Startup Sauna jest niesamowitym miejscem, które potrafi zmienić sposób realizacji projektu. Zasadniczą różnicą, która mobilizuje do pracy jest element opisany przez twórców Ecquire na swoim blogu.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Wyjeżdżając z miasta, w którym pracujemy na co dzień odrywamy się od obowiązków – urodzin znajomych, spotkań rodzinnych, porządków domowych. Wyjazd do Finlandii odciąża nas od obowiązków, bo nikt od nas w tym czasie nie oczekuje, że będziemy dyspozycyjni. To powoduje, że jesteśmy wstanie przez 24 godziny na dobę skupić się wyłącznie na projekcie. Najbliższe tygodnie spędzone tutaj będą na pewno bardziej efektywne niż praca w naszym poznańskim biurze. Nie jest to szczególna cecha Startup Sauny, taką wartość dają wszystkie akceleratory.

W najbliższym czasie będę starał się dość dokładnie opisać, co oferuje ten akcelerator i jak wygląda praca w Aalto Garage. Na początku chciałem się z Wami podzielić doświadczeniem twórcy Zerply.com, który pierwszego dnia opowiadał nam o pracy startupów w Dolinie Krzemowej. Uważam, że ta historia jest najlepszym wprowadzeniem w proces jaki tutaj przechodzimy i czego należy oczekiwać. Zerply to Linkedin dla artystów, gdzie w łatwy sposób możemy odnaleźć grafika, architekta czy innych freelancerów. Różnica polega przede wszystkim na możliwości dodania portfolio. Historia choć kończy się happy endem to pokazuje, że nawet największe akceleratory nie dają gwarancji sukcesu. Christofer Karltorp pochodzi ze Szwecji, w Dolinie Krzemowej znalazł się po zaproszeniu do Y-Combinatora. Niestety nie przeszedł rozmowy z Paulem Grahamem. Po tygodniach starań dostał zaproszenie do udziału w akceleratorze 500 startups prowadzonym przez Davida McClure'a.

Przystępując do programu serwis miał 7,000 użytkowników. W trakcie akceleracji dostawał ogromną ilość ofert od inwestorów, ale stwierdził, że poczeka do DemoDay. Był przekonany, że wartość jego firmy wzrośnie. Nie spodziewał się, że po DemoDay, kiedy serwis miał już 25,000 userów, ludzie przestaną się interesować jego pomysłem. Przez kolejne miesiące szukał finansowania, ale inwestorzy odprawiali go z kwitkiem. Wszyscy wiedzieli, że serwis szuka desperacko pieniędzy i każdy bał się zaryzykować. Tutaj szczególnie istotny był element psychologiczny, Zerply nie było pewne tego, co buduje, stąd inwestorzy nie chcieli w tym uczestniczyć.

Christofer Karltorp, twórca Zerply.com

Szukanie finansowania trwało około rok od czasu zakończenia DemoDay. Gdy jego przyjaciel z 500 startups z serwisem 9gag.com dostawał kilkumilionowe oferty za zakup udziałów, Christofer był na granicy bankructwa sprzedając na Ebayu wszystko co tylko miał w domu. Telefon z pokoju obok dzwonił o każdej porze dnia i nocy, a oferty na mailu lądowały co godzinę. Zerply ostatecznie dokonał lekkiego pivotu, co polepszyło zaangażowanie użytkowników. Kolejnym krokiem było wyznaczenie dnia zakończenia rundy seed, co nieco zmobilizowało inwestorów do działania. Kilka tygodni temu udało się im zamknąć finansowanie, w którym dostali $600,000 wnosząc 60,000 użytkowników.

Ważna lekcją, której udzielił nam Christofer były sprawy dotyczące spółek europejskich i amerykańskich. Niestety jako firmy europejskie założone w Polsce mamy bardzo małe szanse na pozyskanie inwestora ze Stanów Zjednoczonych. Nawet jeśli uda nam się takiego zainteresować, to czeka nas żmudny proces przenoszenia całej wartości intelektualnej za Ocean. Zerply od samego początku założyło firmę w USA nawet tam nie będąc. Nie jestem prawnikiem i nie wiem jak to jest możliwe, ale choć na 3 miesiące przed udziałem w 500 startups siedziba firmy mieściła się w Tallinnie, to spółka była zarejestrowana w Dolinie Krzemowej bez fizycznego pojawiania się tam. To pozwoliło uniknąć procesu przenoszenia firmy, który według Christofera trwa około 6 miesięcy.

Historia pokazuje, że jako startupowcy możemy dostawać się do różnych akceleratorów, ale one nigdy nie zagwarantują nam ostatecznej inwestycji. To, co zagwarantuje nam zainteresowanie ze strony inwestorów to statystyki. Jako EduKoala czekamy na DemoDay, które odbędzie się 7 czerwca. Jesteśmy świadomi, że ta prezentacja nie zaowocuje inwestycją, jeśli nie będziemy mieli czego pokazać. Dostanie się do akceleratora to niebywała szansa pokazania się, ale żeby coś z tego było, nie można spocząć na laurach.

Zapytałem się Christofera jaką radę udzieliłby polskim startupom. Zasugerował, że najważniejszą rzeczą w San Francisco jest odrobienie swojego zadania domowego. Ludzie w Stanach Zjednoczonych są bardzo otwarci do pomocy. Większość z nich po wiadomości na Linkedinie odpisze odpowiadając na nasze pytanie. Ważne jednak jest, aby szanować czas innych i jeśli oczekujemy pomocy, to musimy dokładnie dowiedzieć się jak dana osoba może nam pomóc. Jeśli wiemy, że ktoś ma kontakt do 50 inwestorów, to wysyłając mu wiadomość nie powinna ona być ogólna w stylu „Czy wiesz kto mógłby zainwestować w mój startup?”. Musimy być precyzyjni i pytać się o konkrety. W takiej wiadomości powinniśmy prosić o kontakty do inwestora X, Y i Z, bo do tej pory inwestował w podobne projekty co nasz i jest wielce prawdopodobne, że może być zainteresowany.

Michał Karmiński

Młody przedsiębiorca, pełniący obecnie funkcję CEO EduKoali. Pierwszą firmę otworzył w wieku 16 lat. Prowadzi kilka firm z branży internetowej, ale poniósł też wiele porażek. Nadal tworzy startupy, a obecnie wraz z zespołem EduKoali bierze udział w akceleratorze Startup Sauna. Projekt EduKoala zgarnął większość nagród podczas Startup Weekend Warsaw.

Komentarze (0)