Raczkujący przedsiębiorca nie rozumie co to jest CRM. I wcale nie chce mu się na temat myśleć, bo niby co miałby sobie pomyśleć? Trzy litery? Dziwny skrót? Nikt dotąd nie wymyślił jednej definicji dotyczącej CRM, a powiedzenie mu, że to system do zarządzania relacjami z klientami przypomina kopanie leżącego.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Na co dzień, jako osoba dbająca o rozwój aplikacji CRM zmagam się z niską świadomością jej wykorzystania przez mikro i małych przedsiębiorców. Niska nie oznacza malejąca. Jest wręcz przeciwnie. Ostatni czas pokazuje, że temat CRMów krąży w sieci wzdłuż i wszerz. Pomijam słupy na forach internetowych i portalach społecznościowych zachwalające rozwiązania pozostawiające wiele do życzenia. Napisać o tym mógłbym osobny felieton.

Cieszą mnie zapytania dotyczące CRMów, rosnące zainteresowanie artykułami, prezentacjami, słowa pochwały i inne, bo jest to sygnał że zmienia się bardzo powoli sposób prowadzenia mikro lub małej firmy i myślenia „małego” przedsiębiorcy. Powoli docenia się również planowanie długofalowe, a pozyskanie jednego, poważnego klienta jest ważniejsze niż uganianie się za 20 mniejszymi. Ta część przedsiębiorców stanowi jednak mniejszość i nie będę stosował porównań do popularności CRMów na zachodzie. Dlaczego? Ponieważ jest to kompletnie nie na miejscu biorąc pod uwagę obecność internetu w Polsce i mentalność społeczeństwa, która szczególnie daje się we znaki przedsiębiorcom. Płacenie za aplikację internetową? Totalna bzdura, przecież w sieci wszystko jest za darmo! Niestety, ale takie ataki również odpieram codziennie.

U młodych osób nie jest lepiej, szczególnie tych zaczynających przygodę z biznesem, bo gdzie szukać normalności w licytowaniu się o jedną złotówkę za coś, w co ktoś włożył serce i pracę? Piętę Achillesa stanowi też niechęć przed powierzaniem danych np. aplikacji, która ma pomagać w prowadzeniu firmy, bo przecież mogą dostać się w niepowołane ręce. Czyje? Sam do dziś próbuje znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Gdzie się podziały tamte prywatki

W wielu rozmowach słyszę barykadę przed korzystaniem z narzędzi internetowych przeznaczonych dla biznesu. Powód jeden i ten sam – prywatność danych. Przedsiębiorcy nie dają się przekonać do tego, że do wykorzystania wszystkich funkcjonalności np. CRMu potrzebne jest umieszczenie ważnych dla firmy danych tj. dane kontrahentów, czy wartość zleceń. I nie dają się przekonać również do tego, co szczególnie budzi we mnie zdziwienie, że w internecie nikt nie jest anonimowy - spora część nadal sądzi, że może być incognito. Natomiast Ci przedsiębiorcy twardo stąpający po ziemi, z otwartymi głowami chętnie korzystają z dobrodziejstw internetowych. Używają ich i codziennie doświadczają, że nie gryzą, że nie wykradają danych i że nikt nie zagląda im w kalendarz. Otrzymują jeszcze prostsze narzędzie wspomagające zarządzanie firmą, bo producenci dbają oto, by ich produkt był najprostszy i najużyteczniejszy.

Ci, co barykadują się w swoich czarnych myślach, tracą szansę na szybszy rozwój swojego biznesu i łatwiejsze zarządzaniem nim, ale to już ich własny wybór. Taka to już kombinatoryka stosowana, dość powszechna w naszym kraju.

Światełko w tunelu

Porzucając pozorne marudzenie cieszę się promykiem nadziei, który może nie daje lepszego jutra w kwestii płacenia za dostęp do aplikacji i powierzanie jej danych firmowych, ale powoduje rosnące szanse na zmianę postrzegania aplikacji internetowych, jako realnie przydatnych narzędzi. Są wśród nas przedsiębiorcy otwierający się na nowe technologie i korzystający z dostępnych rozwiązań internetowych, dzięki którym optymalizują firmowe koszty, bo nie muszą niczego instalować i aktualizować.

Oszczędzają czas na wielu prostych czynnościach. Stają się efektywni i zwiększą swoją produktywność, bo mając opracowaną listę zadań łatwiej jest realizować im cele pośrednie. Do tego dorzuciłbym jeszcze wygląd aplikacji, jej personalizację, dostępność z tabletu, komputera i smartfona oraz dostęp 24/h do najważniejszych danych firmowych. Funkcje te spotykane są w większości dostępnych CRMów na polskim rynku, a jest ich całkiem sporo. Przedsiębiorcy naprawdę mają z czego wybierać. Z autopsji jednak wiem, że wielu z nich zbyt pochopnie decyduje się na wykup dostępu, co też w pewnym stopniu przekłada się na postrzeganie CRMu. Krytykowanie przychodzi znacznie łatwiej niż zachwalanie no i krytyka, czyli złe słowo rozchodzi się 10 razy szybciej niż dobre.

Może to co napiszę będzie zakrawało o lizusostwo, kryptoreklamę i Bóg wie jeszcze o co, ale zawsze na pytanie – jak się często okazuje spreparowane na potrzeby pseudo marketingu szeptanego – brzmiące „Jaki CRM wybrać?” odpowiadam, że najpierw warto przetestować te dostępne na polskim rynku. Sprawdzić funkcjonalności i podziałać przez miesiąc w firmie.

Producenci oferują wersje testowe, więc nie ma się czego obawiać. Jeśli dane rozwiązanie nie będzie odpowiadać, można się przesiąść na inne. Odpowiadam tak zawsze, ponieważ często słyszę że przedsiębiorcy wykupują dostęp do 5 różnych CRMów po czym okazuje się, że żaden nie spełnia do końca ich oczekiwań. Warto jednak też mieć na uwadze, że żaden CRM nie będzie w pełni zindywidualizowany pod kątem użytkownika w wersji testowej, czy nawet płatnej. Producenci oferują natomiast zaprojektowanie i wdrożenie autorskiego rozwiązania za dodatkowym kosztem. Warto więc testować wszystkie dostępne CRMy, żeby po prostu nie wyrzucać kasy w błoto.

Myślę pozytywnie

Na całe szczęście rynek aplikacji internetowych przeznaczonych dla biznesu rozwija się w naszym kraju. I mimo tego, że świadomość płacenia za nie i ich wykorzystania wrasta w ślimaczym tempie, patrzę w daleką przyszłość z optymizmem, bo ta bliższa pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Szczególnie, że niepłacenie za aplikacje internetowe pochodzące z rodzimego rynku, hamuje ich ulepszanie, co z kolei stawia je na straconej pozycji w stosunku do konkurencji zza granicy. Mówienie, że w Polsce nie ma nic ciekawego jest słuszne, bo niby z czego „coś” ciekawego miałoby powstać, skoro ludzie za to nie płacą? Mimo tego podejścia trzeba uzbroić się w cierpliwość, myśleć globalnie, działać lokalnie i wychodzić ze swoim produktem do świata, bo przecież internet nie dzieli nas, a łączy.

Kamil Jarosz

Praktyk z zakresu Public Relations i marketingu sportowego. Na co dzień PR manager polskiej aplikacji miniCRM oraz współwłaściciel marki MOTOREFEKT. Absolwent wydziału Zarządzania w Bielskiej Wyższej Szkole im. Józefa Tyszkiewicza. Prelegent tegorocznej, międzynarodowej konferencji Internet Beta.

Komentarze (0)