Roger McNamee jest dzisiaj współzałożycielem i dyrektorem zarządzającym w Elevation Partners, funduszu, inwestującym między innymi w spółki technologiczne i w media. Niegdyś zainwestował w Facebooka i Google, ale teraz żałuje tej decyzji. Dlaczego?

Więcej szkody niż pożytku?

– Zainwestowałem w Google i Facebooka na lata przed ich pierwszym przychodem i ogromnymi zyskami. Byłem wczesnym doradcą Facebooka, ale teraz jestem przerażonym szkodami wyrządzonymi przez tych internetowych monopolistów – pisze dla USA Today Roger McNamee. Wyjaśnia, że błędem było zaangażowanie się w te dwie spółki, bo wykorzystują ludzką naturę i nasze słabości do generowania dochodów.

Jego zdaniem, oba podmioty zapożyczają metody znany z hazardu, aby tworzyć uzależniające zachowania, które zmuszają użytkowników do ciągłego sprawdzenia nowych wiadomości i reagowania na powiadomienia. Dodaje, że giganci technologiczni wierzą, że dają konsumentom to, czego oni oczekują i ża zaspokajają ich potrzeby. Uważa jednak, że robią wręcz odwrotnie; unieszczęśliwiają swoich klientów.

Uzależnia

– Podobnie jak hazard, nikotyna, alkohol lub heroina, Facebook i Google (głownie za pośrednictwem YouTube’a) dają krótkoterminową przyjemność, niosąc jednocześnie negatywne konsekwencje w długoterminowej perspektywie – dodaje. Tłumaczy, że zanim użytkownicy zdołają się zorientować, są już uzależnieni; nie rozpoznają nawet pierwszych oznak, które mogą świadczyć o tym, że mają problem.

Powołując się na badania z 2013 roku, pisze, że przeciętny użytkownik smartfona zagląda na jego ekran mniej więcej 150 razy dziennie i że prawdopodobnie ta liczna ciągle rośnie. Podaje, że w ciagu dnia spędzamy średnio 50 minut na Facebooku, a biorąc pod uwagę inne serwisy społecznościowe jak Instagram, Snapchat i Twitter, tan czas jest pewnie sporo dłuższy. Twierdzi, że dzięki temu ich właściciele mogą nas kontrolować.

Internauci wywrą presję?

– Efekt tego jest taki, że giganci internetowi wiedzą o tobie więcej niż sam wiesz o sobie, co  daje im ogromną przewagę, aby wywierać na tobie wpływ i zachęcać do wykonywania rzeczy, które służą ich interesom – pisze. Jego zdaniem, serwisy społecznościowe nie są złe same w sobie, ale mają poważną wadę. Jest nim model biznesowy opierający się o sprzedaż reklam i pozyskiwanie danych na temat swoich użytkownik.

Dodaje, że na razie nie istnieją odpowiednie regulacje prawe, które byłyby w stanie zapanować nad „hakowaniem mózgów” i że rządy wcale się nie garną, aby je utworzyć. Nawołuje więc, żeby to internauci wywierali wpływ na Facebooka i Google. Być może to ich skłoni do zmiany modelu biznesowego.

fot. depositphotos.com 

Komentarze (0)