... ... ...

Po publikacji reportażu pt. "Król startupów nie płacił pracownikom. Poznański przedsiębiorca skazany"

Dodane

29-08-2016

Marcin Małecki
W ubiegły piątek opublikowaliśmy komentarz Waldemara Ariela Gali, który postanowił wypowiedzieć się na temat informacji zawartych w naszej publikacji. Zarzucił autorowi tekstu nierzetelność oraz to, że opisał fikcyjne zdarzenia i bohaterów. Odpowiadamy na te zarzuty.

Poniżej zamieszczamy treść komentarza Waldemara Ariela Gali, który został nam dostarczony przez prawnika. Reportaż, którego dotyczy powyższy komentarz można przeczytać tutaj.




Adam Łopusiewicz, autor tekstu pt. "Król startupów nie płacił pracownikom. Poznański przedsiębiorca skazany", odniósł się do zarzutów i postanowił je skomentować. Treść jego wypowiedzi poniżej:

Przesłany komentarz był jedyną wypowiedzią p. Gali, którą uzyskaliśmy w sprawie naszego reportażu. Wcześniej, podczas pracy nad tekstem, kilkukrotnie starałem się o to, aby mógł skomentować historie zawarte w artykule, bo chciałem poznać jego wersję. Niestety ani razu nie udzielił mi odpowiedzi, mimo że zaproponowałem także spotkanie przy obecności jego prawnika.

Postanowiłem zacytować fragmenty komentarza p. Gali i odnieść się do nich.

1. Marcin

"Nie jest prawdą, jakoby osoba przedstawiona w artykule imieniem "Marcin" wykonała jakiekolwiek prace dla Punk Team sp. z o.o." pisał p. Gala.

W tekście nigdzie nie pojawiła się nazwa, tym bardziej dziwi mnie, że w komentarzu zarzucono mi napisanie nieprawdy. Na część komentarza p. Gali dotyczącej osoby "Marcina" trudno odpowiedzieć, gdyż informator prosił o zachowanie anonimowości. Dlatego też nie ujawniłem jego danych osobowych. Powiem tylko, że w przypadku "Marcina" to p. Gala zabiegał o zlecenie, nie jest też prawdą, że do zawarcia umowy z Marcinem nie doszło.

Przygotowując ten fragment reportażu rozmawiałem z trzema osobami: 1. Z Marcinem, który był Project Managerem w poznańskiej agencji kreatywnej. Opowiedział mi o całym zdarzeniu i współpracy z p. Galą; 2. Z przełożonym Marcina, który potwierdził wersję Marcina, jak i zawarcie umowy z p. Galą, która w ostatczeności nie została wykonana. 3. Rozmawiałem też z byłym pracownikiem p. Gali, który z ramienia przełożonego miał "trzymać rękę na pulsie" przy realizacji zlecenia.

Mam wrażenie też, że Pan Gala nie zrozumiał tego fragmentu tekstu: "G. nic nie zyskuje na sprawie, bo firma nie pracuje na jego serwerze i szybko odcina zleceniobiorcy dostęp do kodu. Marcin traci tylko swój czas. Ma więcej szczęścia niż inni." To firma Marcina odcięła p. Gali dostęp do powstałego kodu, ponieważ pracowała na swoich serwerach.  

2. Kamil

"... historia osoby określanej "Kamil" jest kompletnie fikcyjna. Okoliczności przedstawione w związku z nią nie mają najmiejszego podobieństwa ze współpracą z jakimkolwiek kontrahentem. Z całą pewnością Pan Waldemar Ariel Gala stwierdza, że nie pracował z taką osobą" - napisał prawnik p. Gali w przesłanym oświadczeniu.

Podobnie jak w przypadku wspomnianego wcześniej Marcina, Kamil to bohater reportażu, który prosił o zachowanie anonimowości. Dlatego zmieniłem jego imię, niemniej historia, którą przedstawiamy jest prawdziwa. Fragment komentarza "z całą pewnością Pan Waldemar Ariel Gala stwierdza, że nie pracował z taką osobą" moim zdaniem mija się z prawdą. Gdyby p. Gala nie współpracował z "Kamilem", to nadal nie toczyłaby się sprawa sądowa przeciw dwóm członkom zarządu utworzonej wspólnie spółki, a byli nim Kamil i p. Gala.

"Osoba, która jakoby przelewem dokonała wpłaty kwoty kilkudziesięciu tysięcy złotych na kapitał zakładowy spółki, która nie powstała, nie powinna mieć raczej problemu z udowodnieniem swoich racji".

Przygotowując fragment artykułu, w którym występuje osoba o imieniu Kamil, opierałem się na dostarczonej mi dokumentacji. Mój informator przedstawił mi nie tylko swoją wersję historii, ale też dokumenty mające potwierdzić wszystko, co mówił. W dokumentacji do reportażu mam zachowane potwierdzenia przelewów wysłane na konto p. Gali, zatytułowane nazwą spółki, która miała powstać. Pytałem Kamila, dlaczego nie walczył o te pieniądze w sądzie. Odpowiadał, co zamieściłem w reportażu, że po prostu stracił nadzieję na ich odzyskanie. Poniżej przypominam fragment mojego tekstu:

"Kamil czuje się oszukany. Stracił 20 tys. zł i wytoczono przeciw niemu proces. Zbiera materiały, by pozwać G.. Kontaktuje się z prawnikami, ale cały czas ma w głowie, że może mu się nie udać. Dobijają go teksty w mediach z informacjami o G., który pokazany jest jako człowiek sukcesu. Gdy pół roku od ostatniej rozmowy pytam go, jak dalej potoczyła się sprawa, odpowiada krótko. – Dałem sobie z tym spokój, szkoda czasu. Jak zobaczyłem ostatnie informacje o G. w dużych branżowych portalach, ale i u blogera, którego znam osobiście, to ręce mi opadły – odpowiada."

3. Tomek

"Równie nieprawdziwa jest historia osoby opisywanej jako "Tomek G." Żaden z podwykonawców nie miał swojej siedziby, ani pracował stale ze swoim zespołem w biurze firmy p. Waldemara Ariela Gali".

Tomek to kolejna osoba, która prosiła o zachowanie anonimowości. Na jej prośbę dokonałem kilku zmian w szczegółach jego historii, ale najważniejsze fakty pozostawiłem bez zmian. Na dowód tego, że p. Gala mija się z prawdą pisząc, że żaden z podwykonawców nie miał swojej siedziby w jego biurze, pozwolę sobie zacytować jeden z postów, które zamieścił na profilu facebookowym jego firmy. "Nasze biuro dzielimy z częścią ekipy z [tu pada nazwa firmy]. Bardzo, bardzo się cieszymy. No i witamy!". Wymieniona firma również realizowała zlecenia dla firmy p. Gali.

4. Przemek

"Nie mająca związku z rzeczywistością jest historia osoby, która po zawodzie spowodowanym próbą współpracy z "Marcinem" miała zrealizować projekt dotyczący usług sprzątania. Osoby takiej nie było, natomiast freelancerzy, którzy ten projekt zrealizowali są kontrahentami spółek p. Waldemara Ariela Gali do dziś".

Cztery firmy zewnętrzne miały wspomóc realizację projektu dotyczącego usług sprzątania. Były to dwie firmy z Poznania, jedna z Wrocławia i jedna z Krakowa. Rozmawiałem z przedstawicielami trzech z nich, każdy potwierdził, że miał zrealizować dany projekt, ale z jakichś powodów nie została zakończona. Dochodziło do podpisania umów, ale zazwyczaj kończyła się na etapie zaliczki. Zdaniem moich rozmówców, zaliczka nie została wpłacona.

5. 50% wynagrodzenia

"Historia osoby, której spółka biznesmena miała nie zapłacić 50% wynagrodzenia wykazuje podobieństwo do historii agencji, w umowie z którą był zapis o możliwości zmniejszenia wynagrodzenia w przypadku opóźnienia. Agencja spóźniła się o dwa miesiące, przez co spółka poniosła wymierne szkody i skorzystała zatem z zapisu umownego".

We fragmencie komentarza wyżej, z pkt. 4, p. Gala wspomina, że żadna agencja nie realizowała zlecenia dla projektu do usług sprzątania. Sprzeczna wydaje się więc wypowiedź cytowana w pkt. 5, w której pisze, że jakaś agencja spóźniła się z pracą i dlatego nie otrzymała 50% wynagrodzenia. Pan Gala moim zdaniem ponownie mija się z prawdą, ponieważ w artykule napisałem o tym, że firma nie otrzymała zaliczki, o której była mowa w umowie.

Miała być ona często połową całej wartości zlecenia. Problem w tym, że p. Gala zarzuca "agencji" to, że nie otrzymała pieniędzy za zlecenie ponieważ spóźniła się dwa miesiące z realizacją zlecenia. Przypominam: historia "agencji" Przemka przedstawia problem związany z zaliczką, czyli czymś co wpłaca kontrahent przed realizacją umowy. Według Przemka p. Gala nie zapłacił zaliczki, co było jednym z powodów zerwania współpracy.

6. Historia p. Gali

"Nie jest prawdą, jakoby Waldemar Ariel Gala zajmował się tworzeniem oprogramowania dla aktywacji pakietów internetowych, ani że był w Niemczech właścicielem Agencji, która zajmowała się kampaniami AdWords oraz Facebook Ads" czytamy w nadesłanym oświadczeniu. 

Nie miałem możliwości porozmawiać z p. Galą i dowiedzieć się bezpośrednio od niego, czym zajmował się zanim otworzył swój biznes w Polsce. Kilkanaście osób, które pracowały u niego, ale też znały p. Galę nie potrafiło mi opowiedzieć o dokładnej historii działania jego poprzednich firm. Dlatego też postanowiłem skorzystać z treści zawartych na blogu p. Gali i na ich podstawie opisać historię "sukcesu" p. Gali.

W oświadczeniu zarzucono, że p. Gala nie zajmował się tworzeniem oprogramowania dla aktywacji pakietów internetowych. Pozwolę sobie zacytować fragment historii, którą znalazłem w zakładce "O mnie" na jego blogu.

"Tak więc usiadłem przy telefonie i zacząłem wydzwaniać pytając: „Czy korzystają już Państwo z usług telekomunikacyjnych z nieograniczonym dostępem do internetu?” – to było zdanie, które prześladowało mnie w moich snach, którego średnio używałem setki razy na dzień rozpoczynając rozmowę telefoniczną. Moja pierwsza historia sukcesu rozpoczęła się, powstawały sklepy telekomunikacyjne pod nazwą „telephonique“. Wówczas zauważyłem, że wydajność jest osiągalna wyłącznie w połączeniu z internetem. Zaprojektowałem więc wraz z dwoma programistami rozwiązanie Software, które umożliwiło sprzedawcom bezpośrednie aktywowanie umów klientów i kart do telefonów komórkowych w punkcie sprzedaży. Wcześniej każdy sprzedawca usług telekomunikacyjnych w Niemczech musiał przesyłać swój wniosek faksem do spółki telekomunikacyjnej i czekać na aktywację telefonu 2-3 dni. Dzięki mojemu rozwiązaniu nagle wszystko można było załatwić w ciągu 15-20 minut."

W oświadczeniu p. Gala napisał też, że "[nie] był w Niemczech właścicielem Agencji, która zajmowała się kampaniami AdWords oraz Facebook Ads". Przytoczę kolejny fragment jego opowieści, z którą podzielił się czytelnikami bloga.

"założyłem kommunikationsWERK – agencję zajmującą się planowaniem komunikacji – i swoją największą pasję: dystrybucję, storytelling oraz komunikację uczyniłem swoim zawodem."

Jak wyglądało to "planowanie komunikacij"? Według kilku autorów, którzy opisali swoją współpracę z p. Galą, miało ono polegać na przygotowywaniu kampanii reklamowych dla firm działających w internecie. Firma p. Gali miała przygotowywać kampanie AdWords i Facebook Ads.

7. Junior programista

"Nie jest prawdą ze spółki bohateria publikacji nie wymagają od kandydatów do pracy kompetencji i że płacą Junior programistom ponad 5 000 PLN netto."

Pan Gala odnosi się w tym przypadku do słów jednej z byłych pracownic firmy, która powiedziała mi (co zacytowałem w tekście): "Proponował dużo, jak dla świeżych absolwentów uczelni. Nie wymagał doświadczenia, liczyły się chęci. Junior programiście płacił nawet 5 tys. złotych brutto miesięcznie".

Przypuszczam, że autorce wypowiedzi chodziło o duże doświadczenie. Jej zdaniem w zespole pracowały osoby świeżo po studiach, które zarabiały za dużo w stosunku do umiejętności. To jej opinia, nie moja. Trudno weryfikować opinie, dlatego postanowiłem zamieścić ją w formie cytatu, a nie przedstawionych faktów. Jak widać, po niektórych ogłoszeniach o pracę w pańskich firmach, mogła mieć rację. Zacytuję jedno z nich "Dołącz do naszego startupowego zespołu! Poszukujemy studentów do pracy na pół etatu w zespole sales&partnership!"

Co do zarzutu, że p. Gala nie płacił Junior programistom ponad 5 000 PLN netto, pozwolę sobie przytoczyć fragment ogłoszenia o pracę, którego celem było pozyskanie pracownika do jednej z firm zarządzanych przez p. Galę. "Stanowisko: Junior PHP Developer Zatrudnienie: umowa o pracę, nie lubimy śmieci Zarobki: 3.000.- do 5.000.- PLN netto (w zależności od umiejętności)".

8. Król startupów

"Pan Waldemar Ariel Gala nigdy nie nazwał siebie królem Startupów, ani nie twierdził, że osiągnął w Niemczech wszystko."

Wszyscy z kilkunastu moich rozmówców potwierdzili, że p. Gala lubił opowiadać o swoich sukcesach w Niemczech. Zdarzało mu się mówić, że osiągnął tam tak wiele, że teraz chce spróbować swoich sił w innym kraju. Powtarzał to na każdym roku, nawet w cytowanym wcześniej punkcie ogłoszeniu o pracę napisał "W Berlinie juz dużo osiągnęliśmy, teraz, z miłości do Poznania, działamy w Polsce."

Co do "króla startupów" - o takim określeniu usłyszałem pierwszy raz od jednego z byłych bliskich pracowników p. Gali, a później od jeszcze innego. Postanowiłem wykorzystać to określenie, choć nie pojawiało się we wszystkich wypowiedziach bohaterów, na których oparłem tekst, również ze względu na to, jak o p. Gali pisały media.

9. Wyrok

"Nie jest prawda, ze kiedykolwiek w Punk Team sp. z o.o. lub wcześniejszej firmie Punk Internet sp. z o.o. ktoś musiał tygodniami czekać na wypłatę. W artykule napisane jest o inkubatorze p. Gali, wiec te nieprawdziwe twierdzenia miały w intencji autora dotyczyć którejś z wymienionych przed chwilą spółek."

Świadkowie zeznający pod przysięgą, inspektor Państwowej Inspekcji Pracy, a wreszcie i sąd stwierdzili, że takie nieprawidłowości były, ale - nie jak prawnik p. Gala twierdzi w Punk Team i Punk Internet - tylko w innej firmie prowadzonej przez p. Galę, o czym także napisałem w reportażu. Przypominam fragment:

"Anna Wabich z ramienia Państwowej Inspekcji Pracy przedstawia wyniki kontroli spółki G., którą zamknął kilka dni po ostatniej wizycie."

"Nieprawdziwe są informacje dotyczące skazania Waldemara Ariela Gala za przestępstwa niepłacenia pracownikom wynagrodzenia i ekwiwalentu za urlop oraz nieuiszczania składek na ubezpieczeni społeczne w Polsce, ani w Niemczech".

W uzasadnieniu wyroku sąd wyraźnie zaznaczył, że właśnie wymienione czynności były przyczyną do ukarania p. Gali karą grzywny. Jeśli twierdzi Pan inaczej, chętnie zapoznam się z orzeczeniem sądu, które wskazywałoby pańską wersję.

"Całkowicie fikcyjne są informacje dotyczące skazania przez niemiecki sąd przedsiębiorcy za oszustwa finansowe. Waldemar Ariel Gala został ukarany za wykroczenia dotyczące obowiązków administracyjnych związanych z zatrudnieniem (np. dopuszczenie do pracy osoby bez ważnego zaświadczenia lekarskiego"

Sąd rozpatrując pozew m.in. o ukaranie p. Gali za niepłacenie wynagrodzeń, wysłał do Ministerstwa Sprawiedliwości "zapytanie o udzielenie informacji o osobie". W odpowiedzi Ministerstwo przysłało wykaz wyroków skazujących za wykroczenia związane z prowadzonymi działalnościami m.in. w Niemczech. Jedną z nich określono właśnie jako "umyślne przestępstwo podatkowe i celne". Za to wykroczenie ukarano p. Galę grzywną.

Za cztery przestępstwa finansowe w kwietniu 2012 roku p. Gala został skazany na "pozbawienie wolności, szczegółowy wymiar kary 1 rok 10 miesięcy". Wymierzenie kary zawieszono z poddaniem sprawy próbie.

10. Poznań

"Całkowicie nieprawdziwe są rzekome negatywne wypowiedzi na temat Polski, Polaków czy cytowana w artykule niepochlebna wypowiedź na temat Poznania".

Jako, że nie miałem możliwości porozmawiania z p. Galą i w tym przypadku posłużyłem się wypowiedzią zamieszczoną na pańskim blogu. Prawnik p. Gali w przesłanym oświadczeniu twierdzi, że zacytowałem negatywnej wypowiedzi na temat Polski i Polaków. Nie napisałem nigdzie, że są negatywne, bo ocenę wszystkich faktów pozostawiam czytelnikom. Tak jest też w tym przypadku:

"Zawsze pytacie się, dlaczego żaden z odgrywających znaczną rolę w Europie start-upów nie pochodzi z Poznania. Odpowiedź jest prosta: Wy po prostu zabijacie wszystko, co się bardziej wyróżnia, jest bardziej kolorowe czy inne niż Wy. Do tego zajmujecie się za często czczym gadaniem, zamiast tym co naprawdę jest ważne, czyli Waszym biznesem."

11. Media

"Waldemar Ariel Gala nie unika kontaktu z mediami. Nie zamierza jednak podejmować jakiejkolwiek współpracy z osobami nieprofesjonalnie wykonującymi swoje obowiązki, z góry odmawiającymi przewidzianego w ustawie prawo prasowe uprawnienia do autoryzacji wypowiedzi".

Ustawa prawo prasowe przewiduje autoryzację wypowiedzi, a nie całego artykułu. Ponad rok temu przygotowując artykuł pt. "Chciał pomagać innym zrobić biznes, a nie płacił pracownikom?" poprosiłem o udzielenie komentarza do tekstu, Pan jednak wymagał ode mnie przysłania całego artykułu do autoryzacji. Prawo nie wymaga ode mnie podporządkowania treści artykułu wskazówkom autora wypowiedzi, którego cytuję.

W przypadku reportażu pt. "Król startupów nie płacił pracownikom. Poznański przedsiębiorca skazany" nie przyjął Pan propozycji udzielenia komentarza. 

Komentarze (0)