... lub inaczej – kto ma największe szanse go zbudować...

We wrześniu 2011 roku rozpocząłem pierwsze rozmowy z inwestorami, którzy z różnych powodów interesowali się iTraff Technology (w Polsce i na świecie). Odbyłem 32 spotkania, 21 rozmów Skype, wymieniłem dużo maili, dokonałem wyceny spółki, przygotowałem się do negocjacji i tak dalej, i tak dalej (na marginesie: nic mi nie dało tyle wiedzy, co ten cały proces). Obecnie jestem na etapie bliskim zamykania rundy finansowania, mając komfort rozmów z kilkoma potencjalnymi inwestorami w zaawansowanych negocjacjach.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Pomijając zagraniczne fundusze, odwiedziłem większość polskich, rozmawiałem z ich zarządami. Mając przegląd praktycznie wszystkich lub zdecydowanej większości polskich funduszy inwestycyjnych (technologicznych), chcę niestety (z przykrością, ze smutną gębą) powiedzieć subiektywnie:

polski VC nie potrafi w najbliższej przyszłości zbudować globalnego exitu (nie mówię tutaj o funduszach seedowych, których celem z reguły nie są wielkie (wielomilionowe) exity, czy o Business Angelsach).

I na tym polu przegrywa z megakretesem z funduszami zachodnimi, poniżej postaram się powiedzieć dlaczego tak jest (bazując na moich doświadczeniach i obserwacjach):

1. Najzwyklejszy lęk.

Polskie VC boją się porażek, do tego stopnia się ich boją, że paraliżuje to ich wyobraźnię. Ich wyobraźnia jest jakoś spętana stresem przed porażką, nieudaną inwestycją. Starają się zamrozić przyszłość i przewidzieć ją, nie dając jednak sobie szans alternatywnego myślenia. Z jednej strony się stresują (zrozumiałe), ale nie potrafią poza próbą przewidywania przyszłości odnaleźć alternatywnego myślenia, w którym leżałaby stymulacja do jakiegoś polotu, nasyconego naiwnością ryzyka, pokerowego obstawienia zwrotu wydarzeń. Lęk nakazuje im wybierać sprawdzone już modele lub modele biznesowe zbliżone do sprawdzonych. To krępuje ich wyobraźnię.

2. Tak naprawdę nie wierzą, że uda się zbudować wielomilionowy biznes.

Subiektywnie – uważam, że polski VC nie wierzy w wielki, wielomilionowy sukces, a inaczej nie wierzy, że on go może zbudować. Chciałby, ale nie znajduje dookoła siebie przykładów, stymulacji, które utwierdzałyby go w przekonaniu, że może zbudować kolejnego Google, Skype czy Spotify. To jest mentalne. Jeśli już coś dużego się pojawia w jego otoczeniu to raczej polski VC tłumaczy to fuksem tamtej spółki, albo szczególnymi warunkami, w jakich ta spółka funkcjonowała. Tym samym utwierdzając się w przekonaniu, że zbudowanie wielkiego biznesu jest cholernie trudne (bo jest) i raczej mam nikłe szanse (ja – VC), aby to zrobić. Nie daj Boże, jak już VC ma na koncie porażkę, to cedzi swoje szanse jeszcze bardziej. Dodatkowo nie znalazłem wśród polskich inwestorów wiary w 10000% wzrosty, dyskutowaliśmy o wielu polskich startupach (nie tylko iTraff) i bardzo często VC znajdował w swojej głowie opinię o danym startupie, która nakazywała myśleć “ten i ten startup ma potencjał, ale to i to nie pozwoli mu być wielomilionowym, miliardowym sukcesem”.

3. Podniecają się hasłem "globalne", ale globalne wymaga globalnych pieniędzy i tu zaczyna się słabość.

Każdy VC chciałby mieć globalny startup, z ludźmi myślącymi globalnie, działający globalnie. Globalny sukces to globalne pieniądze – gong! polski VC żyje w wewnętrznej sprzeczności – chciałbym globalnie, ale za lokalne budżety. Zonk! Z czego to myślenie wynika – nie wiem.

4. Brak czasu

Polski VC nie ma opracowanego procesu (w sensie b. rzadko to ma) analizy nowych inwestycji albo nie ma zasobów na takie działania. Menedżerowie biznesów są zajęci i nie mają czasu na lunch, kawę, spotkanie, nie mają w zespole analityków, którzy mają czas na analizy, ponieważ są zajęci bieżącymi działaniami. Innymi słowy większość polskich VC żyje w chaosie codzienności, który to uniemożliwia im aktywne i systematyczne analizowanie pojawiających się na horyzoncie szans inwestycyjnych. Nowa szansa jest niejako problemem, bo przeanalizowanie tej szansy jest jak przecinak, który trzeba wbić w codzienne zapracowanie.

5. Co jest, do cholery, za zakrętem chłopie, a nie na końcu drogi?

Krótki horyzont czasowy inwestycji, czyli dziś dam Ci pieniądze, ale możliwie najszybciej pokaż mi zyski. To myślenie nie ma precyzyjnej implementacji, ale excell z prognozami podstawą oglądania biznesu jest. Czyli ile za miesiąc, rok i dlaczego tak mało. Jak dużo to uuuu chyba przestrzeliłeś? Generalnie nie ma nic w tym złego, jednak w większości przypadków obok tej krótkoterminowej analizy nie dostrzega się, nie analizuje długoterminowego wpływu jaki dany startup może wykonać. W mojej ocenie wynika to z braku wiedzy, która nie nagromadziła się jeszcze w polskim ecosystemie startupowym. Jest jej jeszcze zbyt mało, aby móc trzeźwo, z pewnością siebie VC umiał patrzeć na długoterminowy okres czasu i nie chodzi tu o przedłużenie okresu planowania w excellu.

Podsumowanie:

  1. Trochę rozumiem takie zachowania VCs, pomaga mi w tym świadomość, że w Polsce był komunizm, że rynek i ecosystem młodych firm technologicznych jest kosmicznie młody itp., ale nie podzielam tego myślenia.
  2. Tak długo jak czyjeś uwagi są motywujące uważam, że są super ważne, ale jeśli ktoś swoim lękiem, strachem itp. ciśnie w dół, nie ma sensu z nim przebywać.
  3. Sorry za negatywny wydźwięk tego materiału (ciężko mi to przychodzi, bo wolę pozytywne akcje), ale czułem, że może się to komuś przydać, co mi się poprzez doświadczenie w głowie zapisało.

Rady jakie mogę dać są prostackie i dwie:

  1. Nie daj na siebie zrzucić powyższych rzeczy, które wymieniłem. Pamiętaj, to jest myślenie VC i nie może się stać Twoim myśleniem (jeśli Cię demotywuje).
  2. Szukaj finansowania poza Polską, a fundusze VC w Polsce traktuj jako dodatek do Twoich działań.

Rada dla polskich VC:

  1. Wstańcie, zaśpiewajcie piosenkę “I need a dollar”, wyluzujcie się i popłyńcie w swoje marzenia. Nie ograniczajcie się!
  2. Od Was zależy to, czy my, przedsiębiorcy, dostarczymy Wam 100000% stop zwrotu, Wy możecie dać nam kopa albo strzał wgniatający w ziemię.

Wpis publikowany na blogu arekskuza.pl

Arek Skuza

Jestem przedsiębiorcą, który wystartował 3 firmy: DVC Partners (studencka przygoda trwająca do dziś), Totutam.pl a obecnie SaveUp.pl. Moje hobby to koszykówka, podróże i wskaźniki (analityka webowa i analityka mobile). Doradzam/doradzałem kilku startupom i funduszom inwestycyjnym.

Komentarze (0)