Kraków, Rynek, wczesne przedpołudnie. Senną jeszcze atmosferę miasta przerywa dzwonek telefonu. Kobieta wyciąga aparat z torebki, odbiera i już po chwili z irytacją w głosie krzyczy, że: „nie, dziękuje”, „nie jest zainteresowana” i „nie obchodzi jej ta oferta”. Rozłącza się.

W stronę przypadkowego przechodnia rzuca jeszcze kąśliwą uwagę: „Widzi Pan, siedzi w tym biurze i twierdzi, że wie czego mi potrzeba. A ruszyłby się do ludzi, to może wiedziałby lepiej”. Brzmi znajomo? Każdy przynajmniej raz brał udział w takiej rozmowie słyszał lub doszedł do podobnej refleksji, co nasza bohaterka. Czy firmy wyciągają z nich wnioski? Coraz częściej tak – i to na międzynarodową skalę.

Człowieku, wyjdź do człowieka 

Wydaje się, że firmy próbowały już wszystkiego, by przyciągnąć nowych klientów. Niemal każda firma korzysta z technik automatyzacji marketingu, wysyła spersonalizowane maile, oferty i reklamy. Większość posiada także wykwalifikowanych marketerów, którzy są w stałym kontakcie telefonicznym z każdym potencjalnym leadem. Co jednak, gdy to przestanie wystarczać? Jaki będzie kolejny krok, by dotrzeć do swojej grypy docelowej? Banalny – wystarczy po prostu do niej wyjść. 

To nic odkrywczego – powiedzą prezesi, którzy zatrudniają sztab ludzi rozdających ulotki na ulicy lub roznoszących gratisowe produkty (jak choćby Coca Cola, której przedstawiciele pojawiają się z darmowym napojem w większości domów). “My już tak robimy” – zawtórują organizatorzy prezentacji garnków i leczniczych kołder, które odbywają się w domach seniora. “To już było” – dodadzą organizatorzy krajowych eventów połączonych z prelekcjami. Czy mają rację? Tak, to już było i dało początek nowemu zjawisku. Bezpośredni marketing zaczyna nabierać obecnie zupełnie nowego wymiaru – międzynarodowego. 

Tour (nie tylko) de Pologne 

Grzegorz Błażewicz, twórca SALESmanago – pierwszego polskiego systemu do automatyzacji marketingu pracuje właśnie nad prelekcją, którą już za kilka tygodni wygłosi w Madrycie. Niedawno był też w Berlinie i Londynie. Inni product managerowie nie zdążyli jeszcze rozpakować walizek po powrocie z Pragi i Budapesztu, a już przygotowują się do wylotu do Stambułu. Projekt Błażewicza, seria międzynarodowych eventów pod wspólną nazwą Marketing Automation Day, pierwotnie nie był wytworem wyrachowanej strategii marketingowej - zrodził się z prostej potrzeby wejścia z produktem na nowe, zagraniczne rynki.

Każdy marketer wie z doświadczenia, że największym wyzwaniem jest budowa od zera networku biznesowego na nowym rynku. To organiczna praca, która musi być wykonana od zera i wymaga sporej ilości czasu i nakładów finansowych. Nawet, jeśli firma nie obserwuje trudności na poziomie konkurencyjności produktu, może borykać się z wieloma problemami wynikającymi z faktu, że nowych klientów trzeba poznać i do siebie przekonać. A tego nie da się dobrze zrobić wirtualnie. 

MAD to pierwszy taki cykl eventów branżowych, które jakakolwiek polska firma organizuje w kolejnych europejskich stolicach. Można jedynie zadać sobie pytanie – dlaczego inni przedsiębiorcy nie wpadli na ten pomysł wcześniej. Skoro można zrobić prelekcję w Krakowie, to dlaczego nie w Budapeszcie?   

Zrób to sam, czyli ile to kosztuje

Trwające pół dnia spotkania organizowane przez SALESmanago to prelekcje, warsztaty i przede wszystkim dyskusje, bo z założenia podczas takich eventów nie chodzi o czyste spotkania promocyjne, ale przede wszystkim dzielenie się doświadczeniami w dziedzinie automatyzacji marketingu. Target? Marketerzy, właściciele firm i dziennikarze zajmujący się branżą – zwykle około 50 osób faktycznie zainteresowanych tematem.

Średni koszt wynajęcia sali konferencyjnej w europejskiej stolicy, wraz z podstawowym kateringiem, waha się między 400 – 2000 Euro. Lokalizacja jest bardzo ważna, zwłaszcza komfortowe połączenie komunikacyjne z resztą miasta, co umożliwi uczestnikom pojawienie się na evencie w trakcie dnia roboczego. Warto również zwrócić uwagę na sam rozkład sali konferencyjnej – preferowany układ krzeseł to styl teatralny. Warto też sprawdzić, czy na wyposażeniu znajduje się rzutnik i inne urządzenia multimedialne (czasem trzeba za nie dopłacić). Do tego doliczyć należy koszt zakwaterowania dla prelegentów (około 100 Euro na osobę) oraz transport z Polski. To wszystko plus praca zespołu związana z zapraszaniem potencjalnie zainteresowanych uczestników to jedyne, realne koszty, które ponosi firma decydująca się na podobne przedsięwzięcie.

Gospodarka, głupcze! 

Aby zagwarantować sobie większe zainteresowanie wydarzeniem, udział w nim powinien być bezpłatny. Nie oznacza to jednak, że firma tym samym dołoży do biznesu. Przeciwnie. Z przeprowadzonych wewnętrznych analiz wynika, że tego typu forma pozyskiwania kontaktów i sprzedaży jest znacznie skuteczniejsza niż kampanie w Google Adwords. Znacząco zwiększa się liczba wejść na stronę produktu i zapytań z zagranicy, a partnerzy sprzedający dany produkt w krajach, w których odbył się event, rejestrują znaczące zwiększenie zainteresowania. Marka zaczyna być rozpoznawalna bardziej niż poprzednio. Opinie pojawiają się na zagranicznych forach i w mediach, a to reklama dla produktu, której kosztów (gdyby przeliczać ją w kategoriach AVE) początkujące firmy nie byłyby w stanie pokryć.

Dodatkową zaletą jest kontakt bezpośredni z potencjalnym klientem zagranicznym, a tym samym możliwość wyłapania dodatkowych potrzeb środowiska w danym kraju i następnie bardziej precyzyjnego dopasowania oferty. To coś, czego nie można uzyskać na drodze nawet najlepiej skrojonych kampanii tradycyjnymi środkami marketingowymi.

Jeśli powiedziało się „A”... 

Eventy tego typu przyciągają coraz większą liczbę zainteresowanych, co tylko potwierdza tezę, że w dobie powszechnej informatyzacji i automatyzacji klient domaga się bezpośredniego kontaktu. Nie powinno się zatem ograniczać do najbliższego otoczenia międzynarodowego, a firma, która powiedziała „A” i z Krakowa ruszyła do Budapesztu, powinna  powiedzieć także „B” i ruszyć na kolejny kontynent.

Myśl przewodnia? Banalna - trzeba pokazać wszystkim, że Polacy przywożą nie kiełbasę wiejską i oscypki tylko zaawansowane oprogramowanie i nie wyciągają od nich pieniędzy robiąc na budowie tylko sprzedając im swoją myśl technologiczną. Na słowo honoru nie uwierzą. Wirtualnie też nie. Marketing po prostu musi ruszyć w trasę.

Agnieszka Idzik

Senior Product Manager, SALESmanago Marketing Automation 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcie główne artykułu royalty free z Fotolia

Komentarze (0)