O wiele łatwiej jest stworzyć aplikację mobilną niż telefon, na którym będzie ona uruchamiana. To m.in. dlatego mamy dziś tak duże zapotrzebowanie na programistów. Ale nie wszyscy wybierają taką drogę.

Na zdjęciu: Musicon wraz z jego twórcą Kamil Laszuk

Kamil Laszuk, projektant i muzyk, ukończył wzornictwo przemysłowe na Akademii Sztuk Pięknych, jak również studiował w Szkole Muzycznej II stopnia we Wrocławiu, gdzie obronił dyplom z kontrabasu. Zamiast projektów internetowych i oprogramowania, woli design produktowy. Połączył wiedzę wzorniczą z pasją do muzyki i podczas badań nad edukacją muzyczną dzieci odkrył, że muzyka co prawda stymuluje ich rozwój na wielu płaszczyznach, ale potencjał ten jest wykorzystywany w stosunkowo małym zakresie. Tak zrodził się pomysł na Musicona, interaktywną zabawkę muzyczną, za której projekt Laszuk zdobył już wiele prestiżowych nagród, w tym Red Dot Design i CORE77.

Od projektu do gotowego produktu jest jednak daleka droga - i często wyboista.

Pierwsze prototypy w garażu ojca

— Pierwsze prototypy robiłem sam w warsztacie motocyklowym mojego ojca — mówi Kamil Laszuk. Było to w trakcie studiów, a prototypy te badały przede wszystkim ergonomię i podstawy działania. Projekt, który powstał, był jedynie wirtualny. — Fizyczny, dokładniejszy model zacząłem natomiast budować od 2013 roku, kiedy pomysł na zabawkę muzyczną spotkał się z dużym zainteresowaniem i otrzymał różne nagrody za design. Okazało się, że jest popyt i wtedy uznałem, że warto się tym zająć na poważnie — dodaje Laszuk.

Musicon umożliwia komponowanie i wykonywanie różnych utworów muzycznych. Kiedy bęben się obraca, można włączać i wyłączać kolejne dźwięki poprzez wciskanie specjalnych wypustek. Dodatkowo użytkownik może sterować tempem i w łatwy sposób zmieniać instrumentarium. Projekt jest podparty badaniami z zakresu psychofizjologii dzieci i ma je uwrażliwiać, pobudzać zmysły i rozwijać ich zdolności twórcze, muzyczne oraz percepcyjne. W gotowym produkcie można będzie zamontować już kilka instrumentów: cymbałki, bębenek, młynek (rodzaj grzechotki) oraz dodatkowy moduł z rytmami. W dalszym fazie rozwoju pojawią się bardziej rozbudowane wersje Musiciona – docelowo trafi do niego wiele różnych instrumentów.

Na zdjęciu: pierwsze próby gabarytowe

Na zdjęciu: funkcjonalny prototyp w skali 1-1

Laszuk, pracując nad pierwszymi prototypami, szybko napotkał wiele wyzwań. Jednym z większych okazały się przyciski, których w Musiconie jest kilkaset. — Myśląc o optymalizacji pod kątem produkcji seryjnej, przyciski stanowiły nie lada problem — wspomina projektant. — Szukałem ich praktycznie na całym świecie. Chciałem znaleźć takie rozwiązanie, które można będzie zaimplementować w gotowej postaci, bez konieczności projektowania i optymalizowania produkcji skomplikowanych mechanizmów — tłumaczy. W tym samym czasie Laszuk testował również dużo instrumentów perkusyjnych, szukał bębenków, cymbałek, czy grzechotek, na których bazie uda się budować palety instrumentów do zabawki. Po kilku miesiącach zdobył pierwsze finanse na stworzenie pełnoprawnego prototypu, jego testy, a także działania marketingowe. Skompletował też zespół składający się z kilkunastu osób, w tym inżynierów.

Na zdjęciu: instrumenty 1-1 bębenek i cymbałki

Na zdjęciu: przyciski musiconu w pierwszym próbnym wtrysku

Z inżynieriami zaczął prace od podstaw, biorąc pod uwagę własne doświadczenia, które połączył z ich wiedzą z zakresu elektroniki i mechaniki. — Zmieniliśmy główny materiał stosowany w Musiconie na drewno. Było to moim marzeniem od dawna, ale nie myślałem, że będzie to realne i opłacalne — przyznaje Laszuk. Prace nad prototypem konsultował również z firmą PILCH z Ustronia, która ma duże doświadczenie w produkcji zabawek z drewna. — Nawiązaliśmy współpracę i aktualnie produkujemy u nich prototyp, a także mamy nadzieję produkować drewniane elementy do seryjnej produkcji — mówi.

Pomimo realizacji kilku kroków milowych problemem ciągle pozostawały przyciski. W obecnej wersji Musicona jest ich 720, w przyszłości ma być więcej - do 960. — Zwiększy to możliwości muzyczne zabawki — przekonuje Laszuk. Mówi, że stworzenie Musicona to duże wyzwanie pod względem technicznym, bo to projekt autorski, który musi być nie tylko precyzyjny i intuicyjny w obsłudze, ale też bezawaryjny i długowieczny, bo przecież wiadomo jak dzieci potrafią „zamęczyć” nawet z pozoru bardzo trwałe produkty. Do tego, jako że jest to produkt dla dzieci, dochodzi jeszcze kwestia zadbania o bezpieczeństwo.

Ostatecznie udało się znaleźć rozwiązanie meblowe w Chinach, które zostało użyte jako wkład mechaniczny do przycisku, a do niego dorobiono następnie dwa elementy produkowane wtryskowo z certyfikowanego tworzywa. — To rozwiązanie stosujemy w prototypie, ale nadaje się ono również do pierwszej partii produkcji seryjnej. Uzyskaliśmy cenę jednostkową za przycisk poniżej złotówki, co było naszym celem od początku — zaznacza Kamil Laszuk. Dodaje też, że samo rozpracowanie przycisków, które determinowały dopasowanie innych elementów, zajęło prawie pół roku.

45 tys. złotych

Ze względu na to, że Musicon jest sprzętem muzycznym, produkcja musi być bardzo dokładna. — Każde odstępstwo od założonych wymiarów będzie skutkować nierównym rytmem bądź nieczystym brzmieniem — zauważa Laszuk. — Musieliśmy tak zaprojektować produkt, aby wykluczyć możliwości niedokładnego montażu czy rozstrajania się instrumentów — dodaje.

Na zdjęciu: prototyp terkotki bocznej

Na zdjęciu: prototyp cymbałek

W pracach nad prototypem szybko okazało się, że na rynku jest deficyt dobrej jakości instrumentów dla dzieci. — Przykładowo poszukiwanie sztabek do cymbałek zajęło dużo więcej czasu niż zakładaliśmy — wspomina projektant. Okazało się, że nawet renomowane marki międzynarodowe tworzą instrumenty, które nie niosą ze sobą żadnych walorów muzycznych. Laszuk przetestował wiele cymbałek i prawie wszystkie okazywały się rozstrojone – czyli de facto nie były nigdy strojone. — Zabawki dla dzieci traktuje się często po macoszemu, krzywdząc zresztą w ten sposób najmłodszych użytkowników — ucina założyciel Musicona.

Co ciekawe, cymbałki świetnej jakości udało się w końcu znaleźć w Polsce, w częstochowskiej firmie „Marek”. Laszuk szukał niestandardowych sztabek – dużych i pasujących stylistycznie do Musiconu. „Marek” produkuje wysokiej jakości cymbałki, ale z małymi sztabkami stalowymi. Dopiero po rozmowie z właścicielem okazało się, że w ofercie ma on również cymbałki o większych sztabkach, w dodatku aluminiowe. Te są jednak eksportowane do Niemiec, ponieważ są za drogie na polski rynek. — Właściciel firmy przyznał jednak, że nam pomoże i w ten sposób udało się w końcu znaleźć odpowiedniej jakości cymbałki — mówi Laszuk.

Na zdjęciu: sztabki cymbałek

Na zdjęciu: prototyp młynka

Prace nad realnym prototypem trwają już ponad 13 miesięcy, po części przez to, że Laszuk wraz z zespołem mają inne zobowiązania, ponieważ muszą się z czegoś utrzymywać. Dlatego pracują nad Musiconem kiedy tylko mogą, po parę godzin dziennie, często w weekendy lub po nocach. Ale nie to jest najgorsze. Większy problem związany jest z dostawcami elementów do prototypu. Trudno znaleźć producentów, którzy będą skłonni wykonać np. 3 blaszki cięte laserem, 10 sprężynek wg projektu, czy też sprzedać 20 wkrętów z katalogu. — Najczęściej nie ma po prostu odzewu na zapytania o współpracę, gdy pyta się o małe ilości do prototypu z perspektywą na duże zamówienie do produkcji w przyszłości — przyznaje Laszuk.

— A jeśli już ktoś się odezwie, to często z ceną zaporową, by poniekąd zbyć klienta i nie zajmować się drobiazgami — dodaje. W zdobyciu elementów pomogły jednak kontakty, jakie Laszuk wraz z innymi projektantami wypracował w ostatnich latach w pracy designerskiej. Ale i tak bywają chwile, kiedy można stracić zapał. — To zwykle małe szczegóły, ale jakże istotne dla całego projektu. Przykładowo jedyne kółka samoskrętne, które akurat pasują do Musicona, produkuje pewna niemiecka firma. Nie chciała jednak wysłać próbki do prototypu, lecz jedynie minimalną partię 100 kółek po 3 euro za sztukę (łącznie niespełna 1300 zł – red.) — przyznaje Laszuk. Ale gdy firma dowiedziała się, czym ma być Musicon i dla kogo jest adresowany, postanowiła wysłać próbki, w dodatku za darmo.

Na zdjęciu: przyciski w nowej wersji

W tym roku, prawdopodobnie jeszcze w kwietniu, po 14 miesiącach pracy i wydaniu na prototyp ok. 45 tys. zł, uda się w końcu stworzyć pełnosprawną zabawkę do realnych testów. Co dalej? 

W drodze na Kickstartera

Prototyp będzie pokazywany w różnych miejscach, aby móc zdobyć możliwie najbardziej różnorodny feedback od potencjalnych klientów. Pierwsza prezentacja odbędzie się w Narodowym Instytucie Audiowizualnym, głównie z uczestnictwem dzieci, nauczycieli, terapeutów i muzyków. — Mamy już wiele propozycji odwiedzin z Musiconem w teatrach, szpitalach, przedszkolach i różnych firmach — zaznacza Kamil Laszuk.

Kiedy pierwszy prototyp będzie testowany, w tym samym czasie ruszą prace nad drugą wersją, w dużej mierze opartą na informacjach zwrotnych zdobytych z testów wersji pierwszej. Później, ze względu na ograniczone finanse, Laszuk chce wystartować z najbardziej aktualną wersją prototypu na Kickstarterze, aby zebrać środki na produkcję seryjną.

Czy to wszystko jest warte zachodu i nie lepiej byłoby stworzyć jakiś projekt internetowy? Kamil Laszuk wierzy w sukces swojego przedsięwzięcia, a dodatkowo motywuje go użytkownik docelowy. — Projektowanie dla dzieci jest bardzo wdzięczne, a ich ocena jest zawsze najbardziej szczera i dosadna — mówi. — No i pracujemy nad przedmiotem, który może wpłynąć na rozwój przyszłych pokoleń. A dla mnie nie może być nic lepszego.

-

W kolejnym artykule opiszemy, jakie działania zespół Musciona prowadzi i zamierza prowadzić, aby przygotować się do kampanii kickstarterowej. Wbrew pozorom, pracy „za kulisami” jest bardzo dużo i przedstawimy konkretne narzędzia i porady, dzięki którym można zwiększyć szansę na sukces kampanii crowdfundingowej.

Grzegorz Kubera

Przedsiębiorca i założyciel studia startupowego GLIVE.pl, redaktor naczelny magazynów i serwisów informacyjnych z branży ICT, dziennikarz ekonomiczny i technologiczny, od 10 lat publikujący w czasopismach i serwisach online (m.in. „Bloomberg Businessweek Polska”, „Focus”, „PLAYBOY"). Jest autorem bestsellera „Stwórz jednorożca. Od idei po startup wart miliony” (2016, OnePress).

Komentarze (0)