... ... ...

Dźwięk suszarki do włosów to przeżytek. Teraz dzieci uspokaja się szumiącymi misiami - Whisbear

Dodane

28-09-2015

Adam Sawicki
Zuzanna Sielicka-Kalczyńska i Julia Sielicka-Jastrzębska podobnie, jak inni rodzice uspokajały dzieci dźwiękiem suszarki do włosów. W końcu miały tego dość i stworzyły Szumiące Misie Whisbear. Niebawem z nimi będą zasypiać dzieci na całym świecie.

Sukces już w pierwszym tygodniu

Sukces choć wyczekiwany przyszedł szybciej niż Zuzanna Sielicka-Kalczyńska i Julia Sielicka-Jastrzębska mogły się spodziewać. We wrześniu 2014 roku, kiedy młode mamy wystartowały z Whisbear, zakładały, że będą sprzedawać miesięcznie około czterdzieści sztuk Szumiących Misiów. Okazało się jednak, że już w pierwszym tygodniu liczba zamówień przewyższyła oczekiwania sióstr.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Na zdjęciu (od lewej): Julia Sielicka-Jastrzębska i Zuzanna Sielicka-Kalczyńska, współtwórczynie Whisbear

Wówczas, codziennie przynajmniej ośmiu rodziców kupowało swoim maluchom pluszaki sygnowane marką Whisbear. Ujmowało ich to, że maskotki, które emitują dźwięk przypominający szum suszarki do włosów, uspokajały pociechy i ułatwiały im zasypianie. Od tamtej pory minął rok, a liczba sprzedawanych sztuk znacznie wzrosła. Zuzanna Sielicka-Kalczyńska chwali się, że co miesiąc, do łóżeczek noworodków trafia nawet kilka tysięcy pluszowych misiów.

Jak w brzuchu mamy

Jednocześnie przyznaje, że pomysł nie jest nowy. - Nie wynalazłyśmy koła, bo szumiące zabawki istnieją na rynkach europejskim i amerykańskim, już od lat 70-tych XX wieku, jednak nie były one popularne w Polsce - mówi. Sielicka-Kalczyńska dodaje, że siostry wykorzystały w Szumiących Misiach jedynie teorię „czwartego trymestru”, opracowaną przez dr Harveya Karpa. Amerykański pediatra odkrył bowiem, że dzieci po narodzeniu potrzebują czasu na stopniową adaptację do warunków panujących spoza brzucha mamy. W tym okresie, rodzice powinni stworzyć swoim pociechom takie środowisko, które najlepiej imitowałoby - dobrze znane przez maluchy - warunki życia prenatalnego.

Okazuje się, że jednym z czynników tego środowiska jest „biały szum”, który przypomina właśnie ten wydobywający się z suszarek do włosów. O jego kojących dla dzieci właściwościach Zuzanna Sielicka-Kalczyńska przekonała się na własnej skórze, gdy sama usiłował uspokajać przed snem swojego nowonarodzonego synka. Bizneswoman wspomina, że spędzała wówczas noce w łazience trzymając malucha w jednej dłoni, a w drugiej wspomnianą suszarkę do włosów.

Szumiące Misie o wyglądzie „głowonogów”

Podobnie zresztą wyglądały wieczory znajomych pomysłodawczyni Whisbear. Jej przyjaciele dzielili się z nią własnymi doświadczeniami dotyczącymi dzieci i dźwiękiem suszarek do włosów. Podczas jednej z takich rozmów, a było to ponad cztery lata temu, Sielicka-Kalczyńska doszła do wniosku, że musi istnieć wygodniejsze i bezpieczniejsze rozwiązanie niż uspokajanie pociech dźwiękiem suszarki. I zamiast szukać gotowego produkt na półkach sklepowych, postanowiła stworzyć własny. "Szkielet" biznesplanu powstał jeszcze tej samej nocy.

Na zdjęciu: Szumiący Miś Whisbear 

Do stworzenia projektu zabawki, dwuosobowy zespół sióstr zaprosił wówczas Marię Czapską, studentkę warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Panie od razu byłe ze sobą zgodne co do wyglądu maskotki: produkt miał wyróżniać się designem i jakością. Dlatego za inspirację posłużyły im rysunki wykonywane przez dzieci. - Pierwsze postacie rysowane przez dzieci to tzw. głowonogi, czyli połączenie głowy i nóg - tak nas, dorosłych, widzą maluchy - wyjaśnia Sielicka-Kalczyńska i dodaje, że Szumiące Misie Whisbear są wzorowane właśnie na tych dziecięcych rysunkach.

Polska metka idzie w świat

Wewnątrz maskotki znajdziemy urządzenie, z którego przez czterdzieści minut wydobywa się, charakterystyczny dla suszarek do włosów, biały szum. Dodatkowo pluszaki zostały wyposażone w CRYsensor, czujnik, który automatycznie uruchomi kojący dźwięk, gdy dziecko zaczyna płakać. Następnie po dwudziestu minutach znów się wyłączy i pozostanie w trybie „nasłuchu”. - Dzięki temu rodzic nie musi ręcznie włączać Szumiącego Misia, bo Whisbear sam czuwa nad spokojnym snem dziecka - mówi pani prezes.

Ponadto siostry stojące za projektem zamierzają w najbliższym czasie wdrożyć kilka udoskonaleń, natomiast nie zdradzają jeszcze co konkretnie mają na myśli. Wiadomo z kolei, że szumiące maskotki made in Poland pojawią się również na arenie międzynarodowej. Sielicka-Kalczyńska wspomina, że najwcześniej nastąpi to na początku 2016 roku, do tego czasu wspólniczki skupią się na znalezieniu dystrybutorów w Europie i Azji. Może więc niebawem Whisbear, obok pieluch i butelek, będzie nierozłącznym elementem niemowlęcych wyprawek.  

fot. Bujak Studio/Whisbear

Komentarze (0)