... ... ...

Niemiecki rząd chciał zyskać 600 mln euro na aniołach biznesu. Nie zgodziliśmy się na to - Tobias Szarowicz

Dodane

22-09-2015

Adam Łopusiewicz
Od ponad dwóch lat w Niemczech trwa spór między rządem, a sceną startupową, a to za sprawą kilku nieprzychylnych im ustaw. Pierwsza strona tworzyła projekty zmiany, które miałyby wprowadzić podatek od zysku ze sprzedaży udziałów przez aniołów biznesu. Druga je obala. Ma nadzieję, że już ostatni raz.

Zaczęło się od wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który orzekł nierówne opodatkowanie dywidend spółek niemieckich i zagranicznych. Według prawa europejskiego obydwie powinny płacić podatek od dywidend, a niemieckie dotychczas tego nie robiły. Bundestag (izba parlamentu Niemiec) przyjmuje nakaz ETS i chce udostępnić przywileje podatkowe również dla zagranicznych spółek. Niestety Bundesrat (Rada Federalna Niemiec) nie wyraża zgody na takie rozwiązanie i proponuje odwrotne. Chce całkowicie znieść przywileje i ulgi podatkowe na dywidendy i zyski ze sprzedaży udziałów dla wszystkich spółek. Powstaje spór, który wymaga mediacji dwóch stron: Bundestagu i Bundesratu.

Wiecej szkód niż zysku

Podczas komisji mediacyjnej dochodzą one do wniosku, że warto wprowadzić równe opodatkowanie dywidend, czyli zrealizować nakaz Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 2012 roku. Co najważniejsze: wtedy nie było też mowy o opodatkowaniu zysków ze sprzedaży udziałów podczas exitu. Później Dr Thomas Schäfer, Minister Finansów Hessen, zgłasza projekt ustawy mającej opodatkować zyski ze sprzedaży. Na ustawie mogliby ucierpieć szczególnie wymienieni udziałowcy, ponieważ miała dotyczyć tylko tych, którzy mają mniej niż 10% udziałów w spółce. A większość niemieckich inwestorów, a dokładnie aż 87,4% czego dowodzi badanie przeprowadzone przez lobbystów, właśnie do nich się zalicza.

Trzeci projekt ustawy dotyczący opodatkowania zysków ze sprzedaży udziałów podczas exitu zgłasza Minister Finansów Niemiec - Wolfgang Schäuble. Wyklucza jednak z obowiązku opłacenia podatku startupy i aniołów biznesu. Pierwsza próba (a później następne) wprowadzenia tej poprawki do ustawy o prawie podatkowym została jednak zażegnana. Niemiecka scena startupowa postanowiła przeciwstawić się projektowi ustawy i wytłumaczyć, dlaczego przyniosłaby więcej szkód niż zysku. Ich zdaniem zmniejszyłaby aktywność aniołów biznesu, którzy ograniczyliby liczbę inwestycji. Po wprowadzeniu ustawy, mimo tego samego ryzyka inwestycyjnego, mieliby mniej pieniędzy do reinwestowania w inne projekty.

600 milionów euro "oszczędności"

Anioł biznesu najczęściej wspiera przedsięwzięcia na początku ich drogi, kupując około 20-30% udziałów. Ich ilość zmniejsza się z czasem, gdy do spółki dochodzą kolejni inwestorzy, np. podczas rundy finansowej A. Ustawa zmniejszyłaby też działalność ciekawych inicjatyw rządowych, np. programu INVEST. Opiera się on na co-financingu. Jeśli startup znajdzie inwestora, który wyłoży sto tysięcy euro, państwo niemieckie dołoży do inwestycji drugie tyle. Ustawa była też złym sygnałem dla przedsiębiorców, którzy odebrali ją jako taką mówiącą, że nie docenia się przedsiębiorczości, a państwo stara się na niej zarobić.

W sporze między rządem, a przedsiębiorcami należy też pokazać argumenty strony rządzącej. Głównym argumentem, który zapewne przemawia do wielu polityków, ale też do przedstawicieli mediów, dotyczy oszczędności dla Niemiec. “Anti-angel law” miałaby przynieść Państwu 600 milionów euro oszczędności rocznie. Jeśli wprowadzono by ją za pierwszym razem, niemiecki rząd zaoszczędziłby do końca bieżącego roku podatkowego ok. 1,8 mld euro, co jest ogromną sumą. Zdaniem przedsiębiorców to właśnie z tego powodu, od blisko trzech lat, rok po roku, projekt ustawy wraca i będzie wracać w przyszłości. Mimo tego, że za każdym razem przedstawiciele rządu są przekonywani przez niemieckie stowarzyszenia, które z powstały by ochronić przedsiębiorców przed wprowadzeniem niekorzystnych ustaw.

Polska scena startupowa powinna zainteresować się zamieszaniem powstałym wokół “anti-angel law”. W Polsce, na przestrzeni kilku ostatnich lat, powstało kilka stowarzyszeń, fundacji, np. Startup Poland, które mają podejmować podobne inicjatywy do tych, które podjęli już sąsiedzi z Niemiec. Mogą więc, z tej historii, wyciągnąć wnioski i zobaczyć, jak działają podobne stowarzyszenia za granicą. O tym, dlaczego niemieccy startupowcy i aniołowie biznesu postanowili zebrać się i przeciwstawić rządowi, jak wyglądały początki, pierwsze działania tego stowarzyszenia oraz jak od strony formalnej wyglądało obalenie projektu ustawy rozmawiamy z Tobiasem Szarowiczem, który jest członkiem organizacji pozarządowej Bundesverband Deutsche Startups e.V., odpowiedzialnym za komunikację polityczną.

Kiedy pierwszy raz usłyszałeś o Anti-Angel law?

W 2012 r. Wtedy ETS stwierdził, że niemieckie spółki kapitałowe są inaczej uregulowane podatkowo. Niemieckie spółki kapitałowe nie musiały płacić podatku za dywidendę w Niemczech, a zagraniczne były obciążone tym podatkiem. Nasz rząd dostał więc zadanie dostosować się do prawa europejskiego. Podczas tych prac powstał pomysł na opodatkowanie zysków sprzedaży udziałów kapitałowych, których jest mniej niż 10% w danej spółce.

Komu najbardziej szkodziła ta ustawa?

Każdemu aniołowi biznesu i jednocześnie startupom. Zazwyczaj anioł biznesu inwestuje w startupy na poziomie kilkudziesięciu procent udziałów w spółce. Po jakimś czasie, po kilku rundach finansowych, liczba jego udziałów zmniejsza się. Zazwyczaj zostaje mu mniej niż dziesięć procent w chwili exitu. Ustawa ta bardzo by im zaszkodziła, bo w chwili inwestycji nie myśleli o podatku z nim związanym, bo wtedy go jeszcze nie było, przez co mógł pozwolić sobie na wyższe inwestycje. Wprowadzenie podatku spowodowałoby to, że inwestor nie reinwestowałby zysków w nowe startupy, bo po co. Skoro takim samym podatkiem byłoby obłożone wykorzystanie zysku z exitu do celów prywatnych.

Jak wyglądało to spotkanie i jak doszło do jego organizacji?

Trudno byłoby zgromadzić wszystkich uczestników sceny startupowej, którzy mieliby debatować na temat ustawy. W końcu prowadzą własne przedsięwzięcia i nie mają czasu zajmować się polityką. Dlatego musieliśmy rozmawiać z każdym z osobna i tłumaczyć o co chodzi w ustawie, z którą należy walczyć.

Jaki był plan?

Na początek... dość startupowy: zjednoczyć scenę startupową i zebrać silny głos sprzeciwu wobec ustawy. To wystarczyło, udało się odrzucić ustawę. Bundestag zagłosował przeciw takiej ustawie, Bundesrat, który reprezentuje województwa niemieckie, zagłosował za. Spotkali się jednak podczas debaty w komisji mediacyjnej i doszli do wniosku, że ustawa opodatkuje dywidendy, a nie zyski ze sprzedaży.

A jak Bundesrat dowiedział się o Waszej inicjatywie? Z mediów?

Wysyłaliśmy pisma do posłów Bundesratu, w których dokładnie wytłumaczyliśmy dlaczego taka ustawa mogłaby poważnie naruszyć cały ekosystem.

Dlaczego za pierwszym razem ustawa nie przeszła, a później temat jej wznowienia powrócił?

Powróciła wbrew obietnicy z porozumienia koalicyjnego mówiącego, że w tej legislaturze nie będą podwyższone podatki. Głównie chodzi o duże zyski państwa niemieckiego z opodatkowania zysków ze sprzedaży udziałów (0,6 mld EUR).

W sumie do tej pory były trzy próby jej wprowadzenia. Pierwsza, wymuszona przez sąd europejski. Drugi raz Pan Dr Thomas Schäfer, minister finansów z województwa Hessen, miał taką propozycję ustawy. Za trzecim razem, wprowadzić ją chciał minister finansów Wolfgang Schäuble. W tej był już wprawdzie wyjątek dla startupów, ale nie był tak praktycznym rozwiązaniem jak proponowaliśmy.

Dlaczego?

Powodował ogromną biurokrację i szkodził startupom odnoszącym sukces (inwestorzy, którzy wytrwali do etapu IPO nie mogli korzystać z przywileju podatkowego). W jej wyniku nie ma po prostu potrzeby na zmianę statusu quo.

Jak zazwyczaj reagowało na nie środowisko startupowe?

Z dużym oburzeniem. Za każdym razem gromadziliśmy aniołów biznesu, seryjnych przedsiębiorców i startupowców. Gdy przeszła propozycja Schäfera, to napisaliśmy list do niego podpisany przez wielu aniołów biznesu. W odpowiedzi na niego zaprosił nas do Ministerstwa Finansów Hesji [Hesja - jeden z krajów związkowych Niemiec - przyp.red.]. Porozmawialiśmy z nim i przekonaliśmy, że jego pomysł nie jest tak korzystny, jak się mu wydaje.

A za trzecim razem?

Napisaliśmy list ze sprawozdaniem do Ministerstwa Finansów, dłuższy, bo miał około siedemnastu stron różnych argumentów przeciw tej ustawie i proponowanym wyjątkiem dla startupów. Opublikowaliśmy treść listu w mediach, napisaliśmy też osobny list do Angeli Merkel.

Co było w nim zawarte?

Największy problem w polityce, jeśli chodzi o startupy, dotyczy tego, że dalej nie rozumie do końca jak działa ekosystem startupów. Większości tłumaczyliśmy, jak startup funkcjonuje: że jest więcej rund finansowych i to nie jest tak, że nasze działania przeciw ustawie mają ułatwić oszukiwanie na podatkach, ale to, że aniołowie biznesu nie inwestują tylko raz, ale pięć, sześć razy, w inne projekty. To też nie tak, że aniołowie biznesu kupują sobie za zyski sprzedaży udziałów niewiadomo jak drogie samochody, tylko zazwyczaj przeznaczają pieniądze na kolejne inwestycje. Dlatego mówi się na nich anioły, bo po prostu pomagają. W drugiej części listu chodziło o zaproponowany wyjątek dla startupów/aniołów biznesu. Projekt ustawy powodował dużo biurokracji, nie brał pod uwagę różnych form i organizacji udziałów, wykluczał bardzo skuteczne startup po IPO.

Coś jeszcze im powiedzieliście?

Podaliśmy im też statystyki pokazujące, że większość aniołów biznesu ma udziały, w fazie exitu poniżej 10%, dlatego ta ustawa prawie na pewno trafiłaby większość z nich. Te dane mieliśmy z naszego środowiska, oparte na rozmowach z dwustoma niemieckimi aniołami biznesu. Wspomnieliśmy też o innych inicjatywach, które miały pomagać startupom, np. Program INVEST. Działały one na zasadzie "co-financingu", czyli tego, że państwo inwestuje w dany startup, jeśli znajdzie on inwestora, który wyłoży tyle samo pieniędzy. Dużo takich dobrych inicjatyw było. Jeśli wprowadzeniem ustawy “Anti-angel law” zaszkodzi się aniołom biznesu, to powyższe inicjatywy nie mają sensu, bo żaden większy inwestor nie zainwestowałby w młody biznes.

W ubiegły piątek [chodzi o 11.10.2015] Angela Merkel powiedziała, że projekt ustawy "jest zabijany". Podała dlaczego?

Wszystko odbyło się spontanicznie. Brała ona udział w panelu dyskusyjnym, w którym brał też udział anioł biznesu Frank Thelen i on ją zapytał, dlaczego ta ustawa jeszcze istnieje i do tej pory nie została “zabita. Ona powiedziała, że "właśnie ją zabijamy". Jako powód podała, że pomysł jej wprowadzenia był błędem, jakimś nieporozumieniem.

Po tym całym wydarzeniu zmieniono jeszcze jakąś ustawę, która szkodziła środowisku startupowemu?

W tym zakresie nie. W przeszłości więcej projektów wymagało naszej interwencji. Mówię np. o ustawie o uregulowaniu rynku crowdfunding, o ochronie danych i projekt komisji „Digital Single Market”. W przyszłości na pewno jeszcze dużo pracy będziemy mieli z projektem unijnym „Capital Market Union” i ochroną danych osobistych na europejskim i narodowym poziomie. Naszemu stowarzyszeniu chodzi o polepszenie sytuacji na rynku startupowym, a “anti-angel law” była dla nas jedną z najbardziej niebezpiecznych projektów ustawy.

Będzie jeszcze wracać?

Mam nadzieję, że nie. Temat jeszcze nie jest całkowicie zakończony, w środę spotkał się gabinet Merkel i rozmawiał o warunkach funduszy inwestycyjnych venture capital w Niemczech i opublikowali dokument na ten temat. Rząd obiecał w nim, że ustawa ta będzie dotyczyć opodatkowania zysków ze sprzedaży udziałów, ale na sto procent zostaną z niej wykluczeni aniołowie biznesu i startupy. Do tej pory nie wiemy, jak dokładnie będzie to wszystko uregulowane, dlatego dalej musimy śledzić ten wątek i pilnować, żeby ustawa anti-angel law nigdy nie przeszła. Na razie odbieramy walkę z nią za wygraną.

Komentarze (0)