Swoimi wrażeniami ze Startup Week 2011, który odbył się w zeszłym tygodniu w Wiedniu dzieli się z nami Błażej Marciniak - menedżer, jeden z twórców projektu PrivacyProtector.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Przed właściwym Startup Week festival był 1 dzień warsztatów (poniedziałek). We wtorek niemal przez cały dzień odbywały się przesłuchania konkursowe do finałowej dziesiątki startupów.

Zwłaszcza poniedziałek oceniam bardzo pozytywnie - tego dnia pozyskaliśmy naprawdę dużo cennej wiedzy "z zewnątrz". Na początek zostaliśmy podzieleni na grupy, z których każda miała swój skład "sędziowski" - nie było to prawdziwe jury, ale reprezentanci organizatorów, którzy starali się nam pokazać słabe i silne strony naszych pomysłów i prezentacji. Wyciągnęliśmy wiele wniosków i obserwacji, słuchając wystąpień innych startupów. Sami też zostaliśmy potraktowani kubłem zimnej wody - i to było najlepsze, co nas mogło spotkać.

Wg zasad Startup Week jest 5 minut na prezentację i 6 minut na odpowiedzi na pytania (to naprawdę mało). Ale to jednocześnie bardzo dobre ćwiczenie, ponieważ jeśli obcej osobie nie można w jednym klarownym zdaniu powiedzieć, na czym polega pomysł, to znaczy, że nie jest on dobrze przemyślany. Prawdą jest, że tak naprawdę przy przedstawianiu pomysłu komuś "z zewnątrz" ma się 2 minuty na jego wyjaśnienie - wtedy rozmówca słucha z uwagą. Po tym czasie jeśli nie załapał lub nie zrozumiał, to traci zainteresowanie.

Wzięliśmy sobie do serca uwagi i do późna w nocy pracowaliśmy nad zmianami w naszej prezentacji i trenowaliśmy ze stoperem w ręku tak długo, aż mieściliśmy się poniżej 5 minut ;) Opłaciło się, ponieważ w konkursowy wtorek zostaliśmy wylosowani jako pierwsi do prezentacji przed jury i byliśmy dobrze przygotowani. Warsztaty odbywały się w siedzibie austriackiego telekomu A1, który pomimo futurystycznej siedziby nie sprostał zadaniu dostarczenia porządnej sieci WiFi - widać szewc bez butów chodzi ;) Na samej konferncji w "Haus der Industrie" WiFi przy ~1000 użytkowników działało błyskawicznie.

Organizatorzy eventu naprawdę zadbali o każdy szczegół, np identyfikatory były jednocześnie książeczkami z harmonogramem prezentacji oraz wszystkimi informacjami o startupach i prezenterach - niby drobiazg, ale niezwykle użyteczny. Nie można nie wspomnieć o pysznym cateringu - każdy mógł smacznie zjeść. W samych prezentacjach festiwalu niemal nie uczestniczyliśmy, mieliśmy bardzo dużo spotkań - to kolejny ogromny atut tej imprezy. Można było z marszu mieć kilka spotkań z ciekawymi ludźmi. We czwartek niestety musieliśmy wyjechać. Oprócz naszego startupu mamy inne zobowiązania biznesowe i nie mogliśmy zostać dłużej.

Na konkursy dla startupów praktycznie nie jeździmy, Wiedeń był wyjątkiem. Nasz biznes to zupełnie nowa usługa technologiczna - jej unikalność jest jasna dla specjalistów od bezpieczeństwa w sieci i trudno jest przedstawić jej walory i potencjalne możliwości osobom nietechnicznym. Z drugiej strony są też koszty takich wyjazdów, a szczupłe środki, jakimi dysponujemy, chcemy przeznaczać na rozwój naszej technologii.

Błażej Marciniak


Komentarze (0)