... ... ...

Thriller o debiucie giełdowym najgorętszej aplikacji randkowej. Przeczytaj fragment książki pt. "Emisja"

Dodane

07-04-2017

Mam Startup
Właśnie ukazała się książka pt. "Emisja". Michelle Miller napisała thriller skupiający się wokół właścicieli najgorętszej aplikacji randkowej na świecie, która ma wejść na giełdę. Jak od środka wygląda praca nad debiutem popularnej aplikacji? Tego dowiecie się z tej książki. Oto jej fragment.

Zdjęcie główne artykułu pochodzi z pexels.com

W "Emisji" znajdziemy historię przebojowych nowojorskich bankierów rywalizujących na śmierć i życie o zyski z transakcji, ale też nieprzewidywalnych programistów z Doliny Krzemowej skrywających sekrety znacznie mroczniejsze, niż mogłoby się wydawać. Powieść, opisywana jako połączenie Miliarderów z przypadku i Wilka z Wall Street, opowiada o bogactwie, uczciwości i ambicji wśród pokolenia millenialsów. Poniżej jej fragment.

Rozdział pierwszy

Todd

Środa 5 marca, Nowy Jork

— Dupek z ciebie i tyle. — Już nie była czerwona, tylko blada, gdy wysuwała nogi spod kołdry.

Odtwarzając nocną trasę z salonu do sypialni, zbierała po drodze porozrzucane kilka godzin wcześniej ubrania. Todd sięgnął po pilota i włączył MSNBC w nadziei, że poranne skrępowanie utonie w hałasie. Nie cierpiał takich poranków.

Dziewczyna wróciła do sypialni, żeby poszukać bielizny w pościeli.

— Po prostu... — zaczęła i popatrzyła na niego. — Po prostu nie rozumiem, dlaczego zaangażowanie tak cię przeraża.

— Nie przeraża mnie — odparł zwięźle, udając zainteresowanie rozmową komentatorów dyskutujących o ostatnim skandalu w L. Cecil.

Chodziło o dwóch maklerów, którzy podobno z premedytacją wcisnęli nieświadomym inwestorom przewartościowane akcje za dwieście milionów dolarów. Todd wykrzywił się do telewizora — miał nadzieję, że afera nie wpłynie na jego premię.

Dziewczyna wsunęła spódnicę na wąskie biodra i zapięła stanik push-up. Miała niezły biust, ale zbyt grube uda i wyglądała na jedną z tych kobiet, które gwałtownie tyją po trzydziestym piątym roku życia. W dziesięciostopniowej skali atrakcyjności otrzymałaby ósemkę. Takie dziewczyny Todd lubił najbardziej — ósemki były naprawdę niezłe, ale i świadome, że daleko im do dziesiątek, więc bardzo się starały.

Teraz jednak, z rozmazanym eyelinerem i tłustymi blond włosami ledwie dobijała do szóstki.

— To co takiego by się stało, gdybyś zabrał mnie na kolację? — spytała cicho i znieruchomiała po raz pierwszy, odkąd wstała z łóżka.

— Po prostu nie o to w tym chodzi — odparł szczerze.

— Tylko o co? — powiedziała jeszcze ciszej, ściskając palcami pościel i czekając na odpowiedź, której wcale nie chciała usłyszeć.

— Posłuchaj, świetnie się bawiliśmy. Po co to psuć? — Mówił całkiem poważnie.

Dziewczyna zacisnęła zęby, a jej oczy zalśniły.

— Czyli jestem dziewczyną do pieprzenia.

Todd milczał. Musiał się zbierać do pracy.

— Wiesz, że studiowałam na Penn? Nie jestem jakąś kretynką. Pracuję w najlepszej kancelarii. Kogoś takiego jak ja zaprasza się na randkę, a nie na rżnięcie.

— Może i tak.

— To co, pójdziemy na kolację? — spytała z rozdrażnieniem.

— Nie szukam dziewczyny.

— Więc po co...

— Ty zaczęłaś — przerwał jej. Naprawdę miał tego dosyć. — Ty się ze mną skontaktowałaś, po pijaku, o drugiej w nocy w barze, a wcześniej umieściłaś swój profil na lokalizacyjnej aplikacji randkowej. Czego się spodziewałaś?

— Hook to narzędzie do poznawania ludzi. — Nie spuszczała z niego wzroku. — Masz na nim konto i prawdopodobnie jesteś normalny. Uważasz mnie za dziwkę tylko dlatego, że też się na nim zarejestrowałam?

— Nie mówiłem, że jesteś dziwką, tylko że wyszukałaś mnie późną nocą na bzykanie, i taki był układ.

— No tak, ale zdarzyło się to już cztery razy — wytknęła mu.

Todd nie chciał jej ranić, nie miał jednak czasu na takie dramaty. Musiał się skupić na karierze — tuż po swoich trzydziestych drugich urodzinach był aż nadto świadomy, że zostało mu zaledwie dwanaście miesięcy na sfinalizowanie naprawdę poważnej transakcji w banku inwestycyjnym L. Cecil, jeśli chciał osiągnąć cel i zostać najmłodszym w historii dyrektorem generalnym w prestiżowej firmie na Wall Street.

— Zdążyliśmy się lepiej poznać. — Najwyraźniej nie zamierzała odpuścić. — Rozmawialiśmy o twojej pracy, ja opowiedziałam ci o rodzinie, a w zeszłym tygodniu spóźniłam się do kancelarii, bo wiem, jak lubisz poranny seks. — Jej usta drżały.

— O nic cię nie prosiłem.

Zaczerwieniła się, świadoma, że tak właśnie było.

— Nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. — Odwróciła się i, porzuciwszy poszukiwanie stringów, włożyła na siebie resztę ubrań.

Todd nie odrywał wzroku od ekranu. Komentatorzy zgodzili się, że choć maklerzy nie działali nielegalnie, wiedzieli, że sprzedają gówniany towar, więc wykazali się brakiem etyki i zasłużyli na grzywny. Argument był do dupy — rola maklera polegała na doprowadzeniu do transakcji. To inwestor decydował, czy warto pakować gotówkę w interes.

Todd zaczekał na trzaśnięcie drzwi wejściowych, po czym wstał z łóżka i zawlókł pod prysznic swoje ciało byłego zawodnika pierwszoligowej drużyny piłki wodnej mierzącego sto dziewięćdziesiąt centymetrów.

Kwestia, czy zaprosić dziewczynę do siebie, czy iść do niej, nadal stanowiła dla niego zagadkę. Z jednej strony przestronny minimalizm kawalerki Todda gwarantował mu, że każda przyprowadzona tu kobieta będzie uprawiała z nim seks, nawet jeśli wcześniej udawała cnotkę; z drugiej strony zabawy na cudzym podwórku miały tę zaletę, że mógł zniknąć na własnych warunkach. Wczoraj należało iść do niej, bo wiedział, że będą się rżnąć, ale wypił w Money Bar o jedną tequilę z mineralną za dużo i nie myślał trzeźwo, kiedy pisał wiadomość na Hooku.

Ogolił się i włożył swój codzienny uniform — szyty na miarę garnitur, krawat Hermesa, skarpetki od Armaniego i mokasyny Gucciego. Za pomocą aplikacji Uber w komórce zamówił samochód i zanim ruszył na dół, z aprobatą zerknął w lustro.

Po wyjściu z apartamentowca zobaczył, że dziewczyna stoi przy drzwiach i dmucha w wyziębione przez marcowy wiatr dłonie.

— Chryste Panie — wymamrotał pod nosem.

Na jego widok ze skruchą przygryzła wargę.

— Przepraszam — odezwała się po chwili.

— Naprawdę nie chciałam dramatyzować, po prostu uważam, że może być z tego coś więcej. Ja mogę być kimś więcej — jestem kimś więcej — niż tylko dziewczyną z kontem na Hooku.

Lekko oparł rękę na biodrze dziewczyny i cmoknął ją w policzek.

— W porządku — odparł. — Tyle że mam sporo na głowie i nie mogę sobie pozwolić na nic poza tym, co jest teraz między nami. Rozumiem, że chcesz czegoś innego, ale nie jestem w stanie ci tego dać.

Skinęła głową i wbiła wzrok w chodnik.

— Zobaczę cię jeszcze? — spytała cicho, nie podnosząc oczu.

— Nigdzie się nie wybieram — powiedział wymijająco. — Złapać ci taksówkę?

— Nie. — Pokręciła głową. — Pójdę pieszo.

— Okej. No to przyjemnego dnia — powiedział życzliwie i uśmiechnął się do niej, mrużąc niebieskie oczy.

— Okej.

Ruszyła chodnikiem, a jej dziesięciocentymetrowe obcasy i potargane włosy były tego środowego poranka jak piękno nie lepsze od szkarłatnej litery.

Todd wsiadł do czarnej taksówki i przejrzał listę „Ulubionych” na Hooku. Jak miała na imię? Coś na A. Amy, Allison? No jasne, Amanda. Znalazł ją i szybko wykasował.

Zablokuj użytkownika?, spytała aplikacja. „Tak” kliknął.

Napisz opinię? „Nie”. Nie zamierzał dłużej marnować na nią czasu.

Służbowy blackBerry zabrzęczał mu w kieszeni, więc Todd zamienił go miejscami z iPhone’em, po czym przejrzał dwadzieścia sześć mejli, które przyszły w nocy. To były zwyczajne poranne sprawy: nowiny z rynku azjatyckiego, codzienna prognoza Forexu, mejl od Catherine Wiley, prezes działu bankowości inwestycyjnej, z oficjalnym stanowiskiem do przekazywania klientom, którzy będą się dopytywali o skandal transakcyjny w L. Cecil.

Nagle pojawił się mejl od Josh@hook.com.

Todd, postanowiłem wejść na giełdę. Chcę, żebyś Ty się tym zajął. JH

Todd omal się nie zakrztusił. Jeszcze raz przeczytał mejl i popatrzył na taksówkarza, jakby ten mógł zrozumieć wagę tego, co trzymał w dłoni jego pasażer. Serce Todda galopowało: Josh Hart zarządzał firmą Hook, tą od aplikacji, która nie tylko że usprawniała życie intymne Todda, ale była też najbardziej pożądaną firmą w całej Dolinie Krzemowej. Pierwsza oferta publiczna nie tylko przyniosłaby mnóstwo kasy wielu osobom, ale poprowadzenie sprzedaży przez L. Cecil na pewno zagwarantowałoby Toddowi awans. Pieprzyć stanowisko dyrektora generalnego — taka transakcja wyniosłaby go do rangi szefa grupy.

Zjechał do podpisu w mejlu i wystukał numer Josha. Gdy rozległ się sygnał, Todd spojrzał na zegarek i uświadomił sobie, że w San Francisco jest dopiero piętnaście po szóstej. Mimo to Josh Hart odebrał po trzecim dzwonku.

— Josh! — wykrzyknął Todd nieco zbyt entuzjastycznie. — Josh, mówi Todd, Todd Kent. Właśnie przeczytałem twój mejl... Wybacz, nieodpowiednia pora?

— W porządku. — Josh mówił jak automat.

— Posłuchaj... — Todd próbował się uspokoić.

Przypomniał sobie, kiedy ostatnio rozmawiał z Joshem Hartem — dwa lata temu w Las Vegas, na wystawie elektroniki użytkowej, kiedy spotkali się w klubie ze striptizem. Josh okazał się nerdem o ziemistej cerze, podkrążonych oczach i przyklejonych do czoła chłopięcych lokach. Miał na sobie bluzę z kapturem i spodnie khaki z zaprasowanymi zaszewkami. Todd zauważył go na drugim końcu sali i uznał, że facet, który przychodzi w takim stroju do klubu, musi być kimś ważnym. Natychmiast ruszył w jego kierunku, po czym zaprosił go do stolika. Josh patrzył na tancerki jak na kosmitki i wzdrygał się za każdym razem, gdy Todd próbował opowiadać o strategii finansowej i namówić go na współpracę z L. Cecil.

Pod koniec wieczoru Todd dał Joshowi wizytówkę i na tym kontakt się urwał. Najwyraźniej jednak trafił w punkt, skoro Josh skontaktował się z nim dwa lata później z propozycją największego interesu w życiu ich obu.

— Chciałem się tylko dowiedzieć, co myślisz w związku z naszą współpracą w razie wejścia Hooka na giełdę — oświadczył w końcu Todd.

— Napisałem ci w mejlu. — Josh wydawał się zirytowany, jakby jedno zdanie aż nadto wystarczało do uruchomienia procedury emisji akcji. — Postanowiłem wypuścić akcje giełdowe Hooka i chcę, żebyś to ty był gwarantem. Mam zamiar zebrać miliard osiemset milionów dolarów przy czternastomiliardowej wycenie.

Todd zamrugał. Hook nadal nie przynosił zysków, a na Wall Street coraz częściej kwestionowano wartość aplikacji mediów społecznościowych. Z drugiej strony, kiedyś wątpili też w Facebooka, a cena jego akcji wzbiła się pod niebiosa. Pomyślał, że jeśli Facebook był wart sto pięćdziesiąt miliardów, wartość Hooka należało zapewne oszacować na ponad czternaście miliardów.

— Liczby wydają się w porządku. Zgodnie ze standardową procedurą należy przeprowadzić przetarg, w którym różne banki przedstawią ci swoje oferty, a wtedy...

— Nie chcę przetargu. Ty masz się tym zająć. Przez głowę Todda przelatywało stado myśli — zawsze był przetarg. Czy w ogóle wolno pominąć ten etap?

— Świetnie. To znaczy, zaoszczędzimy mnóstwo czasu — dodał. — Pogadam z moim szefem, Larrym, bo będzie odpowiadał za...

— Nie — przerwał mu Josh. — Mówiłem, że ty masz się tym zająć. Ty.

— Co? Ja?

— Tak — potwierdził Josh. — To nie twoja działka? Nadzorujesz takie operacje, zgadza się?

— No tak. Pracowałem nad dziesiątkami debiutów giełdowych, ale to coś naprawdę poważnego, Josh, i jest wielu ludzi na wyższych stanowiskach, którzy... — Todd umilkł.

To, że Larry pracował w banku dłużej od niego, niekoniecznie oznaczało, że lepiej się nadawał do tej roboty. Larry miał czterdzieści pięć lat i żonę; co mógł wiedzieć o lokalizacyjnej aplikacji randkowej, której główni użytkownicy byli milenialsami? Skoro trzydziestoletni Josh potrafił stworzyć Hooka, Todd bez wątpienia potrafi pokierować publiczną sprzedażą jego akcji.

— Tak — oznajmił do telefonu. — Mogę się tym zająć.

— Świetnie — odparł Josh. — Spotkajmy się tu jutro, żeby to sfinalizować.

— Jutro? — Todd się wyprostował. — Muszę przygotować umowę i... — Myślał gorączkowo, czego jeszcze potrzebuje. — I zebrać odpowiedni zespół.

— Zespół?

— Tak, musimy wtajemniczyć paru analityków i partnera z mojej grupy, plus kogoś, kto zna się na rynkach akcji, żeby doradzał w sprawie warunków rynkowych oraz objazdowej kampanii promocyjnej, i pewnie...

— Troje. Możesz wziąć maksimum trzy osoby.

Todd roześmiał się głośno.

— Josh, przy emisji tych rozmiarów będziesz potrzebował...

— Pozwól, że ci coś wyjaśnię, Todd. — Josh nie pozwolił mu skończyć. — Nienawidzę Wall Street. Wszyscy jesteście kretynami i zajmujecie się tylko wchrzanianiem się w procedury, żeby robić kokosy na niewydolności systemu, za którą sami odpowiadacie. Gdybym mógł zebrać miliard osiemset bez ciebie, tobym zebrał, ale nie mam czasu, bo właśnie tworzę firmę, więc ktoś inny musi zajmować się stroną finansową.

Toddowi opadła szczęka — dorastał w Kalifornii Północnej i wiedział, że informatycy nie lubią Wall Street, ale trzeba było mieć niezły tupet, żeby kwestionować prosperujący od setek lat system.

— Jak mówiłem, możesz wziąć trzy osoby do zespołu — ciągnął Josh. — Ale jeśli wybierzesz jakichś fiutów pod krawatem, zrywam umowę. Rozumiemy się?

— Jasne.

— To dobrze. Widzimy się w piątek.

— W piątek — przytaknął Todd. Przynajmniej miał dobę. — Spotkamy się w piątek. Bardzo się cieszę, że...

Usłyszał, że Josh się rozłącza i popatrzył na komórkę. Czy to się działo naprawdę?

— Jesteśmy na miejscu — oznajmił taksówkarz, kiedy Todd schował telefon.

Todd uniósł głowę i powrócił do rzeczywistości. Za oknem ujrzał główną siedzibę L. Cecil na Park Avenue. Od dziesięciu lat spędzał tu każdy roboczy dzień tygodnia, a także większość weekendów, poza corocznym dwutygodniowym urlopem wymuszanym na bankowcach przez urząd nadzoru w celu ograniczenia spekulacji z wykorzystaniem poufnych wiadomości. Szklany budynek wznosił się na wysokość czterdziestu dwóch pięter, a poranne słońce odbijało się w jego lustrzanych szybach. Mosiężne litery L. CECIL wisiały nad obrotowymi drzwi wejściowymi, osłoniętymi od strony ulicy ścianą przyozdobioną kwiatami. Wejście miało wyglądać przyjaźnie, jednak nie aż tak przyjaźnie, żeby przechodnie czuli się zaproszeni.

Napływający do budynku ludzie w garniturach wyciągali przepustki, a każdy z nich liczył na to, że właśnie dziś przytrafi mu się transakcja, dzięki której przeistoczy się z małej płotki w grubą rybę. Todd nagle zdał sobie sprawę z tego, że dzisiaj jest jego dzień — Josh może i był aroganckim kutafonem, ale miał zrobić z Todda jednego z naj bardziej wpływowych bankowców inwestycyjnych w historii. O w mordę. To było coś.

Razem z Wydawnictwem Media Rodzina organizujemy konkurs dla Czytelników MamStartup, w którym do wygrania jest 5 egzemplarzy książki pt. "Emisja" autorstwa Michelle Miller. Jak wziąć w nim udział? Wystarczy odpowiedzieć na pytanie, które brzmi: Jak nazywa się aplikacja randkowa, o której mowa w książce? i swoją propozycję przesłać na adres: konkurs@mamstartup.pl w tytule wpisując "Emisja".

Spośród wszystkich zgłoszeń rozlosujemy pięciu zwycięzców, którym Wydawnictwo wyśle po jednym egzemplarzu książki pt. Emisja. Konkurs trwa do 13.04.2017 r., wyniki ogłosimy tego dnia o godzinie 12:00.

Aktualizacja: 12.04.2017, 12:10: Nagrodę w postaci książki pt. "Emisja" otrzymują: Dorota S., Krzysztof K., Tomasz C., Monika S. i Magdalena G.. Wszystkim uczestnikom konkursu dziękujemy za udział i zapraszamy do obserwowania naszej strony, na której niebawem pojawią się kolejne książkowe konkursy.

Emisja

Michelle Miller

przekład: Małgorzata Hesko-Kołodzińska

Wydawca: Media Rodzina

ilość stron: 464

ISBN:978-83-8008-309-7

Komentarze (0)