Artur Racicki, seryjny przedsiębiorca, współtwórca Social WiFi, inPRL, Pozytywnie.pl czy Buku.pl, od trzech miesięcy przebywa w Stanach Zjednoczonych. Wyjechał tam dzięki programowi "Go Global" i z każdego dnia wyprawy przygotowywał krótki wpis na Facebooku. Postanowiliśmy zacytować 99., który pokazuje jak radzić sobie w Dolinie Krzemowej.

Na zdjęciu Artur Racicki (w środku) przed domem, w którym powstało Apple Computers. Cupertino, San Francisco

fot. facebook.com/aracicki

Twórz skalowalny biznes i nie bój się marzyć - radzi Artur Racicki, internetowy przedsiębiorca z wieloletnim doświadczeniem. W cytowanym przez nas wpisie pokazuje, czego możemy dowiedzieć się o prowadzeniu startupu mieszkając w Stanach Zjednoczonych. Radzi też, jak przygotować się do samego wyjazdu.

1. Poznaj programy ułatwiające wyjście za granicę

"W Polsce dostępnych jest coraz więcej programów, które pomagają start-upowcom czy przedsiębiorcom poznać/wejść na zagraniczne rynki" pisze Artur Racicki. Dodaje, że finansują one część kosztów jakie firma musi ponieść, aby wejść na dany rynek. Jego firma, Social WiFi została wyłoniona spośród wielu firm w konkursie programie Go Global – inicjatywy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, dzięki czemu ma opłacony pobyt w Dolinie Krzemowej. "To jest dla nas najcenniejsze doświadczenie dlatego dziękujemy NCBiR! Robicie najlepszą robotę!" chwali Racicki.

Przyznaje, że wcześniej zakwalifikował się do programu akceleracyjnego w Dolinie Krzemowej – Plug and Play. Zachęca więc do szukania okazji, które pozwoliły mu na wyjazd w poszukiwaniu klientów i rozszerzania swojej sieci kontaktów. Podaje, że w dniach 16-21 listopada br. w Kalifornii, MSZ wraz z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju i innymi instytucjami organizuje Polsko-Amerykański Tydzień Innowacji (PATI). Warto nim się zainteresować. "(...) niedawno spotkałem grupę Polaków, którzy wygrali 2 tygodniowy pobyt w USA w innym konkursie" czytamy na fb.

"Jest tego wiele – ale samo się nie znajdzie – jak jesteście zdeterminowani to na pewno coś znajdziecie" pisze przedsiębiorca. Przypomina, że docenieni zostaną najlepiej przygotowani albo spełniający kryteria. "Za każdym razem rywalizować będziecie z kilkudziesięciona/ kilkuset konkurentami. Nie podłamujcie się jak nie wyjdzie" radzi. Dalej czytamy, że Racicki dwa razy nie zakwalifikował się do programu. "Odrobił" jednak lekcje, przygotował się najlepiej jak potrafił i za trzecim razem w finalnym etapie zdobył największą ilość punktów. " (...) można? Można" komentuje.

fot. facebook.com/aracicki

2. Przygotuj się na zmianę strefy czasowej

Jak pisze na swoim profilu Artur Racicki, miał szczęście, że do tej pory sześć lat mieszkał za granicą. W różnym wieku, w różnych zakątkach, a podróże po przeszło czterdziestu krajach zmieniły jego postrzeganie świata i ułatwiły mu adaptacje – również w Stanach Zjednoczonych. Ta podróż jest jednak znacznie trudniejsza. Prowadzi przecież biznes w Polsce. "[pisownia oryginalna] Mamy w Social WiFi, Pozytywnie.pl i Buku.pl ponad 20 osobowy team. Nie da się oderwać na 3 miesiące od biznesu więc wyruszając na podbuj świata pamiętaj, że będziesz pracować na 2 etaty" radzi Racicki i zwraca uwagę na strefę czasową.

Dziewięć godzin różnicy między Stanami Zjednoczonych, a Polską oznacza tyle, że warto wstawać codziennie 3-5 rano, a jak chcemy coś załatwić z rana w Polsce, to nie powinniśmy zasnąć wcześniej niż po północy. Kolejna rada przedsiębiorcy z Lublina brzmi: Ustal jasno cel podróży i ciśnij od początku. Przekonuje, że każdy program, który sponsoruje nam wyjazd wymaga jasnej definicji tego, co chcemy dzięki niemu osiągnąć, więc powinniśmy mieć to "przećwiczone". Startupowiec zwraca jednak uwagę na cel wewnętrzny, nie coś co opisujemy, ale co naprawdę chcemy osiągnąć i przywołuje pierwszą we wpisie historię związaną z inwestorem.

Jego celem wyjazdu było spotkanie się z inwestorami z największych na świecie funduszy inwestycyjnych. Cel został spełniony. Dodaje, że wiedzę i doświadczenie jakie z tych spotkań wyniósł są nieocenione. Radzi przede wszystkim wierzyć we własne możliwości. "Nie licz na to, że nawet jak weźmiesz udział w jakimś programie to coś się samo zadzieje. NIC się nie zadzieje. Zrób dokładny reasearch zanim wyruszych, sprawdź dokąd jedziesz, jakie opinie ma organizacja partnerska, co możesz z niej wycisnąć, na co nie ma liczyć a czym od dnia zero musisz zająć się sam" pisze w poście na Facebooku Artur Racicki, CEO Social WiFi.

Dalej czytamy, aby nie podróżować całą firmą. Autorowi zdarzyło się w Dolinie Krzemowej widzieć całe zespoły jednej firmy. Pyta "jak może funkcjonować firma jak nagle wszyscy cofunderzy wybywają na 3 miesiące i robią to pierwszy raz w życiu?". Kolejna rada dotyczy spotkań z potencjalnymi partnerami. O tym jakie cztery dokumenty należy mieć zawsze gotowe pisał we wcześniejszym poście. "Nieważne, że na miejscu zmienisz dokumenty tysiąc razy – musisz mieć punkt wyjścia, żeby zbierać feedback do tego co przygotujesz jeszcze w Polsce" komentuje Racicki.

fot. facebook.com/aracicki

3. Nie skupiaj się na technologii

Bohater wiele razy słyszał, że problemem polskich startupów jest to, że skupiają się na technologii, a nie na biznesie. Mowa o świetnych informatykach z brakiem zacięcia biznesowego. "Tu nikogo (przynajmniej na początku) technologia nie interesuje. Inwestorzy poznają ludzi" komentuje Racicki. Dodaje, że im dalej w las tym technologia jest istotniejsza, bo biznes przecież trzeba dobrze utrzymywać i optymalizować. Podczas pierwszych rozmów mało kogo interesuje temat technologii. "Social WiFi to wyjątkowo zaawanzowany technologicznie biznes, ale większość projektów jakie poznałem aż tak zagmatwana nie jest a twórcy gmatwają je sami" kwituje Racicki.

4. Na co inwestor zwraca uwagę?

"Inwestorzy oceniają LIDERA + cały TEAM. Znają się na ludziach więc szybko oceniają czy chcą z Tobą pracować, czy jest chemia czy jej brak" pisze Racicki i przekonuje, że chemia między przedsiębiorcą, a inwestorem jest najważniejsza. Poznał wiele historii firm, które zanim pozyskały fundusze odbyły kilkaset spotkań. Komentuje, że tak też było z Twitterem i wieloma innymi gigantami. "Mój mentor mówi, że często 50 spotkań wystarcza. Wyobraźcie sobie ile trzeba się narobić, żeby je zorganizować w tak krótkim czasie. Mi się udało, uda się również Wam" pisze autor.

Kolejną rzeczą, na którą uwagę zwraca inwestor z Doliny Krzemowej, to czy firma jest zarejestrowana w Stanach Zjednoczonych. Podobno jeśli mówimy, że nie, rozmowy o współpracy się kończą. Racicki na taką możliwość przygotował się wcześniej. Zaleca przeznaczyć na załatwienie formalności związanych z rejestracją spółki około miesiąca. Przekonuje, że koszty inkorporacji, czyli założenia spółki w Stanach Zjednoczonych nie są wysokie. "ok 2 tyś dolarów, plus dostosowania prawne, przygotowanie lokalne regulaminów usługi, umów - jeśli jest to potrzebne na start" czytamy we wpisie autora.

Zaleca też zastanowić się, czy nie chcemy zarejestrować znaku towarowego. Kolejnym pytaniem jakie prawdopodobnie zada nam inwestor z Doliny Krzemowej będzie dotyczyć naszej lokalizacji, czyli czy przeniesiemy się do Stanów Zjednoczonych na stałe. Dalej pisze, że odpowiedź musi być jednoznaczna – TAK. Wspomina także o trakcji, czyli generowaniu przychodu. "(...) do programów dostają się raczej firmy które mają już działający biznes, mają przynajmniej tzw. MVP (Minimum Valuable Product), czyli werjsę podstawową swojej usługi/produktu, którą już przynajmniej w pilotażu testują klienci" pisze Racicki.

Podobno inwestorzy sprawdzą też naszych klientów. Dzwonią, piszą, sprawdzają kim są i ilu ich jest. Dlatego im więcej przychodu generuje nasz biznes, tym lepsze wrażenie wywrze na inwestorze. W dalszej części postu pisze, że podczas wyjazdu poznał ciekawe statystyki. "W przypadku biznsów typu SaaS (Software as a Service) – czyli takich, które sprzedają usługę abonamentową, jak chociażby Social WiFi czy Brand24, nikt poważny nie podejmuje rozmów jeśli miesięczny powtarzalny (recuring) przychód nie przekracza 10 000 USD". Dodaje, że przy takim przychodzie można walczyć o wycenę firmy do trzech milionów dolarów.

Według jego informacji w przypadku przychodu miesięcznego, który wynosi więcej niż sto tysięcy dolarów, można uzyskać wycenę pomiędzy dziesięcioma, a trzydziestoma milionami dolarów. W zakończeniu czytamy, że inwestor dokładnie oceni, czy rynek w przyszłości będzie generować co najmniej sto milionów dolarów rocznie. "Gdy pokazujecie prognozy, nie można pokazać niższej prognozy przychodu / rok niż $100 mln do których musisz dojść w 2-3 lata" pisze Racicki i dodaje, że reszta wskaźników jest mniej istotna, a powyższe powinniśmy przygotować "na tip top".

Komentarze (0)