Polscy przedsiębiorcy coraz częściej mówią, że chętnie widzieliby u nas startupy z Europy Wschodniej. Okazuje się, że jest ich u nas całkiem sposoro i radzą sobie coraz lepiej. Dowodem na to są historie zagranicznych przedsiębiorców, którzy osiedlili się w naszym kraju.

Obcokrajowcy z różnych krajów zapytani o to, dlaczego założyli biznes w Polsce odpowiada, że gdyby nie przyjechali tutaj, nie zostaliby przedsiębiorcami. Chociaż powody przeniesienia się do Polski czy wejścia na nasz rynek są różne, to jak na razie nikt nie chciałby zmienić swojej decyzji. Dla niektórych startupowców, to naturalna lokalizacja, bo tutaj przyjechali np. na studia. Kiedy potem przyszedł im do głowy pomysł na innowacyjny biznes, nawet nie pomyśleli, żeby stworzyć go w rodzimym kraju.

Przykładem na to jest Alex Kornilov, prezes i współzałożyciel BETEGY. - Przyjechałem do Polski jako student, aby zdobyć tytuł magistra na Akademii Leona Koźmińskiego. Po studiach pracowałem w banku w Warszawie. Mieszkałem w Polsce, dlatego moja firma została tutaj założona - mówi Alex Kornilov, współtwórca startupu specjalizującego się w prognozowaniu wyników piłkarskich rozgrywek. Szczególnie dla startupów ze Wschodu, najczęściej Ukrainy, Polska to najbliższy rynek Unii Europejskiej, jednocześnie kraj słowiański, gdzie ceny życia, zatrudniania i prowadzenia działalności są o wiele niższe niż w Londynie czy Berlinie.

I może uproszczeniem jest szukanie analogii w tym, że Ukraincy czy Białorusi oceniają nasz kraj tak samo, jak my Niemcy 25 lat temu, widać, że Warszawa ma w sobie coś co przyciąga startupy ze Wschodu. Do zafascynowanych Polską zalicza sięm.in. Artem Bilodid z multitest.net.pl, porównywarki usług internetowych czy Wishround od niedawna również działający w naszym kraju. - Polska to nasz pierwszy przystanek. Wasz kraj jest bardzo atrakcyjny z punktu widzenia przedsiębiorców takich jak my. Macie najszybciej rozwijający się sektor e-commerce w Europie. To stwarza dla nas ogromną szansę - mówi Vitalij Kedyk, współtwórca platformy Wishround.pl

Problemy polityczne

Obecnie nie bez znaczenia dla ukraińskich przedsiębiorców są też zawirowania polityczne. Kiedyś to Rosja była pierwszym i naturalnym rynkiem, na którym w praktyce mogli sprawdzać czy ich biznes jest skalowalny, szukać inwestorów czy partnerów. Dodatkowo dla większości startupowców nie istniała żadna bariera językowa, która w Polsce bywa przeszkodą.  Nie da się jednak jednoznacznie powiedzieć, czy przez konflikt na Wschodzie Ukrainy mamy w Polsce więcej startupów z tego kraju czy nie.

Z jednej strony, osoby działające na moskiewskiej scenie startupowej przyznają, że rzeczywiście ukraińskich startupów jest teraz mniej, z drugiej mówią, że zawsze było tak, że jeśli founderzy znali angielski to woleli próbować swoich sił w Europie, a ci, którzy posługiwali się tylko rosyjskim ciągnęli na Wschód. - To prawda, że z powodów politycznych i gospodarczych, niektóre firmy przenosiły się do Polski. Ale nie widzę, żeby pojawił się trend, że ukraińskie startupy wolą polskich inwestorów od rosyjskich. One po prostu chcą zebrać fundusze na inwestycje, zdobyć wartościowe doświadczenie i zbudować biznes - mówi Kirill Bigay, CEO i współzałożyciel startupu, który pomoże znaleźć korepetytorów Preply.

Testowanie rynku

Wejście na polski rynek to także dla wielu startupów ze Wschodu pierwszy kontakt z prawem i zasadami, które regulują działania na terenie Unii Europejskiej. Chociaż dla osób, które z nimi na co dzień pracują, to żadna nowość, to przedsiębiorcy z Ukrainy szybko orientują się, że tutaj biznes robi się na innych zasadach. - Polacy i Ukraińcy, choć bardzo do siebie podobni, mają jedną bardzo ważną z naszego punktu widzenia różnicę: sposób, w jaki płacą za towary kupowane online. Ukraińcy wciąż korzystają z płatności za pobraniem. Polacy odchodzą od tej metody na rzecz rozwiązań mobilnych i internetowych - mówi Vitalij Kedyk, współtwórca platformy Wishround.pl.

Z kolei zespół Tap4Parking, dzięki któremu można znaleźć wolne miejsce parkingowe przyznaje, że tutaj łatwiej znaleźć im partnerów biznesowych bo właściciele parkingów są otwarci na nowe pomysły i sugestie. - Polacy są bardzo otwarci, chętni do współpracy. Rozwój biznesu w Polsce to prawdziwa przyjemność - potwierdza Vitalij Kedyk, współtwórca platformy Wishround.pl.

Miękkie lądowanie

Tak jak w przypadku każdego startupu niezależnie od lokalizacji, najtrudniejsze są pierwsze kroki, czyli weryfikacja koncepcji biznesowej, rejestracja, pozyskanie partnerów biznesowy i kapitalu na rozwój. Z misją pomocy wschodnioeuropejskim projektom w tym newralgicznym momencie 3 lata temu pojawiła się fundacja Startup Hub Poland. Od niespełna roku SHP posiada fundusz współfinansowany przez NCBiR i wiodącego funduszu technologicznego Giza Polish Ventures.

- Zachęcając inżynierów ze Wschodu do startu w Polsce widzimy, jak wiele obaw wiążą oni z pierwszymi krokami - przyznaje Maciej Sadowski, CEO Startup Hub Poland. - Dlatego oprócz pieniędzy na start i analityki biznesowej dbamy o komfort czasu przejściowego i pozwalamy poznać się z polskim otoczeniem w czasie dwumiesięcznej preinkubacji. Na koniec zakładamy spółkę, co od niedawna upoważnia obcokrajowców do pobytu i pracy w Polsce - dodaje Sadowski. Powoli widać też, że zainteresowanie polskich funduszy przeskłada się na konkretne inwestycje. Finansowanie od nich dostało już kilka projektów m.in. Tap4Parking czy Traqli.

Bez języka ani rusz

Nie wszystkie startupy ze Wschodu działające w Polsce mają tutaj swoje biuro, czy pracowników. Z jednej strony, trudno spełnić wszystkich formalności związane z pobytem, z drugiej nie da się dobrze prowadzić biznesu „na odległość”. Alex Kornilov z BETEGY, przyznaje, że o ile nie miał problemu ze studencką wizą, to schody zaczęły się, kiedy zaaplikował o pozwolenie na pobyt jako przedsiębiorca. - Władze nie rozumieją natury startupów, dlatego pomoc prawników jest nieunikniona - przyznaje.

Problemem jest również to, że w naszym kraju trudno załatwić wiele rzeczy, nie znając polskiego. Barierą są nie tylko urzędy, ale też potencjalni klienci i partnerzy. Dlatego Igor Shapataiev z Tap4Parking, przyznaje, że pierwszym krokiem w ekspansji na polski rynek powinno być nauczenie się języka. Dodaje, że zanim w jego zespole pojawili się pracownicy mówiący po polsku, nie udało się pozyskać klientów czy partnerów. Swojego pracownika w Polsce ma już Preply. A te startupy, które jeszcze nie mają biura nad Wisłą przyznają, że również rozważają możliwość jego otwarcia.

- Na razie jesteśmy na wczesnym etapie rozwoju naszego projektu i większość rzeczy może być robione zdalnie. Ale prędzej czy później lokalne biuro stanie się koniecznością - zauważa Artem Bilodid z multitest.net.pl. Nie wszyscy witają startupy ze Wschodu z otwartymi rękoma, uważając, że powinniśmy się skupić na rozwijaniu i promowaniu rodzimych projektów. Ich przeciwnicy z kolei uważają, że wymiana kulturowa i odrobina rywalizacji przyniesie wiele dobrego całemu środowisku. Czas pokaże, kto miał racje.

-

Tworzysz startup na rynku warszawskim? Pomóż autorce powyższego artykułu dowiedzieć się więcej na temat rynku startupów działających w stolicy! Wystarczy, że poświęcisz trzy minuty na wypełnienie tej ankiety do badania czynników ryzyka lokalizacji startupów w Warszawie. Link do ankiety

Magdalena A. Olczak

Doktorantka SGH, zajmuje się tematyką narodowych systemów innowacji, prowadzi badania na temat polskich startupów.

Komentarze (0)