... ... ...

Polscy millenialsi wyceniają swoje kompetencje ośmiokrotnie niżej niż ich szwajcarscy koledzy

Dodane

22-12-2016

Informacja prasowa
42 tys. zł. rocznie – tyle chcieliby zarabiać młodzi Polacy wchodzący na rynek pracy. Ilu z nich skusi praca za granicą? Nie wiadomo. Pewne jest jedno: w Szwajcarii po studiach oczekuje się niemal 8 razy tyle.

To alarmujące dane - szczególnie dla pracodawców - bo na rynku coraz trudniej o wykwalifikowanych pracowników.

Zdjęcie główne artykułu by pexels.com

W badaniu Universum Global  The Global Cost of Talent 2016 udział wzięło ponad 580 tys. absolwentów uczelni wyższych kierunków biznesowych i inżynierskich z 57 krajów. Wszyscy odpowiadali na jedno pytanie: Jakie są twoje oczekiwania finansowe w pierwszej pracy po zakończeniu studiów? Polska znalazła się na wysokim 5 miejscu, ale…od końca. 

Polak się nie ceni

Na pierwszym miejscu Europy pod względem finansowych oczekiwań znalazła się Szwajcaria, gdzie absolwenci kierunków biznesowych i technicznych wycenili swoją pierwszą pracę na 80 tys. dolarów rocznie. Kolejne miejsca zajęły Dania i Norwegia z oczekiwaniami rzędu 60 i 55 tys. rocznie, a zaraz za nimi uplasowały się Niemcy i Szwecja z kwotą między 45 a 50 tys. Jednocześnie we wszystkich przypadkach oczekiwania finansowe absolwentów kierunków technicznych były nieco wyższe niż tych po kierunkach biznesowych. 

Co ciekawe respondenci z krajów Europy Wschodniej byli w stanie zaakceptować dużo skromniejsze pensje względem ich rocznych kosztów utrzymania niż ich rówieśnicy z innych krajów. Najlepszym tego przykładem są chociażby odpowiedzi polskich absolwentów, ponieważ na ich podstawie w badaniu zajęliśmy pozycję piątą od końca, zaraz za Węgrami, Czechami i Turcją. 

Mniej więcej 42 tys. zł rocznie – tyle za rok w swojej pierwszej pracy oczekują polscy absolwenci. W przeliczeniu na złotówki daje to około 3500 zł miesięcznie, przy czym warto podkreślić, że wyniki dotyczą absolwentów kierunków biznesowych i technicznych, czyli jednej z grup specjalistów teoretycznie najlepiej opłacanych w naszym kraju. Jak twierdzi Anna Węgrzyn wieloletni praktyk HR i kierownik projektu mHR EVO w firmie BPSC.

– Pracodawcy powinni przede wszystkim skupić się na zatrzymaniu i rozwijaniu pozyskanych do organizacji młodych talentów. Wbrew pozorom millenialsi nie wyjeżdżają za granicę wyłącznie z powodów materialnych. Jadą, bo tam pracodawcy poświęcają znacznie więcej uwagi lepszemu dopasowaniu kwalifikacji pracownika do stanowiska. Dzięki temu pracuje się wydajniej, spokojniej, po prostu osiąga się więcej. W wielu polskich firmach wciąż mamy do czynienia z kulturą organizacyjną osadzoną w epoce głębokiego kapitalizmu, w której inwestycja w pracownika jest postrzegana jedynie, jako wypłacanie mu comiesięcznego wynagrodzenia. Obecnie to za mało – uważa Anna Węgrzyn.

– Brakuje też narzędzi informatycznych, które pozwalają zwymiarować potencjał pracownika, dopasować go do roli w organizacji i pomóc w jego rozwoju. Firmy powinny inwestować przede wszystkim w rozwój wewnętrznego rynku pracy, który ma nadążać a wręcz wyprzedzać potrzeby biznesowe organizacji. Dla pracodawcy jest to inwestycja o wyższej stopie zwrotu niż kolejny proces rekrutacji na zewnętrznym rynku pracy i wyławianie z rynku kolejnych roczników absolwentów.

Czy polski rynek pracy zostanie zdrenowany?

 „Efekt drenażu mózgu” to coraz powszechniejsze zjawisko dotyczące utalentowanych pracowników, którzy podążają od kraju do kraju w zależności od tego, gdzie mogą zarabiać więcej. To oczywiście nie jedyny z czynników, bo jeśli mowa o millenialsach liczy się również „work-life- balance”, poczucie celowości wykonywanych zadań i życie w zgodzie z wyznawanymi wartościami, czy elastyczne warunki pracy. Problem jednak w tym, że w ogólnym rozrachunku atrakcyjności form zatrudnienia i wynagrodzenia, to Polska jako kraj może zostać „zdrenowana”. 

Z badania Work Service wynika, że migrację zarobkową w pierwszym półroczu 2016 roku rozważało około 19% Polaków aktywnych zawodowo lub potencjalnych uczestników rynku pracy. 62% z nich, to osoby młode do 35 roku życia, przy czym aż 79% jako główny powód wskazało wyższe zarobki.

Jak zauważa Anna Węgrzyn. – To przede wszystkim przestroga dla pracodawców. Obecnie notujemy najniższy od 25 lat wskaźnik bezrobocia, co oznacza, że pozyskanie pożądanego pracownika nie jest już takie proste, a biorąc pod uwagę prognozy demograficzne będzie tylko trudniej. Firmy, które chcą pozyskać młode talenty powinny przede wszystkim inwestować w narzędzia, które pomogą im przyciągnąć i utrzymać najlepszych, zanim Ci postanowią zacząć zarabiać w euro lub dolarach, albo zanim zdecydują się „dać szansę” na spełnienie swoich ambicji innemu pracodawcy – przestrzega ekspertka.

Komentarze (0)