Polska aplikacja do rezerwowania wizyt m.in. u fryzjera i kosmetyczki, zamyka kolejną rundę finansowania. Booksy tym razem zgarnia ponad 4 miliony dolarów. Przeznaczy je na rozwój kilku funkcji programu.

Po godzinach 

Spora część usługodawców z branży beauty nie ma czasu, żeby w godzinach pracy odbierać połączenia i umawiać się na spotkania. – Klienci z drugiej strony chcą rezerwować wizyty przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu (60 proc. spotkań odbywa się poza godzinami pracy przedsiębiorstw) – powiedział w rozmowie z TechCrunch dyrektor generalny Booksy Stefan Batory. 

Tłumaczy, że stworzona przez niego aplikacja mobilna pomaga zarówno gościom jak i właścicielom lokali w rozwiązaniu tego problemu. Klientom, bo mają dostęp do platformy w dowolnym momencie, a przedsiębiorcom, bo dzieje się to bez ich udziału, dzięki czemu mogą zająć się realizowaniem innych zadań. 

Bez opłat za rezerwację 

TechCrunch pisze, że w przeciwieństwie do swoich konkurentów, Booksy nie działa jako marketplace ani nawet nie pobiera opłat za rezerwacje. Działa natomiast w modelu SaaS z miesięcznym abonamentem. – Na każdym rynku mamy konkurentów – mówi Batory i wymienia wśród nich między innymi Treatwell z Wielkiej Brytanii i LadyTime z Polski. Dodaje, że każdy z nich działa jako marketplace i pobiera opłaty za rezerwacje, co nie podoba się przedsiębiorcom. 

Tę rundę finansowania poprowadził fundusz Open Ocean przy udziale australijskiej firmy i inwestora Investible oraz polskiego Nomad Fund, Kai Hansena (ex-Lieferando), Apostolosa Apostolakisa, a także szefa Google Campus w Warszawie Rafała Pluteckiego. W 2015 roku Booksy pozyskało 3 miliony złotych, które zainwestował w projekt między innymi fundusz Inovo vc.

Komentarze (0)