Często słyszę, że prowadzenie startupu przypomina toczenie głazu pod górę. Bliższe mi jest porównanie płynięcia łodzią po oceanie. Sama doświadczam tego, że jest czas, kiedy wiatr sprzyja i wszystko idzie zgodnie z planem, czasem płynę wolniej, czasem nastaje burza i wtedy potrzebuję wzmocnienia.

Przedsiębiorca musimy być świadomy tego procesu i czasem z „ponadludzką” wydawałoby się cierpliwością i wytrwałością konsekwentnie robić to, w czym się specjalizuje, będąc jednocześnie czujnym na to, co się wokół dzieje. Ważne, żeby płynąć, realizować cele i wyznaczać kolejne, co da satysfakcję w prowadzeniu biznesu.

Chciałam zatrzymać się dziś na chwilę na tych trudnych momentach, bo kryje się tam bowiem coś, co czasem niepotrzebnie zwalnia tempo, z jakim ta nasza łódź płynie. Często dzieje się tak, że kiedy okoliczności nam nie sprzyjają, automatycznie, nieświadomie wchodzimy w rolę ofiary, koncentrując się na przeciwnościach, które mamy wokół siebie. Z faktami trudno dyskutować, bo może rzeczywiście ktoś z pracowników popełnił krytyczny błąd, może pojawił się kolejny gracz na rynku, może zawiódł partner biznesowy itp.

I nie ma nic złego w tym, że te przeciwności widzimy (sic!), ale zagrożenie dla tempa rozwoju biznesu tkwi w tym, co wówczas myślimy, jak bardzo oraz jak długo się na tych myślach koncentrujemy.

Ostatnio sama złapałam się na tym, że mimo tego, że jestem osobą bardzo skoncentrowaną na celu, zadaniu, trudności postrzegam jako wyzwania a nie problemy, to zdarza mi się, że kiedy odczuwam fizyczne zmęczenie albo jest to czas, kiedy chciałabym, aby ta moja łódź płynęła szybciej, pojawiają mi się bardzo niekonstruktywne myśli i na nich koncentruję uwagę. Wtedy głowę zaprząta mi to, że na kimś się zawiodłam, ktoś nie dotrzymał terminu, kurs dolara szaleje itp Wydaje mi się, że cały świat przeciwko mnie.

Jeśli zdarzają Ci się takie myśli (a zapewniam, że każdemu się zdarzają, tylko mniej lub bardziej jesteśmy tego świadomi), zatrzymaj je, nie pozwalając im zatruwać Twojej uwagi i przenosić Twoich frustracji na innych. Te myśli nie są konstruktywne, nie potrzebujesz ich, bo w żaden sposób nie pomagają w dotarciu do celu. Czasem słyszę od klientów, że „jestem tylko człowiekiem, czasem już mam ochotę na chwilę odpuścić i ponarzekać”. W odpowiedzi mówię, że „właśnie dlatego, że jesteś aż człowiekiem, i to przedsiębiorczym, ambitnym, ciężko pracującym, dlatego nie oddawaj steru swoim frustracjom, które mogą podstępnie zniszczyć tak Twoją motywację, jak i zaangażowanie Twojego zespołu; właśnie w tych momentach weź pełną kontrolę nad sytuacją.”

Co zatem zrobić?

  1. Kiedy tylko czujesz, że szukasz winnych, wchodząc w rolę ofiary, zatrzymaj się i złap myśl, pytanie, które masz właśnie w głowie.
  2. Wypowiedz to na głos, np. „I kto się tym teraz zajmie?”.
  3. Przeformułuj tę myśl tak, żeby znalazło się tam wyraźne „JA” – wskazanie na Ciebie + działanie – co konkretnie TY w tej sytuacji ZROBISZ. Oto kilka przykładów:

Zamiast myśleć: Dlaczego mi się to przytrafia?, zapytaj: Co JA ZROBIĘ, żeby następnym razem się to nie powtórzyło?

Zamiast myśleć: Ja nigdy się z tym produktem nie przebiję, zapytaj: Jakiej pomocy (JA) POTRZEBUJĘ, aby ruszyć z miejsca? Kogo POPROSZĘ o pomoc, z kim PRZEDYSKUTUJĘ kolejne kroki?

Zamiast myśleć: Nigdy nie zatrudnię dobrej osoby, zapytaj: Co ZROBIĘ inaczej, żeby kolejny raz nie popełnić tego samego błędu przy rekrutacji? O tym, jak zatrudnić właściwą osobę na pierwszym razem pisałam w tym artykule.

Gorąco Cię zachęcam do tego ćwiczenia, zobaczysz, jak zaczną się otwierać przed Tobą nowe możliwości. Rola ofiary jest wygodna, ale czy się opłaca? Szkoda czasu i możliwości biznesowych, które codziennie masz przed sobą. Granice rozwoju Twojej firmy są często w Twojej głowie. Masz nad tym kontrolę!

Anna Sarnacka

Master Certified DISC Behavioral Consultant z EFFECTIVENESS, autorka bloga www.disc.com.pl

Komentarze (0)