Ratował spółki po pęknięciu bańki internetowej z 2001 roku. Później był konsultantem w McKinsey & Company, a potem pracował w LinkedInie w Dolinie Krzemowej. Dużo doświadczenia nabył też w Rocket Internet, gdzie budował startupy od podstaw. Dziś przekłada je w funduszu MCI Capital TFI.

Na zdjęciu: Tomasz Danis, Zarządzający funduszem Internet Ventures FIZ

– Rok 2016 dopiero się zaczął i na razie zamiast kupować zdążyłem sprzedać za 330 milionów złotych spółkę Invia, którą razem z Sylwestrem Janikiem zajmowaliśmy się w portfelu growth-stage – mówi Tomasz Danis, Zarządzający funduszem Internet Ventures FIZ (Grupa MCI). Nasz rozmówca zdobywał doświadczenie na arenie międzynarodowej i w bardzo startupowym klimacie. W 2012 roku objął funkcję Dyrektora Zarządzającego Rocket Internet CEE, największego na świecie inkubatora przedsięwzięć typu e-commerce.

Pozostał jednak przy inwestowaniu i jak widać, dobrze na tym wychodzi. Rozmawialiśmy z nim o tym, dlaczego wybrał inwestowanie w startupy, a nie w inne przedsięwzięcia, czego szuka w pomysłach na biznes, z którymi przychodzą przedsiębiorcy oraz jego zdaniem jest najważniejsze we współpracy na linii inwestor - przedsiębiorca. Na te i na wiele innych pytań odpowiedział nam Tomasz Danis.

1. Czym zajmował się Pan zanim został inwestorem?

Początek mojej kariery i pierwsza fascynacja światem online to pomoc w ratowaniu spółek internetowych po pierwszej bańce internetowej (2001). Potem przez wiele lat jako konsultant w McKinsey byłem zaangażowany w projekty z branży telekomunikacyjnej, mediowej czy inwestycyjnej. Tam ugruntowało się moje doświadczenie związane ze światem Internetu. Miałem również okazję pracować w Silicon Valley w LinkedIn w czasie praktyk na studiach MBA. Później nastąpił czas Rocket Internet – przez 1,5 roku byłem zaangażowany w budowę spółek technologicznych od podstaw. Połączenie tych doświadczeń owocuje w mojej obecnej pracy w MCI Capital TFI z Grupy Private Equity Managers.

2. Dlaczego wybrał Pan inwestowanie w startupy, a nie w inne przedsięwzięcia?

Moje osobiste pojęcie startupu wykracza poza to ogólnie przyjęte. Dla mnie startupy to nie tylko firmy w zalążku i wczesnej fazie rozwoju, ale również dojrzalsze podmioty, nawet z dziesiątkami milionów EUR przychodów, ale i z ogromnym potencjałem ciągle do zdobycia – tzw. „growth stage”. Obie te fazy są dla mnie bardzo interesujące, a przy tym myślę, iż moje doświadczenia z dużych firm (McKinsey) jak i z bardzo małych (Rocket) pomagają mi skutecznie pomagać jednym i drugim, aby rozwijały się jak najbardziej efektywnie.

Bardzo lubię swoją pracę, bo jest urozmaicona. Zajmowanie się daną spółką w ramach portfela VC to kombinacja umiejętności inwestorskich i menedżerskich. Nie chciałbym sam prowadzić jednej firmy przez kilka lat, bo jestem pewien, że bardzo szybko by mnie to znudziło. O wiele lepiej sprawdzam się w ocenie potencjału innych firm i pomocy w ich rozwoju.

3. W co dotychczas Pan zainwestował?

W PEM/MCI utarło się już powiedzenie, że jestem człowiekiem do zadań specjalnych. Moje inwestycje podzieliłbym na mniejsze i większe podmioty. Mniejszych zrealizowałem ok. 15, wszystkie z nich były inwestycjami na rynku polskim. Jeśli chodzi o większe, mam na koncie 5 zrealizowanych projektów: w Rosji, Turcji, Niemczech oraz w Polsce. Ważny sygnał dla wszystkich założycieli startupów – w Grupie PEM Partnerzy zawsze inwestują również swoje pieniądze w projekty, w które inwestuje Funduszu MCI. To świetny filtr oceny modelu biznesowego. Jak mówią w Dolinie Krzemowej – ważne żeby mieć „skin in the game”.

4. Jak dzisiaj radzi sobie pierwsza spółka, w którą Pan zainwestował?

Pierwsza spółka w którą zainwestowałem to Feedo. Teraz jest ona częścią dużej grupy Windeln.de. Feedo radzi sobie świetnie, dla nas również była to bardzo udana inwestycja, bo sprzedaliśmy ją z dużym zyskiem do znakomitego podmiotu gwarantującego dalszy rozwój spółce.

5. W co Pan nie zainwestował i żałuje tej decyzji?

Nie ma niezastąpionych inwestycji. Nie można żałować decyzji o niezainwestowaniu o ile się ją podjęło świadomie i na podstawie dobrej analizy. Venture Capital to nie gra w lotto – nie chodzi o to by przypadkowo wygrywać, tylko by swoim doświadczeniem dostarczać stabilny i relatywnie wysoki zwrot z zainwestowanego kapitału, dokonując trafnych inwestycji. Są oczywiście spółki, w które nie zainwestowałem, a które teraz mają ciekawą trakcję, ale są różne czynniki decydujące o braku inwestycji. Wiele ‘głośnych’ spółek, które w danym momencie postrzegane są jako okazje inwestycyjne i w krótkim okresie osiągają wysokie wyceny, często czas weryfikuje negatywnie. Obok medialności danego przedsięwzięcia, kluczowa jest też jego zdroworozsądkowa wycena i warunki współpracy między inwestorem a Zarządem. Nie rozpamiętuję przeszłości i patrzę w przyszłość – najlepsze inwestycje są ciągle przede mną.

6. Czym jest to “coś”, czego szuka Pan w startupach, które zgłaszają się do pańskiego funduszu?

To „coś” zmieniało się dla mnie wraz z nabieranym doświadczeniem.  Kluczowe jest, aby spółka dobrze współpracowała już w trakcie przebiegu procesu inwestycyjnego, żeby rozumiała po co są jej pieniądze od Venture Capital. Jednocześnie podczas tego kilkumiesięcznego procesu musi pokazać zdolność realizacji zadań, które wskazywała jako następne kroki (tzw. Milestones). To buduje wiarygodność w oczach inwestorów – nic tak nie weryfikuje biznes planu jak czas. Po drugie, zależy mi też na dużym potencjale przedsięwzięcia - nie tylko zasięgowym, ale i monetyzacyjnym: duża grupa docelowa oraz produkt, który jest tak dobry, że ktoś (odbiorcy/reklamodawcy/użytkownicy/dostawcy) chcą za niego zapłacić. Finalnie, ważne jest, aby dany biznes był łatwo skalowalny.

7. W jaki sposób szuka Pan projektów?

W przypadku małych projektów, najważniejsza jest prawidłowa ich selekcja. Choć takich podmiotów jest na rynku bardzo dużo, staramy się zawsze prowadzić politykę otwartych drzwi. Jeśli chodzi natomiast o większe projekty, ja oraz moi koledzy z PEM/MCI przejmujemy inicjatywę i szukamy potencjalnych projektów. Sam wolę o takie spółki walczyć i o nie zabiegać – te które same do nas trafiają z reguły mają kłopot z pozyskaniem kapitału.

8. Ile czasu, w Pana przypadku/w przypadku funduszu, w którym Pan działa, średnio mija od momentu pierwszej rozmowy do przelewu środków na konto spółki i dlaczego tyle?

Uogólniając należy powiedzieć, że taki proces średnio trwa od 6 do 12 miesięcy, ale jeśli biznes jest klarowny, jest to ok. 3 miesięcy. Oczywiście założyciele chcieliby otrzymać środki finansowe jak najszybciej, ale punktu widzenia funduszu niekoniecznie jest to dobre rozwiązanie. Tak jak wspomniałem wcześniej, samo zachowanie spółki w czasie trwania procesu inwestycyjnego jest dla mnie kluczowe i daje ogromną wiedzę na temat tego jakie są jej rokowania i jak poradzi sobie w późniejszym czasie.

9. Co jest najważniejsze we współpracy na linii inwestor-pomysłodawca?

Myślę, że słowo „pomysłodawca” nie jest w tym przypadku właściwe. Pamiętajmy, że nasz fundusz nie inwestuje w pomysły, ale konkretne przedsięwzięcia. Kluczową sprawą jest to, w jaki sposób dany przedsiębiorca zarządza gotówką. Jakie wyznacza sobie kolejne cele oraz jak je realizuje. Obok wizji pomysłu, firma musi mieć też wizję jego realizacji. Fundusz nie jest w stanie wykonać poszczególnych kroków za zarządzających danym podmiotem. Może jedynie być doradcą, wskazać drogę, udzielić pomocy, ostrzec przed pułapkami, czy otworzyć zamknięte drzwi. Założyciele muszą pamiętać, że mimo inwestycji funduszu to oni wciąż odpowiadają za pozyskanie dalszego finansowania dla spółki.

10. Jakie Pana zdaniem są najmocniejsze fundusze VC w Polsce i na świecie?

Nie chciałbym zabrzmieć zarozumiale, ale naprawdę uważam, że fundusze z grupy MCI, zarządzane przez Private Equity Managers, są bezkonkurencyjne na polskim rynku w obszarze technologii i Internetu. Cieszę się, że w ramach tej serii wywiadów takie wskazanie padło też z ust innych gości. Jeśli chodzi o podmioty w skali światowej, jest kilka funduszy, które zainwestowały we wczesnej fazie w takie spółki jak Facebook czy Google. Sequoia, Accel czy Graylock to podmioty, których sama obecność w danym biznesie niejako z automatu staje się gwarantem jego sukcesu.

11. Najlepsza/najciekawsza inwestycja w polski startup bieżącego roku to…?

Rok 2016 dopiero się zaczął – na razie zamiast kupować zdążyłem sprzedać za 330 milionów PLN spółkę Invia, którą razem z Sylwestrem Janikiem zajmowaliśmy się w portfelu growth-stage. Najciekawsze inwestycje 2016 jeszcze przed nami. Mogę jednak z góry zapewnić, że będzie to projekt, w którym pojawi się fundusz z Grupy MCI. Jeśli chodzi o ubiegły rok, dla mnie bardzo ciekawym projektem było SiDLY - spółka z ogromnym potencjałem nie tylko na rynku medycznym. Inne bardzo dobrze rokujące inwestycje to: Hojo - lider online usług sprzątania w Polsce dokonujący ekspansji regionalnej, mFind czyli pierwszy prawdziwy broker ubezpieczeń online, BiznesLink - projekt B2B wzorujący się na Alibaba czy Spark, który zmieni sposób dokonywania zakupów w sklepach fizycznych. Obserwujcie te spółki uważnie.

Komentarze (0)