... ... ...

Rocket Internet nie traci czasu na rozbudowany proces rekrutacji. "Podbiera" pracowników innym

Dodane

09-09-2015

Adam Łopusiewicz
Wiele mówi się na temat walki o pracowników pomiędzy dużymi firmami. Google wyłania perełki wśród zespołu rosyjskiego Yandexu i na odwrót. Okazuje się, że taki proces odbywa się również niedaleko nas, ale w przypadku innej korporacji.

Znany niemiecki inkubator przedsiębiorczości - Rocket Internet też “podbiera” pracowników innym. 

W bitwie o najlepszych, którzy są niezbędni do stworzenia udanego biznesu, jest też miejsce dla Polaków. Sprawdziliśmy, jak dziewięciu polskich przedsiębiorców przekonał do zmiany pracy największy niemiecki inkubator przedsiębiorczości. Dlaczego postanowili odejść z dobrych firm dla Rocket Internet? Na pewno nie dla pieniędzy, bo nie zawsze były one większe niż na poprzednim stanowisku. Co zatem zaważyło na podjęciu wyzwania i zrezygnowania z pracy w korporacjach bankowych?

Na zdjęciu założyciele Rocket Internet (od lewej): Alexander Kudlich, Oliver Samwer i Peter Kimpel | fot. rocket-internet.com

Jutro zmieniam pracę

Opinia o Rocket Internet wśród ekspertów branży startupowej jest różna. Jedni krytykują go za to, że kopiuje znane przedsięwzięcia, o czym pisaliśmy np. tutaj. Drudzy szanują za rozmach, wielkie ambicje i wyniki jakie osiąga. Zwolennicy i przeciwnicy wiedzą jednak, że receptą na udany biznes są świetni pracownicy i lider, który nie boi się wyzwań, a takich na pewno ma Rocket Internet. Jak ich znajduje? Na przykład przeglądając profile na LinkedIn członków innych firm. Cały proces rekrutacyjny, czyli od rozmowy do podpisania umowy, przeprowadza też niezwykle szybko. Najczęściej nie trwa dłużej niż dzień. 

W korporacjach zjawisko przechodzenia pracowników z innych firm nie jest niczym nowym. Coraz częściej słyszy się jednak o przejściach między startupami. Proces ten jest oczywiście legalny, jedyne do czego można mieć zastrzeżenia, to do moralnego aspektu takich działań. Świat startupów często czerpie jednak wzorce ze świata korporacji, dlatego postanowiliśmy przyjrzeć się sposobie rekrutowania, z którego często korzysta. Jak się okazuje, Rocket Internet - jeden z największych w Europie inkubatorów przedsiębiorczości, ufa, że instytucje bankowe mocno przyłożyły się do procesu rekrutacji, więc korzysta na nim pośrednio. Dlatego to spośród nich szuka przyszłych szefów swoich spółek.

Inni są lepsi w rekrutacji

Aby pokazać, jaką potęgą jest Rocket Internet, warto wspomnieć, że ma w portfelu ponad sto spółek, a najpopularniejsza - Zalando - warta jest dziś osiem miliardów euro. Często szefami firm spod szyldu tego inkubatora przedsiębiorczości zostają pracownicy branży bankowej, czego dowodem są nasi pierwsi rozmówcy. Spotkali się oni w McKinsey & Company, korporacji specjalizującej się doradztwem strategicznym na całym świecie, by później pracować dla Rocket Internet. Pozytywnie na taką propozycję odpowiedział m.in. Tomasz Danis (dziś Fund Managera w Internet Ventures). To on namówił kolejne osoby do zmiany miejsca pracy. W ciągu 1,5 roku, za jego radą, na podjęcie nowych wyzwań zdecydowało się pięć osób z jednej firmy. Potwierdzają oni, że Rocket Internet nie traci czasu na rozbudowany proces rekrutacyjny.

- Globalną praktyką Rocketa jest wybieranie ludzi z McKinsey, BCG, Bain i banków inwestycyjnych do roli Managing Directora, czy CxO w swoich biznesach - mówi Michał Rokosz, dziś partner zarządzający w polskim funduszu Inovo. Wcześniej pełnił funkcję dyrektora zarządzającego na Europę Środkowo-wschodnią firmy Foodpanda (wspieranej przez Rocket Internet). Dlaczego, jego zdaniem, fundusz inwestycyjny szuka nowych liderów właśnie w tych przedsiębiorstwach? - Mocno przykładają się do rekrutacji, więc Rocket Internet nie musi tracić czasu na nią ponownie - dodaje. Również podczas pracy dla McKinsey & Company, zrekrutowana do innej firmy została dzisiejsza Dyrektor Rocket Internet na Polskę. I choć Katarzynie Kazior, praca w firmie konsultingowej przyniosła praktyczną realizację wiedzy zdobytej podczas studiów, warsztat i możliwość sprawdzenia się we wszystkich dziedzinach gospodarki, dawała mało wrażeń.

Na zdjęciu: Michał Rokosz, partner zarządzający w Inovo

- Od zawsze byłam „człowiekiem czynu”. Lubiłam realizować projekty i działania, które działy się w rzeczywistości, znacznie bardziej, niż pracę czysto teoretyczną - mówi Kazior. Po dwóch i pół roku w McKinseyu otrzymała ofertę objęcia stanowiska Dyrektora Zarządzającego Dropgifts. Miała za zadanie stworzyć własną organizację, budować zespół, i realizować biznesowe cele biznesowe. Tuż po dołączeniu do Dropgifts miała okazję zobaczyć, jak szybko podejmuje się kluczowe decyzje w niemieckim funduszu. Zajęła się analizą modelu biznesowego, który nie „załapywał” na rynkach zachodniej Europy zgodnie z oczekiwaniami. Przekonywała później przełożonego (Alexa Kudlicha), że zespół musi zmienić całkowicie model biznesowy. Decyzję o zmianie podjęto praktycznie od zaraz.

Posłuszny i chętny do nauki

Nasz kolejny rozmówca zapewnia nas, że proces rekrutacji do niemieckiego inkubatora/funduszu inwestycyjnego polegający na wyszukiwaniu pracowników z innych firm nie jest “jakiś szczególny”, choć odbywa się szybko. - Head of HR w Rocket Internet napisał do mnie na LinkedInie, odbyłem rozmowę kwalifikacyjną, zostałem przyjęty - mówi były pracownik McKinsey, a później Rocket Internet, w którym zajmował stanowisko Managing Directora (nie chce zdradzać swoich personaliów). Mówi, że niemiecki fundusz wybrał właśnie ten sposób rekrutacji, ponieważ pozwala przede wszystkim zaoszczędzić czas. Potwierdza też, że ufa on instytucjom bankowym, bo są znane z bardzo restrykcyjnego procesu rekrutacji. Oznacza to, że "wykonują robotę za innych”, robiąc tzw. screening kandydatów.

Na zdjęciu: Piotr Łagowski, Managing Director Quandoo 

- Rocket zakłada, że jeśli komuś udało się dostać do jednej z tych topowych firm, to jest wystarczająco zdolny i poradzi sobie, pracując w inkubatorze - mówi. Dodaje, że taki pracownik jest prawdopodobnie także “dość posłuszny i łatwo się uczy”. W równie szybki sposób, w ciągu jednego, trzygodzinnego spotkania, udało się dopiąć wszystkie formalności podjęcia nowej pracy przez Piotra Łagowskiego, dziś szefa Quandoo. - Byłem zachwycony szybkością działania. Właśnie w takim tempie chciałem budować przyszłe on-line'owe biznesy - przekonuje. Po doświadczeniu w Grouponie, Łagowski przeszedł do Westwing, a później objął stanowisko Managing Directora Foodpanda, biznesu wspieranego przez Rocket Internet. Do podjęcia tego wyzwania przekonały go trzy rzeczy: jakość ludzi, z którymi miał pracował, trudność zadania i możliwość osiągnięcia ponadprzeciętnego, mierzalnego sukcesu.

Ludzki certyfikat jakości

Po pracy dla eBaya i rozmowach z wieloma poznanymi “przy okazji” ludźmi, na pracę w Rocket Internet zdecydował się też Tomasz Nowiński, dziś CEO Travelist. Sam zabiegał o pracę w Rocket Internet, ponieważ chciał szybko nauczyć się rozwijania startupów. O procesie swojej rekrutacji mówi krótko, bo taki też był. - Dwa razy spotkałem się z osobą rekrutującą. Nie miałem dużego doświadczenia w oczekiwanej dziedzinie, ale nie na to zwracał uwagę rozmówca - wspomina Nowiński. Choć szybki proces rekrutacji może napawać optymizmem, trzeba wiedzieć, że sama praca w znanej firmie nie wystarczy, by zostać przyjętym i wspartym przez doświadczony zespół światowego formatu.

Rekrutowany pracownik musi spełniać kilka wymagań. Oprócz brandu, czyli pracy w znanej firmie, powinien mieć odpowiednie wykształcenie i przedsiębiorcze doświadczenia. - Kluczowe cechy dla funduszu, to umiejętności analityczne, zdolności przywódcze i skłonność do pracy przez długie godziny (to oczywiście nieoficjalnie). Firmy typu McKinsey to gwarantują - dodaje Michał Rokosz. Katarzyna Kazior, Dyrektor Rocket Internet Polska, zapewnia, że znalezienie np. na LinkedIn pracownika to dopiero pierwszy krok w rekrutacji do inkubatora przedsiębiorczości. Drugim jest autoselekcja. Na czym polega? - Spośród tych wszystkich zdolnych zmotywowanych ludzi, tylko część ma predyspozycje pracy w dynamicznym i pragmatycznym środowisku startupu. Ale ci, którzy się tam nie sprawdzą, nie będą zainteresowani ofertą - zapewnia.

Na zdjęciu: Katarzyna Kazior, Dyrektor Rocket Internet Polska

Pięć tysięcy euro na osobę

W sytuacji zmiany pracy zazwyczaj ważną rolę odgrywają kwestie finansowe. Ile zarabia się jako Managing Director w niemieckim funduszu? - Wszystko zależy, kto Cię rekrutuje, na jakie stanowisko i do jakiego projektu - mówi Tomasz Nowowiejski, zrekrutowany dwa lata temu z zeb consulting. Podczas swojej rozmowy rekrutacyjnej powiedział rozmówcy, że nienawidzi obsługi excela, powerpointa i że lubi ogarniać chaos, zarządzać dużym zespołem. W odpowiedzi usłyszał, że firma tego właśnie szuka. - Jako, że dołączałem jako Managing Director do zupełnie nowego projektu (Kaymu), drugą rozmowę miałem z Oliverem Samwerem [współzałożycielem Rocket Internet - przyp.red.]. Trwała trzy minuty i głównie to on mówił o jego wrażeniach nt. Polski - dodaje. Na koniec usłyszał, że niebawem otrzyma odpowiedź. Przyszła już po godzinie. Miał objąć stanowisko Managing Directora nowego startupu. Jakie warunki finansowe mu zaproponowano?

- Im większy projekt, tym większe finansowanie i większe pensje - mówi Tomasz Nowowiejski. Opowiada, że w Jumia i Kaymu (firmie, którą prowadzi) zatrudnia się ludzi z firm konsultingowych, którym oferuje ponad pięć tysięcy euro. - Lamudi, Carmudi i inne mniejsze zatrudniają głównie ludzi po studiach i dają po dwa tysiące euro - dodaje. Potwierdza to też Kacper Zieliński, który był Sales Representative w Foodpandzie. W jego przypadku praca w niemieckim funduszu była pierwszą po studiach, więc zarobki sięgały 2-3 tysiące złotych netto. - Z drugiej strony dobre wyniki były wynagradzane hojnie: bonus za wygranie globalnego konkursu na najlepszego sprzedawcę (który wygrałem dwa razy) to 5 tysięcy euro - mówi Zieliński. Ciekawie wyglądają też dodatki do pensji, np. związane z pokryciem kosztów relokacji. Ofertę półrocznych praktyk, wraz z warunkami finansowymi, obietnicą pokrycia kosztów przelotu oraz zakwaterowania do odpowiedniej sumy otrzymał np. Michał Lubas.

Szukał pracy w Rocket Internet, bo chciał uczyć się od najlepszych. - Nie na darmo fundusz szczyci się opinią najlepszej firmy w egzekucji i w rozkręcaniu od zera biznesów w oparciu o sprawdzone modele biznesowe - mówi Michał Lubas, Business Development Manager w Lamudi. Otrzymał kilka ofert pracy w spółkach niemieckiego funduszu, ale wybrał tą z ciekawym krajem, frontier marketem, gdzie penetracja internetu wynosi niewiele ponad 1% oraz zakresem odpowiedzialności. Od początku praktyk miał współzarządzać 15-osobową firmą, będąc jednym z dwóch zagranicznych menadżerów. - Po praktykach dostałem ofertę przedłużenia kontraktu i zatrudnienia full-time. W praktyce przedłużyłem swój kontrakt w Birmie o dwa miesiące, a od października przenoszę się do Indonezji - mówi Lubas. O tym, ile zarabiał nie chce rozmawiać, ale mówi, że RI stara się złożyć ofertę porównywalną, bądź lepszą od poprzedniego pracodawcy.

Ładny profil na LinkedIn

Nie wszyscy jednak są zainteresowani propozycją zmiany pracy dla tej firmy. Wedle relacji Dyrektor Rocket Internet na Polskę, odmowa występuje “relatywnie często”. Najczęściej kandydaci odmawiają, bo nie czują się na siłach w tworzeniu własnej firmy z wsparciem inkubatora. Ciekawe jest też to, że rekruter najczęściej ocenia “przydatność” kandydata po jego profilu na LinkedIn. To pokazuje, że warto sumiennie uzupełniać go o nowe dane. Szybkiej rekrutacji, według relacji kilku naszych rozmówców, niestety towarzyszy też szybkie zwalnianie. O tej niepisanej zasadzie Rocket Internet, jak donoszą nieoficjalne źródła, wiedzą wszyscy pracownicy inkubatora, co nie napawa optymizmem. Są jednak sposoby na to, by uniknąć zwolnienia. Od rozwiązania umowy można “wybronić” się pokazując po prostu dobre wyniki spółki. Dlaczego zapomina się o innych elementach? Bo w Rocket Internet liczy się przede wszystkim wynik.

Komentarze (0)