W przedszkolu byłem umiarkowanym, ale jednak lanserem. Mogłem sobie na to pozwolić, bo miałem sporo fajnych zabawek jak na tamte czasy. Bawiłem się nimi wieczorami w domu, więc w ciągu dnia chętnie wymieniałem się nimi.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Ważną, przedszkolną wiedzą było to, „kto kontroluje statek piracki przed górką”. Wiedziałem kto i w dość krótkim czasie byłem to ja. Szybko zrozumiałem, że to ja już niedługo będę starszakiem, ale póki co od obecnych starszaków trzeba się uczyć.

W szkołach byłem nieumiarkowanym leniem, ale towarzyszyła temu wiedza o każdym nauczycielu. Wiedziałem gdzie mogłem ryzykować ściąganiem lub odrabianiem lekcji na kolanie przed lekcją, a gdzie warto było przynajmniej przeczytać zadanie domowe lub siedzieć zdecydowanie cicho. Niestety nie działało to w nieskończoność, ale przez bardzo długo przynosiło wymierne efekty.

W 2009 roku FrostBite namówił mnie do prowadzenia działań SM na Flakerze. Wcześniej, od wielu lat moje działania socjalne ograniczały się do forum. Dzięki żyjącemu jeszcze wtedy niezwykłemu mikrologowi poznałem nie tylko ciekawych ludzi, ale też sporo nazwisk z branży startup i e-commerce. Przydało się to w czerwcu 2010 przy starcie Manubia.pl.

Czemu zawdzięczacie tą daleką retrospekcję? Zmotywował mnie do spisania tych przemyśleń Startup Fest. Do konkursu zaaplikowało 395 projektów. Do finału weszło 20, z czego 19 wyłonionych przez Agorowe jury. Ostatnie dwa dni przed ogłoszeniem grupy finałowej SF, to na fejsbukowych komentarzach napięcie wyższe od tego w gniazdkach.

Z ciekawości patrzyłem co to za ludzie tak komentują, dopytują i lajkują. Kim są i co najważniejsze, jakie projekty reprezentują. Niestety w znakomitej większości nie dało się tego „ot tak” ustalić. Z pewnością nie jestem obeznany z całą krajową branżą. Brak aktywności na FB, G+ czy IN to także żaden wyznacznik działalności w sieci… choć ja nie umiem zrozumieć, jak można nie udzielać się w branży, w której się działa.

Skoro mam projekt, to żyję jego rozwojem i tym, z kim mógłbym go promować (lub u kogo). Oczywiste jest dla mnie zbieranie publicznego feedbacku, bo to on może przyczynić się do powstawania istotnej zmiany w projekcie. Stąd właśnie wywiady, prezentacje i obecność na wielu eventach.

Oczywiście znajdą się tacy, co nazwą to „macaniem się po majciochach”, inni „lansem na siłę”. Dla mnie jest to jednak dość naturalne, że znam zawodników, z którymi gram na boisku, a co ważniejsze tych, przeciwko którym mam grać. Krajowi startupowcy myślą chyba inaczej, co w efekcie powoduje ostre frustracje ujawniane w komentarzach i blogowych wpisach. Jednak są to często pretensje garbatego, że ma proste dzieci, bo czemu winni są ci co działają, że inni tego nie robią?

Ja będę nadal obstawał przy tym, że nie ma lepszego, darmowego sposobu promocji niż networking i social media. Oraz przy tym, że inwestycja w self branding to myślenie długofalowe. Jednak nikomu tego rzecz jasna nie narzucę. Może są skuteczniejsze drogi, tylko ja ich nie dostrzegam?

Na tą chwilę mogę jedynie przyjąć, że skoro Paris Hilton znana jest głównie z tego, że jest znana, to znakomita większość krajowych startupowców jest znana głównie z tego, że są nieznani.

Konrad Latkowski - przez wiele lat aktywny uczestnik społeczności SEO w Polsce. Od września 2010 roku współzałożyciel BrandStyle zajmującej się komunikacją dla marek z rynku IT oraz firm z rynku e-commerce i start-up. W listopadzie 2010 roku zaprezentował projekt Manubia, za promocję którego odpowiada będąc jednocześnie udziałowcem projektu. Współorganizator pierwszego w Polsce i Warszawie Startup Weekendu.

Komentarze (0)