Jedni są gorącymi zwolennikami brania udziału w startupowych wydarzeniach, drudzy szczerze odradzają. Pierwsi zachęcają wiedzą, którą można zdobyć często nie płacąc nawet złotówki za udział w wydarzeniu. Drudzy mówią o stracie czasu.

Wywołanie debaty na temat tego, czy warto brać udział w startupowych wydarzeniach podzieliłaby pewnie zainteresowanych branżą. Na fali poprzednich artykułów o najbardziej wpływowych kobietach polskiej sceny startupowej, o tym czym zajmują się dziś byli CEO polskich startupów, czy co robią byli pracownicy pierwszych zespołów znanych polskich spółek, postanowiliśmy sprawdzić, jak dziś radzą sobie zwycięzcy, ale też i wyróżnione zespoły startup weekendów. Na tapetę wzięliśmy poprzednie edycje Startup Weekend Warsaw. Pomysł na artykuł podsunął jeden ze współorganizatorów tego wydarzenia. 

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Na zdjęciu: Mariusz Szydło (po prawej) | fot. Honorata Stuczka-Kucharska

Zderzenie świata korporacji i startupu

Laureatem nagrody specjalnej z zeszłorocznej edycji warszawskiego startup weekendu był Mariusz Szydło, który do udziału w wydarzeniu zgłosił się z projektem Help4You. Dla niego, tak jak i dla naszego poprzedniego rozmówcy, SWWAW był pierwszym doświadczeniem z takim eventem. - Na początku podchodziłem do tej inicjatywy bardzo sceptycznie, w sumie to trafiłem tam przypadkiem, ale po trzech dniach pracy w naszym zespole i w takiej atmosferze byłem naprawdę bardzo pozytywnie zaskoczony - wspomina Mariusz Szydło, jeden z uczestników wydarzenia. Był jednym z reprezentantów Avivy, która współorganizowała wydarzenie. I choć dalej nie rozwija konkursowego projektu, to jest zadowolony z udziału w wydarzeniu, bo dał mu więcej wiedzy na temat startupów.

Przyczyną porażki projektu było pojawienie się na rynku, kilka dni po wydarzeniu, aplikacji oferującej identyczne rozwiązanie. - Po prostu trochę się spóźniliśmy, ale ten przykład pokazuje, z jak dobrym pomysłem stanęliśmy do pitch-owania - mówi. Udział w wydarzeniu dał mu możliwość zderzenia dwóch światów: korporacji, w których pracował od dziesięciu lat i startupu. - Nigdy nie miałem przyjemności pracować pod jednym dachem z tyloma interesującymi i zaangażowanymi osobami. Oczywiście nie mówię tu tylko o swoim zespole - wspomina Mariusz Szydło, dziś Operating Systems Team Coordinator w Aviva Group. Wydarzenie nauczyło go jeszcze jednego: tego, że można. Że przy odrobinie chęci i wsparcia w relatywnie krótkim czasie można przekuć pomysł na biznes plan, na działającą aplikację, a nawet znaleźć inwestorów. - Co potrzebuję żeby to zrobić? Wystarczy garstka zapaleńców, trochę kolorowych karteczek i oczywiście internet - mówi.

Biznes z inwestorem i pierwszymi klientami

Radosław Jeż, przedstawiciel zwycięskiego zespołu ostatniej edycji Startup Weekend Warsaw, środowisko startupowe śledził zanim wziął udział w wydarzeniu, a dokładnie w momencie podjęcia decyzji o stworzeniu swojej kolejnej firmy. Było to jednak pierwsze wydarzenie o tej tematyce, w którym brał udział. Jego projekt, Skilltelligence, przetrwał próbę czasu i po udziale w konkursie i pozyskaniu porad od mentorów na temat tego, jak powinien funkcjonować, nadal istnieje i jest rozwijany. - Mieliśmy zaszczyt zdobyć obie główne nagrody (Jury i Mentorów), co po pierwsze upewniło nas w przekonaniu, że pomysł jest dobry, a nasze podejście biznesowe przekonujące. Po drugie bardzo ułatwiło nam to rozpoczęcie rozmów z potencjalnymi inwestorami - mówi nam Radosław Jeż.

Od maja jego startup to zarejestrowana firma, jak mówi “z podpisaną umową inwestycyjną z jednym z funduszów wspieranym dodatkowo przez grupę osób indywidualnych”. - Dysponujemy już gotowym produktem (choć rozwój funkcjonalności nie kończy się nigdy!) oraz pierwszymi komercyjnymi zamówieniami. Z kilkoma z członków naszego weekendowego zespołu utrzymujemy kontakt, a jeden z nich został nawet naszym klientem - wspomina Jeż. Zapytany o to, czego nauczył się podczas wydarzenia odpowiada, że może nie była to nauka, ale potwierdzenie tego, że każdy pomysł warto konsultować z jak największą liczbą osób. Niezdecydowanych zachęca po prostu do odwiedzenia któregoś ze startup weekendów (nawet jako gość, choć lepiej jako członek zespołu).

Każdy z pomysłów był startupem

O startupach, przed udziałem w warszawskiej edycji startup weekendów, wiedział wcześniej Paweł Pacewicz. Pierwszy raz miał z nimi styczność, gdy chciał rozpoznać dobrze dobrany pomysł biznesowy od strony parametrów biznesowych i ich zależności. - Budowałem wtedy wiele modeli matematycznych pomysłów biznesowych, które symulowały relacje między najważniejszymi parametrami biznesu: zyski, wymagany czas, początkową inwestycję pieniężną, inwestycję czasową, cashflow, ryzyka, model wyjścia itp. - wspomina Paweł Pacewicz. Celem tego działania było dobranie biznesu do sytuacji finansowo-czasowej inwestora/pomysłodawcy. - Sprawdziłem wtedy wiele różnych pomysłów biznesowych: np. call center w chmurze, inwestycje mieszkaniowe, czy aplikacje mobilne. Każdy z tych pomysłów był startupem - mówi.

Na zdjęciu: Paweł Pacewicz (po prawej) | fot. Honorata Stuczka-Kucharska

Niestety próby czasu nie przetrwał też pomysł, z którym przyszedł na wydarzenie. Jego Moneybox, pod okiem rodziców, uczył dzieci mądrego rozporządzania swoimi pieniędzmi. Paweł Pacewicz podaje główną przyczynę rozpadu pomysłu na biznes. - Przyczyną był brak czasu członków zespołu - każdy z nas pracował na pełen etat - mówi Paweł Pacewicz, który dziś jest Business Development Managerem. Czego nauczył się podczas wydarzenia? Przede wszystkim pracy w zespole tworzonym ad hoc. Nauką było też poznanie dobrych praktyk podejścia zwinnego (lean), ale też zawarcie wielu znajomości. Do udziału w tego typu eventach, oprócz wymienionych przykładów, zachęciłby mówiąc o największej wartości jaką jest możliwość sprawdzenia się w nowej sytuacji (np. pitch-wania czy pracy w grupie ad hoc). - Dodatkowo można poznać nowych ludzi i dobre praktyki biznesowe. A co najważniejsze jest przy tym dużo zabawy - przekonuje.

Wskazówka odkryciem Ameryki

- Koncepcja Mloga pojawiła się jako skutek mojego doświadczenia w logistyce - o historii zgłoszenia się do udziału w konkursie mówi Marcin Małaszuk. Miał pomysł na biznes, ale żadnej wiedzy o programowaniu. Poszedł więc o krok dalej i zaczął poszukiwać finansowania w funduszach seedowych. - Z wielkimi oczekiwaniami wzięliśmy z żoną udział w konkursie AIP Seed Capital, po którym otrzymaliśmy komentarz, który skłonił nas do dalszej pracy. Dowiedzieliśmy się, że projekt SaaSowy nie jest w stanie zaistnieć, bez udziału programistów w założycielskim zespole. Niby nic zaskakującego, ale dla nas było to prawie jak odkrycie Ameryki - wspomina Małaszuk. Do uczestnictwa w Startup Weekendzie zachęcił go Tomek Jabłoński, ówczesny dyrektor Inkubatora przy SGH, a obecnie co-founder Startup Academy.

W czerwcu ubiegłego roku jego projekt, Mlog, zwyciężył w Warsaw Startup Weekendzie. Dzięki wygranej o wiele łatwiej było skompletować cały zespół, który rozwija produkt do tej pory. - Niedawno wprowadziliśmy aplikację na rynek, rozmawiamy z funduszem inwestycyjnym, który chce w nas zainwestować i poszukujemy co-inwestora, aby zapewnić finansowanie na pierwsze 12 miesięcy - opowiada. Dodaje, że z czystym sumieniem może powiedzieć, że projekt przetrwał dzięki determinacji i ciężkiej pracy całego zespołu, odrobinie szczęścia, życzliwości i pomocy wielu osób, które spotkał na swojej drodze od czasu Warsaw Startup Weekendu. Udział w wydarzeniu nauczył go otwartości do oceny, szczególnie tej krytycznej, bo to one wskazują słabości i wąskie gardła projektu.

Pół na pół

Dwa z wymienionych projektów, które wzięły udział w startup weekendzie odniosły sukces. Oczywiście słowo to ma różne znaczenia, ale mówiąc o sukcesie w tym przypadku, mam na myśli pomysły, które przetrwały próbę czasu, czyli są dalej rozwijane. Ocenę czy warto brać udział w tego typu wydarzeniach pozostawiamy Wam.

Komentarze (0)