Nick Allen stworzył biznes i sprzedał go za 45,5 mln dolarów. Później wymyślił konkurencyjne rozwiązanie, pozyskał 12,2 mln dolarów na rozwój i stanowisko prezesa zarządu ustąpił starszemu koledze. Biznes i tak nie przetrwał ze względu na brak… pieniędzy na rozwój.

Czytasz właśnie drugą część cyklu pt. Miliony w błoto. W tych artykułach opisuje historie porażek światowej klasy przedsięwzięć. Znajdujemy takie startupy, które spełniają dwa wymogi: pozyskały milionowe inwestycje i były wspierane przez najlepszych inwestorów na świecie. W ubiegłym tygodniu opisywaliśmy historię Dinner Lab, który przejadł 9 mln dolarów inwestycji.

Na zdjęciu: Nick Allen, pierwszy CEO Shuddle | fot. Shuddle.us 

Shuddle wystartował w październiku 2014 roku. Mówiono, że Nick Allen, amerykański przedsiębiorca, stworzył “Ubera dla dzieci”, ponieważ jego aplikacja pozwalała zamówić kierowcę, który zawiezie dzieci np. ze szkoły do domu. Shuddle od Ubera różniło to, że kierowcy byli specjalnie przeszkoleni do przewozu nieletnich i musieli spełniać szereg wymogów, aby dołączyć do grona kierowców tego startupu. Rodzice mieli też stały dostęp do podglądu trasy i mogli obserwować, gdzie dokładnie znajdowały się ich dziecko, gdy podwoził je zamówiony kierowca.

Projekt zebrał 12,2 mln dolarów finansowania, tworzyli go doświadczeni przedsiębiorcy i inwestorzy, ale mimo to nie przetrwał próby czasu. 

Kobiety

Allen od początku prac nad aplikacją Shuddle współpracował ze znanymi funduszami inwestycyjnymi. Accel Partners, Forerunner Ventures i Comcast Ventures zainwestowali w jego biznes 2,6 mln dolarów na etapie seed. CEO Shuddle na ten startup przełożył też wcześniejsze doświadczenia zdobyte podczas rozwijania aplikacji Sidecar, oferującej usługę podobną Ubera. Był jej współzałożycielem i pozyskał na jej rozwój 45,5 mln dolarów. Projekt sprzedał, a później nowi właściciele go zamknęli. Podczas rozwijania Sidecar, Allen zauważył, że wielu rodziców chciałoby korzystać z “uberopodobnych” aplikacji, ale boi się o bezpieczeństwo swoich dzieci.

Stworzył więc aplikację, która zrzesza przeszkolonych i sprawdzonych kierowców. Zajmowali się bezpiecznym transportem dzieciaków pod wskazany, umówiony dzień wcześniej przez rodzica, adres. Za usługę Shuddle pobierał kwotę o 15% wyższą, jak za przewóz dorosłego Uberem, wynosiła ona średnio 24 dol. za jedną podwózkę. Za samo korzystanie z aplikacji Shuddle pobierał też 9 dolarów comiesięcznej opłaty. Ze względu na bezpieczeństwo dzieci, w Shuddle zrzeszał na początku stu kierowców, które były kobietami.

— Współczynnik ludzki jest tutaj bardzo ważny — mówił twórca startupu. Aplikacja działała wtedy wyłącznie na terenie San Francisco. Problemy prawne pojawiły się po kilku miesiącach od premiery. 

Rozszerzona usługa

Kalifornijski urząd zastanawiał się, czy powinien potraktować Shuddle jako usługę oferującą transport dzieci, czy jako mobilną opiekunkę. Problem był poważny, bo oba statusy wymagały innych regulacji prawnych. Z tego też powodu, Nick Allen postanowił jeszcze dogłębniej zweryfikować zrzeszonych kierowców. Skorzystał z oferty TrustedLine, zajmującej się sprawdzaniem wiarygodności i życiorysów osób, które pracują z dziećmi, i za każdą weryfikację uiścił 130 dolarów.

W marcu 2015 r. pozyskał 9,6 mln dolarów od poprzednich inwestorów i RRE Ventures. Pieniądze wykorzystał na sfinansowanie ekspansji. W Shuddle zrzeszał wtedy dwustu kierowców. Po pół roku było ich już 350, którzy obsługiwali 2,6 tys. klientów w samym Bay Area. Shuddle otworzył się na kolejne hrabstwa, jak Marin, Contra Costa, San Jose, San Mateo, Alameda i Santa Clara, by pozyskać jeszcze więcej zleceń. Nick Allen rozszerzył swoją usługę o transport niepełnosprawnych, starszych i innych osób wymagających dodatkowej opieki.

Za mało zarabiamy, podwyższmy cenę

W ostatnich miesiącach działania nastąpiła zmiana na stanowisku CEO spółki. W listopadzie 2015 r. nowym prezesem został Doug Aley, doświadczony biznesowo 32-latek. Wcześniej pracował dla Minted, Amazon czy Zully. Pomysłodawca i były CEO Shuddle pozostał w radzie nadzorczej, by wspierać nowego prezesa w działaniach. Ten ogłosił, że Shuddle obsłużył dotychczas 65 tys. podwózek, ale na dalszy rozwój brakuje 10-15 mln dolarów inwestycji. Firmie brakowało pieniędzy, dopłacała do każdego przejazdu, dlatego decyzją nowego prezesa podwyższyła cenę usługi. Nie pomogło.

Pięć miesięcy później, spółka oświadczyła zakończenie działalności. — Skończyły nam się pieniądze. Ta branża wymaga ciągłego podwyższania kapitału — mówił Doug Aley, CEO Shuddle. W komunikacie prasowym nie podał innych przyczyn zamknięcia projektu. — Ciężko pracowaliśmy z inwestorami, by znaleźć kolejne źródła dochodu, które pomogłyby nam się rozwijać. Ale nie mogliśmy pozyskać kolejnych rund finansowania — dodał Aley.

Silna konkurencja

Według medialnych doniesień, Shuddle nie potrafiło poradzić sobie z silną konkurencją na rynku. Mowa o takich gigantach jak Uber (wtedy miał miliard dolarów finansowania i tysiące kierowców zrzeszonych w Bay Area), Lyft (wyceniany na cztery miliardy dolarów i tysiące kierowców zrzeszonych w Bay Area) czy Hailo (który zebrał sto milionów dolarów finansowania). Konkurentem był też startup stworzony przez trójkę mam - HopSkipDrive - oferujący tę samą usługę co Shuddle. W rejonie, gdzie działał Shuddle, było też dwóch innych graczy: Zum i KangaDo. Oba funkcjonują do dziś.

Shuddle prawdopodobnie nie wytrzymał walki z konkurentami, na którą zabrakło mu środków.

-

Przeczytałeś właśnie drugą część cyklu pt. Miliony w błoto. Opisujemy w nim historie przedsięwzięć wspieranych przez najlepszych inwestorów, które mimo milionowych kwot inwestycji nie przetrwały. W najbliższą środę opublikujemy kolejną część cyklu. Dowiecie się z niego, jak grupowy pozew od niezadowolonych pracowników może doprowadzić do zamknięcia firmy.

Komentarze (0)