowersyjne jest nawet to czy możemy mówić o crowdfundingu. Owszem, na Indiegogo można było znaleźć kampanię o tej nazwie, która wykorzystywała większośc materiałów promocyjnych związanych z urządzeniem. Oficjalnie firma zaprzeczyła jednak by zbierała fundusze z wykorzystaniem jakiejkolwiek platformy crowdfundingowej. Kampania na Indiegogo została bardzo szybko zamknięta przez administrację, która prowadzi w tej sprawie swoje dochodzenie.

Zapytacie czy prawdziwy producent lepiej sobie poradził? No cóż - niekoniecznie. Firma wykorzystując swoją własną infrastrukturę zebrała $34 mln w 2015. Cały następny rok był pasmem frustracji dla wspierających.

  • Stale przesuwne daty dostawy, 
  • niejasna komunikacja ze strony producenta, 
  • plotki o ucieczce współzałożyciela za granicę, 
  • podejrzenie fałszerstwa dokonanego w filmie promocyjnym,
  • aż po ogłoszenie upadku (już w 2017 roku).

Dzień po oświadczeniu o zamknięciu firmy i rozpoczęciu procesu zwrotu funduszy, prokuratura okręgowa w San Francisco rozpoczęła postępowanie w związku z nieuczciwą reklamą i praktykami biznesowymi.

4. Pebble

Chyba najbardziej przykra pozycja na tej liście. Upadek złotego dziecka crowdfundingu pod koniec zeszłego roku dla wielu był niemałym szokiem. W końcu mówimy o firmie, której produkty zajmują miejsca 1, 3 i 5 na liście najwyżej sfinansowanych projektów w historii Kickstartera! Problemy producenta smartwatchy trwały jednak od dłuższego czasu. W marcu 2016 firma była zmuszona do zwolnienia 25% swoich pracowników. W drugiej połowie roku opóźniono o 6 miesięcy wysyłkę modelu trzeciej generacji - Pebble 2 (po ogłoszeniu upadku wielu krytykowało firmę za decyzję o świadomym opóźnieniu dostaw i nieszczerej komunikacji ze wspierającymi). 7 grudnia firma ogłosiła niewypłacalność, zawiesiła produkcję, wsparcie technologiczne i gwarancyjne. Większość aktywów i pracowników firmy przejął inny producent wearables - Fitbit. Wspierający, którym nie dostarczono modelu Pebble 2 w 2017 mieli otrzymać zwrot kosztów.

5. Skully

Co można zrobić z $2 mln zebranymi na Indiegogo i kolejnymi $11 mln od funduszy VC? Całkiem niezłą imprezę. Zapytajcie braci Wellerów. Ale zacznijmy od początku.

W 2014 niewielkiemu startupowi udało się zebrać fundusze na produkcję najciekawszego produktu na tej liście. Skully miało być kaskiem motocyklowym zamieniającym nas w Iron Mana.

  • Wykorzystujący rozszerzoną rzeczywistość wyświetlacz przezierny na szybce, który zapewnia dane nawigacyjne, 
  • informacje o pogodzie czy synchronizację ze smartfonem, 
  • kamery z tyłu kasku służące jako lusterka wsteczne.

To miał być naprawdę seksowny produkt! Ale zejdźmy na ziemię. Data premiery stale się przesuwała, wystawiając na próbę cierpliwość wspierających i inwestorów. W końcu ci drudzy nie wytrzymali i w lipcu 2016 decyzją zarządu z firmy usunięto jej założycieli Marcusa i Mitcha Wellerów.

Później sprawy potoczyły się już swoim tempem. W ślad za nimi wyleciał niemal cały zespół inżynieryjny, a kilka dni później ogłoszono decyzję o bankructwie. Niestety w związku z tym wspierający raczej nie mogą liczyć na zwroty kosztów. Pikanterii całej sprawie dodaje jeszcze pozew sądowy, skierowany przeciwko braciom Wellerom przez byłą księgową firmy. Dowiadujemy się z niego, że traktowali oni fundusze firmy jak swoją świnkę skarbonkę nie szczędząc wydatków na imprezy, samochody czy kluby ze striptizem. Gdyby nie kolejna pozycja na liście, ten przypadek zasługiwałby chyba na miano najbardziej oślizgłego w zestawieniu.

6. Katastrofy naturalne i oszuści

Zjawisko, którego niestety nie da się wyplenić i dotyka crowdfundingu tak samo, jak wszystkich innych zjawisk związanych z odruchem samarytanina. W przypadku masowych tragedii, w wyniku których ludzie chętnie wspierają organizacje i inicjatywy niosące pomoc, niektórzy cynicznie upatrują możliwość szybkiego i łatwego zarobku. Na szczęście jest to zjawisko marginalne i nie może podważać ogromu dobra, które osiąga się dzięki crowdfundingowi w modelu fundraisingowym. Jednak fakt ich występowania powinien budzić naturalne oburzenie.

W zeszłym roku podczas powodzi w Luizjanie na samym GoFundMe założono około 2 000 zbiórek. Znakomita ich większość była w 100% uczciwa, jednak w tym szumie informacyjnym łatwo się zagubić i nabrać oszustom. By zmniejszyć ich prawdopodobieństwo administracja platformy aktywnie współpracowała z prokuratorem generalnym Luizjany. Podobna sytuacja miała miejsce po strzelaninie w klubie w Orlando ponownie zmuszając lokalną prokuraturę do bliższej współpracy z platformami crowdfundingowymi.

Wiemy, że po przeczytaniu tego tekstu niektórym z Was kusząca może się wydawać opinia, która pojawiła się niedawno na jednym z najpopularniejszych blogów technologicznych w Polsce. Przypominamy jednak. Crowdfunding to nie jest ku*wa złodziejstwo! Większość projektów, nie dość, że osiągnęła założony cel na platformach to w pełni i bez żadnych problemów realizuje świadczenie zwrotne.

Wnioski płynące z porażek i skandali, mogą przyczynić się do wyciągania wniosków i tworzenia rozwiązań ułatwiających ich uniknięcie w przyszłości - przez projektodawców, platformy i wspierających.

Autor tekstu:

Bartosz Filip Malinowski

Założyciel think-tanku i środowiska WE the CROWD, zajmującego się w teorii i praktyce crowdfundingiem, crowsourcingiem i wszystkim tym, co ma przedrostek “CROWD”, czyli służy tłumowi.

Komentarze (0)