Pod koniec minionego roku Deezer miał zadebiutować na francuskiej giełdzie, a kapitał pozyskany podczas IPO przeznaczyć na walkę z konkurencją. Firma ta, póki co, zrezygnowała jednak ze sprzedaży akcji w ofercie publicznej. Jak więc zdobyła środki finansowe potrzebne, żeby wygryźć rywali z rynku?

Deezer pozyskał inwestorów

Francuski serwis muzyczny poinformował w środę, że pozyskał właśnie 100 milionów euro. Kapitał ten pochodzi od dwóch organizacji: Access Industries, amerykańskiego holdingu inwestującego w podmioty z branży technologicznej, medialnej i e-commerce, a także Orange, giganta telekomunikacyjnego. Spółka nie ujawnia natomiast szczegółów tej transakcji, nie wiadomo więc ile udziałów przypadło wyżej wymienionym koncernom w zamian za gotówkę.

Hans-Holger Albrecht, dyrektor generalny francuskiej firmy, wyjaśnia natomiast jakie są dalsze plany korporacji, której przewodzi. - Dodatkowe środki finansowe pozwolą nam umocnić naszą pozycję na rynku, jako wiodący i niezależny serwis streamingowy, a także poszerzyć ofertę dla miłośników muzyki - mówi, czytamy w oficjalnym komunikacie. Przy tej okazji zespół stojący za Deezerem pochwalił się statystykami.

Bogata oferta katalogowa, uboga liczba użytkowników

W ciągu kilku minionych miesięcy spółka podwoiła liczbę utworów znajdujących się w jej katalogu muzycznym tak, że teraz znajduje się w nim 40 milionów pozycji. Francuska platforma porównała te dane z innymi popularnymi serwisami. I tak, zarówno Spotify i Apple Music wypadło w tym zestawieniu gorzej niż Deezer - baza utworów tych serwisów to 30 milionów pozycji.

Przedsiębiorstwo zarządzane przez Hansa-Holgera Albrechta nie zwróciło jednak uwagi na ilości użytkowników, których skupia Deezer i konkurujące z nim serwisu muzyczne. W przypadku francuskiej platformy zaledwie 6,8 mln osób to płatni subskrybenci, zaś Spotify liczy ich sobie 20 milionów, a równie dobrze radzi sobie Apple Music - za tę usługę jest skłonnych płacić 6,5 miliona internautów. Czy więc sto milionów euro pozwoli Deezerowi wyprzedzić swojego szwedzkiego odpowiednika i nie dać się „pożreć” konkurentowi zza oceanu?

Komentarze (0)