Nie dla każdej korporacji wykształcenie wyższe to wymóg decydujący o przyjęciu do pracy. Brytyjski koncern Ernst&Young będzie zatrudniać osoby z niższym stażem uczelnianym. Zdaniem zarządu spółki nie ma korelacji między poziomem wykształcenia, a zdolnością do podołania zawodowym obowiązkom.

Nie studia, czynią pracownikiem

W wielu przypadkach ścieżka kariery zaczyna się zazwyczaj w ten sam sposób. Po zdanym egzaminie dojrzałości wybieramy się na studia, mając nadzieje, że w przyszłości potencjalni pracodawcy docenią nasz trzy- lub pięcioletni trud, który włożyliśmy w zdobycie wykształcenia wyższego. Rzeczywistość jednak bywa brutalna i zdarza się, że np. inżynier budownictwa ląduje w McDonald’s serwując hamburgery, a magister ekonomii rozkłada towar w Tesco.

Z drugiej strony mamy pracodawców, którym zależy na tym, żeby spośród licznego grona absolwentów szkół wyższych wyłowić „perełki” zdolne do efektywnej pracy. I tu czasem pojawia się rozczarowanie, bo okazuje się, że osoby z dyplomem uniwersyteckim nie są, jak mogłoby się wydawać, przygotowane do wykonywania zawodowych obowiązków. Zdaniem Maggie Stilwell z Ernst&Young, koncernu doradczo-audytorskiego, nie istnieje związek między wykształceniem wyższym, a zdolnością do podołania pracowniczym zdaniom.

Zbadali 400 absolwentów

Zespół stojący za brytyjską korporacją przeprowadził wewnętrzne badania, w których wzięło udział czterystu studentów. Organizatorom zależało na zweryfikowaniu prawdziwości założenia: ukończenie uczelni wyższej jest równoznaczne z osiąganiem lepszych efektów w pracy. Wnioski wyciągnięte z badania dają do myślenia. - Nie znaleźliśmy dowodów potwierdzających związek między sukcesami w szkolnictwie, a sukcesami w pracy - powiedziała Maggie Stilwell w rozmowie z serwisem The Huffington Post.

W efekcie badań, zarząd spółki zapowiedział zmiany w procesie rekrutacyjnym. Jak stwierdzono, brak wykształcenia wyższego nie będzie już stanowił w Ernst&Young bariery dla aplikujących, która „z marszu” dyskwalifikowałaby ich kandydaturę. Jednocześnie nie oznacza to, że dyplom uczelni wyższej przestał mieć dla koncernu znaczenie. Rekruterzy nadal będą przeglądać CV pod kątem wykształcenia i najprawdopodobniej pierwszeństwo w uzyskaniu etatu otrzymają konkurenci bardziej zaawansowani w edukacji.

Komentarze (0)