Jaką drogę przeszli najlepsi, aby w końcu osiągnąć sukces? Jak bardzo różnił się ich pierwszy biznes, od tego którym zajmują się teraz? Dlaczego to oni określani są mianem ludzi sukcesu? Tego dowiecie się z poniższego materiału.

Przedstawiamy trzy historie polskich przedsiębiorców, które pokazują, że determinacja i spryt to ważne cechy każdego biznesmena. Opowiedzieliśmy historię Wiktora Saroty, który zaczynał od sprzedawania warzyw na targu rolnym, a dziś tworzy startup inFakt. Kolejna historia dotyczy Krzysztofa Wiklińskiego, który swoją pierwszą działalność gospodarczą otworzył w wieku 16 lat. Na koniec historia powstania firmy Manta, której przychody sięgają 100 milionów złotych rocznie.

Zdjęcie royalty free z Fotolia

1. Wiktor Sarota, współzałożyciel inFakt.pl

O własnej firmie myśli już w podstawówce, a w tych czasach jego rodzice na działce uprawiają warzywa, które sprzedaje w wakacje na targu rolnym. Kolejnym biznesem Saroty jest sprzedaż kwiatów w Dniu Kobiet. Jak mówi w rozmowie z BizTok, dzień wcześniej kupuje je na giełdzie “z myślą o tym, że zarobi”. Później z dwoma koleżankami na ulicach Nowego Sącza próbuje je sprzedać. Do godziny 15 nikt jednak nie decyduje się na zakup, więc koleżanki rezygnują. Sam postanawia zmienić miejsce i pójść tam, gdzie “późnym popołudniem można spotkać wielu wracających z pracy mężczyzn”. Idzie na stację benzynową i sprzedaje kwiaty w ciągu godziny.

Po ukończeniu pierwszego roku studiów korzysta z urlopu dziekańskiego i wyjeżdża do Anglii pracować w sieci restauracji Subway i na budowie. Zgromadzone pieniądze postanawia przeznaczyć na otwarcie biznesu z przyjacielem z podstawówki Sebastianem Bobrowskim. Tworzą system lojalnościowy dla klientów sklepów internetowych i chcą za jego pomocą promować sprzedaż dając klientom nagrody, które miały finansować sklepy. Pomysł nie wypala, więc postanawiają stworzyć aplikację online do zarządzania projektami. I ten projekt nie przeradza się w biznes. Jest jednak zaczynem stworzenia inFaktu, czyli prostego programu do fakturowania.

2. Krzysztof Wikliński, współtwórca m.in. Kwejk.pl

Przygoda Krzysztofa Wiklińskiego z biznesem zaczyna się w 2004 roku, kiedy ma 16 lat. Otwiera wtedy sklep internetowy reprodukcje.com. - Uznałem, że reprodukcje to ciekawa nisza i może nie będzie z tego milionów, ale na pewno łatwo będzie zdobyć pozycję - mówił w wywiadzie dla MamStartup. Znajduje dostawcę reprodukcji i przedstawia pomysł na to, żeby zamówienia spływały do niego, a dostawca pakował obrazy u siebie i wysyłał bezpośrednio do klienta. Zarabia tak kilka tysięcy złotych miesięcznie, ale postanawia sprzedać sklep dostawcy, który dopiero wtedy dowiaduje się ile kontrahent ma lat.

Za te pieniądze Wikliński kupuje hosting i365.pl. Poprawia jego jakość usług i sprzedaje Marcinowi Misztalowi z Tro Media. Jemu sprzedaje też Ajo, czyli forum wielotematyczne, które prowadził znajomy, ale mu nie wyszło. - Nie potrafił spinać kwestii biznesowych w tym projekcie, przez co forum raz działało, raz nie - komentuje Wikliński. W 2009 roku razem z Tomaszem Piwońskim zakłada firmę Solpeo, która zajmuje się grami internetowymi. Kolejnym biznesem jest GVT, czyli firma, która jest dostawcą internetu w kilku miejscowościach pod Warszawą. W połowie 2010 roku poznaje Dymitra Glouchtchenko, pomysłodawcę Kwejk.pl, od którego kupuje 50% udziałów.

3. Bogdan Wiciński, założyciel Manta

Pierwszy biznes rozkręca kiedy chodzi do podstawówki. Handluje wtedy spiraconymi grami komputerowymi. Jak mówi w rozmowie dla Wprost: Zarabiałem więcej niż moi rodzice. Kiedy przyniosłem do domu plik banknotów, ojciec chciał mnie wyrzucić za drzwi, bo myślał, że ukradłem. Gry recenzuje też w miesięczniku „Secret Service”, przy pomocy którego sprzedaje bluzy, koszulki i czapki z logo pisma. W 1996 r. zakłada wytwórnię muzyczną B.E.A.T. Records, w której wydaje m.in. pierwszą płytę Molesty - Skandal. Nadal interesuje się elektroniką, prenumeruje branżowe magazyny i zarywa noce przy komputerze. Marzy o czymś własnym.

Mantę otwiera 5 listopada 1998 roku, z kapitałem 50 tysięcy złotych z oszczędności. Logo firmy projektują znajomi studenci z ASP, którzy sprzedają do niego prawa za 500 złotych. Manta ma wtedy siedzibę w mieszkaniu Wicińskiego i to tam wymyślono prototyp przystawki do PlayStation PRO ACTION REPLAY. Wtyczka ta umożliwiała oszukiwanie w grach, dzięki niej można było uzyskiwać nieśmiertelność czy łatwiej zabić przeciwnika. Później firma zajmuje się produkcją kontrolerów do gry, kierownic i dżojstików, a dziś tworzy tablety, smartfony czy telewizory 3D. Zatrudnionych w niej jest ok. 25 osób, a przychody sięgają prawie 100 milionów złotych rocznie.

A Was jakie historie inspirują?

Komentarze (0)