Tym razem na naszych 10 startupowych pytań odpowiada Dominik Kaznowski, obecnie Head of Strategy w Agencji Reklamowej CzArt, wcześniej związany z takimi podmiotami, jak Grupa PZU, Agora, IAB Polskia, PBI, NK, Xevin Consulting czy Interaktywnie.com.


Dobry startup to taki, który...

Ma wizję, a nie tylko pomysł. Wizja to coś więcej niż sam pomysł. Wizją jest coś, co chcemy osiągnąć. Pomysł to jeden ze sposobów, który aktualnie wydaje nam się najlepszy na osiągniecie celu. Porażka pomysłu nie oznacza porażki wizji.

Najważniejszą cechą startupowca jest...

Nie ma. To zależy od projektu.

Najważniejsze umiejętności zespołu tworzącego startup, to...

Nie ma. To zależy od projektu.

Polskie startupy różnią się od zagranicznych tym, że...

Nieuzasadnionym poczuciem niższości, które niepotrzebnie ogranicza skalę projektów. Problemem naszego rynku jest również jego wielkość. Mówi się o tym, że Polska jest jednocześnie za duża i za mała. Oznacza to, że można zbudować projekt ogólnopolski i daje to dobre utrzymanie, ale jednocześnie koncentrując się na, jednak dosyć specyficznym polskim konsumencie, traci się kontakt z globalną, anglojęzyczną gospodarką. Dlatego firmom, modelom biznesowym, które odniosły sukces w Polsce trudno powtórzyć go na skalę globalną - wypracowane modele są „zbyt polskie”. Inaczej sytuacja wygląda na mniejszych lub większych rynkach niż Polski. Zakładając firmę w UK czy US – od razu działamy globalnie. Podobnie startup z Estonii – też musi myśleć od razu globalnie – bo na własnym rynku nie uzyska skali dającej utrzymanie.

Innowacyjność jest dla startupu, jak...

Innowacja to coś, o czym nie pomyślałeś, zanim tego nie zobaczyłeś. Startup to raczej kwestia determinacji i wizji, a nie innowacyjności. Tutaj utożsamiamy słowo „startup” z biznesem internetowym, technologicznym. Tymczasem bardzo wiele tego typu przedsięwzięć powstaje w całkiem tradycyjnych dziedzinach. To raczej kwestia umiejętności widzenia tych samych rzeczy co ogół na inny sposób – determinacja urzeczywistnienia swojego punktu widzenia.

Gdybym musiał skorzystać z finansowania swojego pomysłu, zdecydowałbym się...

Na inwestora branżowego lub prywatnego, który operuje w średnim horyzoncie inwestycyjnym, a jego celem jest budowanie wartości biznesu, a nie jego rentowności. Niestety widziałem już zbyt wiele dobrych pomysłów, które zostały zabite zbyt wczesną presją na monetyzację i wymyślaniem na siłę źródeł przychodów, które psuły produkt. Dzisiaj kluczem do sukcesu online jest najpierw zdobycie przychylności konsumentów, a dopiero potem próba generowania przychodów. Wydłuża to niestety okres inwestycyjny (z punktu widzenia inwestora), ale pomaga odnieść sukces i daje więcej czasu na analizowanie tego, co działa i nie działa w produkcie. Niestety w obszarze internetu do wszystkiego trzeba dojść metodą prób i błędów. Nie ma drogi na skróty. Takie podejście może jednak osłabiać „wolę walki” w samej spółce. Dlatego z punktu widzenia inwestora wskaźniki finansowe należy zastąpić wskaźnikami produktowymi. Jeśli firma nie jest rentowna, ale zyskuje udziały w rynku, zwiększa wartość, po uzyskaniu odpowiedniej masy krytycznej pomysły na monetyzację pojawią się same. Jak powiedział kiedyś jednej z moich mentorów: „Skala to opium managera”.

Najlepszym sposobem na promocję startupu jest...

Dobry produkt. „Marketing is product itself”. Promocja to zaledwie ułamek w całości działań. To czego brakuje startupom, to świadomość istnienia dwóch stron produktu – części funkcjonalnej i emocjonalnej. Zwykle skupiamy się na części „twardej” produktu – wydajności, ergonomii, cenie, wyglądzie, nawigacji itp. Tymczasem konsumenci coraz częściej kupują, wybierają produkty, które niosą ze sobą jakiś ładunek emocjonalny. Są zwyczajnie „fajne”. Rynek technologii to dzisiaj rynek mody – nowe modele telefonów, komputerów, tabletów ukazują się kilka razy w roku. Dzisiaj nikt już nie mówi o ilości pamięci, szybkości procesora czy wydajności karty graficznej. Dla współczesnego konsumenta liczy się to, aby korzystać z marek, które dają niewymierną wartość dodaną.

Najczęstszą przyczyną porażki startupu jest...

Chyba nie ma jednej uniwersalnej. Jest kilka, które często się ze sobą kumulują: brak pieniędzy, brak motywacji/zaangażowania, brak wiedzy/kompetencji. Jeśli miałbym wskazać jakąś jedną meta-przyczynę, określiłbym ją jako „osiągnięcie poziomu niekompetencji”. Z takim problemem mamy do czynienia w sytuacji, gdy w odpowiednim momencie ludzie, którzy stworzyli i rozwinęli projekt nie potrafią stopniowo odsuwać się od zarządzania. W miarę wzrostu firmy organizacja zaczyna potrzebować innych kompetencji niż na starcie. A to często oznacza ludzi o innych kompetencjach. Tymczasem często w firmach, które odnotowały wielokrotne wzrosty, cały czas panuje to samo myślenie, a programista nagle okazuje się „Dyrektorem IT”, stażystka „Dyrektorem Marketingu” itp. Firmy zachowują się tak, jakby ewolucja rynkowa nie wymagała również ewolucji wewnętrznej. Tyle tylko, że znacznie większa firma mierzy się z innego rodzaju problemami zarówno pod względami skali, jak i jakości. Szybkość wzrostu jest tutaj również wrogiem firmy – nie ma czasu na naukę na błędach. Swoją szansę firma ma tu i teraz, a nie za rok czy dwa. Dlatego inwestor często może okazać się pomocny właśnie na tym etapie. Oferując poza pieniędzmi również kompetencje i mentoring.

Najczęstszą przyczyną sukcesu startupu jest...

Szczęście. Ale jak to mówią, szczęście sprzyja dobrze przygotowanym.

Warto jest zrobić startup, ponieważ...

Jest szansa, że dzięki temu będziesz robił to, co lubisz. Ale najpierw nie będziesz robił niczego poza pracą nad swoim projektem.

Komentarze (0)