Version One Ventures, jeden z inwestorów HandUp, powiedział, że zainwestował w projekt, ponieważ znalazł sposób, aby zebrane pieniądze zostały wykorzystane prawidłowo. Pomóc w tym mają pracownicy schronisk i wolontariusze. Wystarczy, że otworzą kampanię, opowiedzą historię bohatera zbiórki i poinformują na co potrzebuje pieniędzy.

Zdjęcie royalty free z Fotolia

Claudette zbiera pieniądze na zapłacenie czynszu, Jeff na wizytę u dentysty, a Rebbeca na łóżko dwuosobowe i materac dla jej córki. Takich zbiórek społecznościowych na portalu HandUp możemy znaleźć mnóstwo. Pomóc osobom bezdomnym czy potrzebującym może każdy z nas przesyłając pieniądze na specjalnie utworzone konto, obsługiwane zazwyczaj przez wolontariuszy. Jeśli nie jesteśmy zdecydowani na kogo przelać pieniądze, możemy wybór zostawić zespołowi HandUp.

W San Francisco jest 7,350 bezdomnych. Ponad połowa z nich nie miała dachu nad głową od roku, a niespełna 40% nie ma dochodu. To tylko kilka liczb obrazujących problem, który stara się rozwiązać pięcioosobowy zespół z San Francisco. W projekt uwierzyli inwestorzy, którzy na rozwój przeznaczyli 850 tysięcy dolarów. Wśród nich znajdziemy fundusze: Version One Ventures, Launch Fund, SV Angel, aniołowie biznesu: Marc Benioff, Eric Ries, Kathy Salmanowitz i inkubatory przedsiębiorczości: Tumml, 1776 i Urban.us.

Ze względu na to, że większość potrzebujących nie ma dostępu do internetu, zbiórki crowdfundingowe tworzą wolontariusze i pracownicy schronisk. To oni zakładają konta na HandUp, robią zdjęcia i krótko opisują historię potrzebującej osoby. Odpowiedzialni są także za to, żeby pozyskane od internautów pieniądze zostały prawidłowo wykorzystane. Ten ostatni aspekt okazał się dla inwestorów najważniejszy. Wzbudził też zaufanie użytkowników, którzy chętnie przekazują pieniądze potrzebującym.

Jak czytamy we WSJ, twórcy projektu w planach mają rozszerzenie obszaru, w którym działa HandUp. Na to chce właśnie przeznaczyć pieniądze pozyskane od inwestorów. Prawdopodobnie, w najbliższym czasie skupi się na Nowym Jorku i Waszyngtonie. 

Komentarze (0)