Nie pisałem tutaj nic od dawna. Nie będę się zagłębiać w powody, bo wolę poświęcić linijki tekstu na wprowadzenie do tematu „Startup Theatre”.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

O tym, że nie umiemy się prezentować było już nie raz, nawet na MamStartup. Wrócę jednak do tego tematu bo od roku w mojej głowie siedzi pewien pomysł, który może w końcu warto zrealizować. Po wpisaniu w Google „nauka prezentacji” możemy dostać całą masę bezużytecznych wyników. Dlatego poniżej przedstawiam Wam swój pomysł na „Startup Theatre’’, czyli weekendowe szkolenie ze sztuki prezentacji. Mam na myśli szkolenie w ujęciu nieco szerszym, niż to jest np. podczas Startup Weekendów.

Wyjątkowo nie ja się będę mądrzyć, ale liczę na Wasze komentarze, uwagi, krytykę i pomysły. Chcę przedstawić to w najprostszej formie, żebyś nie stwierdził „tl;dr” dlatego moją koncepcję piszę w takich o to punktach:

  • Sobota rano. Wypoczęci spotykamy się na zajęciach z logopedą. W ramach tych zajęć dostajemy pierwsze informacje o tym, czy mówimy wyraźnie i dlaczego nie. Później następuje prezentacja kilku sztuczek, aby mówić lepiej np. próba mówienia z korkiem między zębami, garść teoretycznej wiedzy o tym jak się powinno mówić i troszkę ćwiczeń językowych, które później możemy codziennie wykonywać w domu.
  • Nie jestem pewien czy to jeszcze logopedia, ale raczej już ktoś inny (właściwie to nie wiem kto mógłby takim zagadnieniem się zająć) rozpoczyna zajęcia ze „sztuki mówienia”. Tutaj dowiadujemy się o kwestii postawy i jaką wagę odgrywa ona podczas wymowy. Oprócz tego chciałbym, aby na szkoleniu nauczono nas modulacji głosu – jak dobrze mówić i dlaczego nie jednostajnie. Na koniec trenerzy przekazaliby nam, podobnie jak wcześniej, wiedzę na temat ćwiczeń, które moglibyśmy wykonywać w domu.
  • Po ciężkiej pracy przychodzi czas na... coś cięższego, czyli nauczenie się czegoś co ja określam mianem „luzu scenicznego”. Szkoleniowiec przekazałby nam troszkę teorii popartej później praktyką o tym, żeby umieć wczuwać się i odgrywać prezentację niczym rolę. Wiele osób ma problem, odbierania siebie i tego co robi zbyt osobiście, co blokuje je podczas prezentacji. Według mnie, idealnym prowadzącym takie zajęcia byłby aktor kabaretowy.
  • Na zakończenie dnia każdy z uczestników losuje temat 90-cio sekundowej prezentacji, na którą przygotowanie będzie miał 10 minut. Aby nie było zbyt prosto, tematy prezentacji będą losowe i do tego dość abstrakcyjne jak np. „różowa stonoga” czy „porcelanowy kaktus”. Chciałbym, aby uczestnicy podeszli bardzo poważnie do tej części szkolenia. Prezentacja pojawi się bez slajdów. Jedynym zadaniem prezentującego byłoby wyjść i mówić przez 90 sekund… i ani chwili dłużej. Ćwiczenie to jest stosowane na wielu szkoleniach, a po całym dniu przyswajania wiedzy pozwala sprawdzić co utkwiło w naszej pamięci. Szczególnie, że po nim jest się ocenianym przez wszystkich uczestników, oraz przez prowadzących.
  • Dzień drugi chciałbym rozpocząć od zajęć bardziej praktycznych, czyli informacji o podstawowych cechach slajdów, kompozycji, wielkości czcionki itp. Szybkie przejście przez Keynote, Power Point i Prezi. Niestety ciągle wiele prezentacji zawiera czcionkę 14 lub 300 elementów, które są mało czytelne z sali. Dlatego kilka prostych przykładów z różnych systemów może otworzy oczy wielu uczestnikom.
  • Następnie nastąpiłoby przejście do bardziej konkretnych zasad samej prezentacji. Tutaj już wstępnie mam wsparcie Mariusza Wesołowskiego, który nie jedną prezentacje i szkolenie w życiu zrobił. Zadanie w tej części niedzieli jest proste – powtórzenie kilku zasad, które niby każdy zna (nie stój tyłem, nie tańcz po scenie, itp.) oraz jak sobie z nimi radzić (zapewnij sobie ekran przed sobą). Do tego troszkę informacji o ramowaniu, kotwicach, hakach i innych ważnych aspektach prezentacji.
  • Chciałbym, aby rozwinięciem poprzedniej części było ponowne losowanie prezentacji dla uczestników. Tym razem losowanie dotyczyć będzie nie tylko tematu (który będzie już poważniejszy), ale i czasu prezentacji. Na przygotowanie mowy i slajdów uczestnik ma maksymalnie 30 minut. Po każdej z prezentacji następuje czas na serię uwag i propozycji zmian. Każda z nich jest też oceniania i na końcu najlepsza zostaje nagrodzona jakimś miłym upominkiem.

I to tyle z kwestii merytorycznych. Całe „Starup Theatre’’ z założenia ma działać non-profit. Jednak w ciągu dnia musi pojawić się jakaś pizza, pewnie powinna być jakaś kawa czy soki. Do tego nocleg, przejazd i pewna gaża dla prowadzących. Liczę, że fajną salę udałoby mi się dostać od HardGamma, która w centrum Warszawy właśnie buduje swoje „centrum dowodzenia światem” (choć jeszcze z nimi o tym nie rozmawiałem :P). Chce też, aby uczestników było jednorazowo niewielu – myślę, że maksymalnie 20 i ich udział był płatny. Dlaczego? Po pierwsze, aby uniknąć sytuacji, że na zapisanych 20 osób zjawia się 6, a po drugie, nie wiem jeszcze na jak duże wsparcie sponsorów może liczyć taka inicjatywa.

A teraz najważniejsze. Jak to widzicie Wy? Coś jeszcze powinno być w agendzie takiego weekendu? Czy macie jakieś typy co i kto powinien poprowadzić? Może widzieliście kogoś fajnego w akcji… albo po prostu coś takiego już jest i wymyślam koło na nowo? Dajcie znać w komentarzach.

Konrad ‘ksy’ Latkowski

Z internetem związany od 10 lat, za to zaledwie 1,5 roku z branżą startup. Od 2010 współtwórca systemu Manubia.pl. Fan social media i Scuderii Ferrari. Niedoszły kucharz i dziennikarz. Współtworzył serwis DVA.pl, obsługiwał i wprowadzał do Polski m.in. marki iriver, Cowon, MPstore, VEDIA. Miłośnik networkingu czego efektem jest serwis EventCookie.

Komentarze (0)