Był piękny, mroźny wieczór 31 stycznia 2005 roku. Wybrałem się ze swoją dziewczyną na spacer na zaśnieżone warszawskie Powiśle, aby celebrować właśnie uzyskaną wolność. Żadnych kredytów na głowie, zero zobowiązań, konieczności zrywania się co rano do pracy, a w głowie tylko beztroska radość.

Kilka godzin wcześniej po raz ostatni wyłączyłem komputer w NetSprint.pl, gdzie pracowałem ostatnie półtora roku.

Bardzo lubiłem tę firmę i nie było łatwo mi z niej odchodzić. W głębi duszy cały czas czułem jednak potrzebę przejścia na swoje i stworzenie czegoś całkowicie od zera. Marzyła mi się praca w dowolnych godzinach, z dowolnego miejsca, wyłącznie nad projektami, które będą sprawiały mi przyjemność i w których sukces będę absolutnie wierzył. Okazało się, że dokładnie o tym samym marzył mój znajomy ze studiów. Szybko więc się dogadaliśmy i postanowiliśmy, że wystartujemy z własną firmą (codivate.pl) tworzącą serwisy internetowe.

Bajka o przedsiębiorcy

Pierwsze dni wolności od pracy na etat były cudowne. Wstawałem w okolicach południa, jadłem niespiesznie śniadanio-obiad, siadałem do komputera, żeby chwilę popracować, później długi wieczór z moją dziewczyną i przyjaciółmi. Bardzo mi odpowiadało takie życie młodego przedsiębiorcy. Rzeczywistość szybko mnie jednak dopadła i brutalnie sprowadziła na ziemię. Spółdzielnia mieszkaniowa przysłała wezwanie do natychmiastowej spłaty zadłużenia z tytułu opłaty czynszowej. Na spłatę zaległości poszły moje wszystkie oszczędności. Trzeba było więc wziąć się do intensywnej pracy, zwłaszcza, że zbliżały się wydatki związane z wyjazdem na narty, który już dawno obiecałem dziewczynie i głupio byłoby się wycofać.

Znalezienie chętnych na wykonanie pierwszych zleceń naszej firmy nie było łatwe. Nikt normalny nie chciał zaufać firmie, która nie dorobiła się jeszcze własnej strony WWW, a w swoim portfolio nie miała jeszcze żadnych zrealizowanych projektów. Na szczęście wśród przedsiębiorców nie brakuje pozytywnych wariatów i jednym z nich okazał się nasz znajomy, który zaryzykował i zlecił stworzenie nowej wersji 100lat.pl - serwisu z wysokiej jakości animowanymi e-kartkami. Ze wspólnikiem pełni zapału zabraliśmy się do roboty, pracowaliśmy często 7 dni w tygodniu po 18 godzin na dobę i dopieszczaliśmy zawzięcie każdy najmniejszy detal tworzonego serwisu, żeby tylko udowodnić znajomemu, że zaufanie nam było właściwą decyzją.

(nie)Na salonach

Przyszedł w końcu moment, kiedy zleceń było tak dużo, że trzeba było podjąć decyzję o zatrudnieniu pierwszego pracownika - programisty PHP. Rozmowy rekrutacyjne prowadziliśmy oczywiście w salonie własnego mieszkania. Po wejściu do naszego „biura” wszyscy byli lekko zdziwieni, widząc prywatne mieszkanie zamiast profesjonalnej powierzchni biurowej. Najbardziej zdziwiony był programista, który przyszedł na spotkanie ze swoją dziewczyną, licząc pewnie, że będzie mogła poczekać na recepcji. Niestety recepcji nie mieliśmy, więc siedziała na kanapie w salonie, podczas gdy metr od niej jej chłopak odpowiadał na nasze pytania. Podejrzewam, że była to najbardziej stresująca rozmowa rekrutacyjna w jego życiu. Ostatecznie zatrudniliśmy innego programistę.

Niedługo potem doszliśmy do wniosku, że praca w trzy osoby po kilkanaście godzin dziennie w moim salonie nieco komplikuje moje życie prywatne, jest męcząca dla wszystkich, no i najważniejsze - czwarta osoba w salonie już by się nie zmieściła. Wynajęliśmy więc w końcu lokal, gdzie mogliśmy pracować i przyjmować gości w lepszych, bardziej „biurowych” warunkach. Serwis wystartował niedługo przed Wielkanocą 2005 roku. Jedna z opublikowanych tam e-kartek z życzeniami wielkanocnymi (do tej pory można ją oglądać pod tym adresem) tak genialnie i dowcipnie nawiązywała do ówczesnej sytuacji politycznej, że trafiła do głównego wydania Faktów TVN. Zaczęło prawdziwe oblężenie serwisu, a serwis notował geometryczne wzrosty odwiedzalności z dnia na dzień. Nas rozpierała duma, że strona ani razu się nie zawiesiła, a nasze nasze pierwsze “dziecko” od razu zawitało do ogólnopolskiej telewizji i odwiedzają je miliony polskich internautów.

Chwila odprężenia

Za dumą i satysfakcją z dobrze wykonanej pracy niestety nie od razu poszły pieniądze. Wiele miesięcy jeszcze upłynęło, zanim swoimi zarobkami zbliżyliśmy się chociaż nieznacznie do tego, ile wcześniej zarabliśmy na etacie. Praca nad rozwojem firmy i realizacja projektów dla świetnych klientów dawała jednak nam tak dużo satysfakcji i siły, że byliśmy gotowi na wiele poświęceń i cierpliwie czekaliśmy na większe zyski, które na szczęście z czasem też nadeszły. 

Po pięciu latach działalności i realizacji blisko stu średnich i dużych projektów uznaliśmy, że obok pracy na zlecenie, chcielibyśmy stworzyć również własny serwis internetowy z łatwo skalowalnym modelem biznesowym. Kolega z czasów licealnych przyszedł z pomysłem na uruchomienie samoobsługowego narzędzia dla organizatorów wydarzeń do rejestracji uczestników i sprzedaży biletów. Pomysł wydał się świetny, a szybka analiza polskiego rynku wykazała, że nie było żadnej istotnej konkurencji, bez zwłoki przygotowaliśmy więc wstępną koncepcję serwisu i plan biznesowy. Niedługo potem dostaliśmy dofinansowanie z POIG 8.1 i mogliśmy ruszyć pełną parą z pracami. Tak zaczęła się trwająca do dzisiaj moja przygoda z Evenea.pl. 

Serwis uruchomiliśmy publicznie w lutym 2010 roku. Wierzyliśmy mocno w jego rychły sukces i byliśmy pewni, że błyskawicznie przekonają się do niego również organizatorzy wydarzeń. Rzeczywistość wylała jednak na nas kubeł zimnej wody. W ciągu pierwszego miesiąca od uruchomienia, w Evenea.pl konto założyło trzech organizatorów, dodając cztery płatne wydarzenia i sprzedając bilety o łącznej astronomicznej wartości 1 120 PLN. W kolejnych miesiącach obroty były już nieco wyższe, ale wciąż dalekie od naszych oczekiwań. 

Droga, którą warto przebyć

Rozpoczął się trudny dla nas okres zabiegania o każdą złotówkę przychodu, powolnego przekonywania organizatorów do naszych usług, budowania marki na rynku, poszukiwania zewnętrznego finansowania na dalszą działalność. Nieprzespane noce, zażarte dyskusje w gronie wspólników, zmiany personalne, często nawiedzające nas chwile zwątpienia w sens całego przedsięwzięcia. Po tych przeżyciach, nabraliśmy jednak rozpędu, dzięki podpisaniu umowy inwestycyjnej z Hedgehog Fund i Benefit Development i pozyskaniu finansowania oraz wsparcia merytorycznego niezbędnego do dalszego rozwoju projektu. Dziś jest to już sprawnie działający biznes, którego kluczowe wskaźniki rosną w tempie kilkuset procent rocznie. Przed nami wciąż jeszcze wiele wyzwań, dużo pracy i ambitnych planów, ale mamy wszelkie niezbędne środki i kompetencje, żeby je zrealizować. 

Gdybym na początku swojej startupowej drogi wiedział, jak wyboista będzie i był świadomy wszystkich kosztów, które przez te lata musiałem ponieść, najprawdopodobniej nigdy bym na nią nie wszedł. Początkowo myślałem, że głównymi nagrodami za mój trud będą pieniądze i satysfakcja z budowania czegoś od zera. Z perspektywy czasu widzę, że  obydwie te nagrody przyszły, ale dużo cenniejsze okazały się inne benefity. Pierwszy to zdobyta wiedza - nie tylko ta biznesowa, ale przede wszystkim niezwykła nauka pokory, konsekwencji w działaniu, podejścia do życia i brania odpowiedzialności za swoje decyzje. Drugi benefit to charyzmatyczni, inspirujący, pełni energii i pomysłów ludzie, których miałem i mam przyjemność spotykać każdego dnia. Ludzie, którzy zamiast siedzieć biernie i narzekać na świat, biorą sprawy w swoje ręce i wywierają istotny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. To sprawia, że zdecydowanie nie żałuję ani jednego dnia z ostatnich 12 lat pracy na swoim i z niecierpliwością i ekscytacją czekam na kolejne.

Piotr Kocjan

Prezes zarządu EventLabs sp. z o.o.,

Prowadzi serwis Evenea.pl - internetową platformę zarządzania procesem organizacji i promocji wydarzeń, rejestracji uczestników i automatycznej sprzedaży e-biletów. Współwłaściciel agencji interaktywnej Codivate
(codivate.pl), specjalizującej się w tworzeniu nowoczesnych, przyjaznych użytkownikowi serwisów internetowych oraz aplikacji dedykowanych. 

 

 

Zdjęcie główne artykułu tookapic.com/emotional/ | CC0 1.0

Komentarze (0)