Umiejętność przyswajania idiotyzmów, wytrzymałość na duże obciążenia psychiczne, elastyczność, gotowość pracy po 10 h dziennie oraz w święta (kościelne i państwowe). Odbieranie telefonów o 6. rano w sobotę, ale też o 23:59 w piątek. Umiejętność szybkiego porzucania myślenia krytycznego na rzecz bałwochwalczego zachwytu nad kretynizmami. Brzmi znajomo?

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

fot. SplitShire

Tak w mediach prezentowane są wymogi stawiane pracownikom przez korporacje. To takie okropne firmy, które tylko czyhają na każde potknięcie, aby nas wyciąć niczym robaka z jeszcze zdrowego jabłka. Nic dziwnego zatem, że w ciągu ostatnich kilku lat rynek zaroił się od freelancerów, dg, spółek z o.o. itp. W końcu któż przy zdrowych zmysłach chciałby do obozu pracy? Nikt. Wszyscy przecież chcemy robić biznes. To nic złego.

Tyle tylko, że osąd o pracy w korporacji może ze zdwojoną mocą powrócić do nas jako osąd o robieniu biznesu w ogóle. Ci, którzy w leadzie zobaczyli fragment swojego życia, niestety najczęściej należą do grupy, która nawet prowadząc własną działalność, nie może wyzbyć się głośnego komentowania każdego wpadającego zgłoszenia. Niewybrednego komentowania w stylu: „co ten baran znowu chce?” W końcu poszli „na swoje”, żeby nie pracować z baranami.A co jeśli to nie z ludźmi dookoła nas są problemy, a z nami? A co jeśli latami zagłuszany pierwiastek empatii przerodził się w nas w samonapędzającą się machinę komunikacyjnej nienawiści, która z kolei nakręca spiralę wzajemnego niezrozumienia?

Ratunkiem może być dla nas ponowna nauka budowania relacji oraz docenienie wagi komunikacji. I tej rozumianej bardzo płasko, jako swoboda w powiedzeniu nowopoznanej osobie: cześć, co słychać? I tej, traktowanej nieco bardziej jak rocket science, objawiającej się łatwym pozyskiwaniem sprzedażowych leadów. Wreszcie tej całkiem nieprzydatnej, którą obserwujemy z zażenowaniem, kiedy kolega z biurka obok próbuje rozśmieszyć parę osób z zamiejscowego oddziału podczas spotkania integracyjnego. „Co za bałwan” – myśli wielu identyfikujących się z zaprezentowanym obrazem znienawidzonego „korpo”.

Ta specyficzna postawa, która uniemożliwia robienie jakiejkolwiek kariery, nie pozwoli osiągnąć sukcesu we własnym biznesie, bowiem pozycjonuje nas wśród ludzi, którym ktoś odebrał jeden z największych skarbów – umiejętność budowania symetrycznych relacji. A ta bierze się z otwartości komunikacyjnej właśnie, może najważniejszej biznesowej umiejętności. Warto mieć świadomość, że ocenianie innych, bardzo często uniemożliwiające poprawną i szczerą komunikację, to odruch. Bardziej istotne zatem od daremnych prób walki z natywnym odruchem jest zestawienie tej oceny (jaka by nie była) z naszym najbardziej wstydliwym wydarzeniem komunikacyjnym z przeszłości.

Każdy w swoim życiu popełnił na tym polu jakiś błąd, gafę, niestosownie się zachował, zatem każdy w głębi duszy czegoś się wstydzi. Jeśli przestaniemy myśleć o sobie w kategoriach alfy i omegi, łatwiej będzie nam przymknąć oko na czyjeś potknięcie lub niezręczność. Kto wie, może wtedy, w tym pierwszym spotkaniu, zamiast znowu zobaczyć barana, zobaczymy... siebie?

Mariusz Wesołowski

Trener w firmie szkoleniowej nowekompetencje.pl

Specjalista i pasjonat e­commerce, nowoczesnych technologii i marketingu internetowego. Doświadczenie zdobywał w Grupie Allegro, gdzie tworzył i koordynował projekt Edukacyjnych Spotkań Allegro. Jego umiejętnościom szkoleniowym zaufały firmy takie, jak: Onet, Agora czy EduInvest. Z jego doradztwa korzystał Lidl Polska, a obecnie Raben Group. Bloger serwisu NaTemat.pl, felietonista branżowego magazynu Proseed. 

Komentarze (0)