- Elementem przełomowym w moim życiu był coaching. Przy wsparciu trenera ułożyłem w głowie wiele tematów z zakresu zarządzania firmą - mówi Wiktor Sarota, prezes zarządu inFakt.pl. W cyklu pt. Startupowa 11 opowiada nam o swoich początkach w biznesie.

Wiktor Sarota jest współzałożycielem i prezesem zarządu inFakt sp. z o. o. Od 2008 roku buduje wspólnie z zespołem firmę zmieniającą rynek usług księgowych w Polsce. W rozmowie z nami opowiada o pierwszych pieniądzach, które zarobił sprzedając na targu owoce i warzywa. Wiktor Sarota zdradza nam też, kto go inspiruje i dlaczego właśnie tę osobę zaprosiłby do współpracy. Zapraszamy!

Na zdjęciu: Wiktor Sarota, prezes zarządu inFakt Sp. z o.o.

Co najwięcej nauczyło Pana na temat przedsiębiorczości?

Jak zastanawiam się nad tym pytaniem, to w pierwszej kolejności przychodzi mi na myśl pobyt w Anglii. Mieszkając na Wysypach, czas wolny poświęciłem na czytanie dużej ilości książek. Teraz z perspektywy czasu, uważam, że wiedza którą wówczas nabyłem, pozwoliła mi przygotować się do przedsiębiorczości. Drugim elementem przełomowym w moim życiu był coaching. Przy wsparciu trenera ułożyłem w głowie wiele tematów z zakresu zarządzania firmą.

Na koniec, poszukiwanie utalentowanych ludzi z potencjałem. Od początku prowadzenia inFaktu, kieruje się zasadą “Szukaj lepszych od siebie”. Dzięki niej poznałem wielu wartościowych ludzi, którzy wywarli na mnie wpływ menedżersko-ludzki.

Jak zarobił Pan swoje pierwsze pieniądze? Na co je Pan wydał?

Było to w wakacje, kiedy miałem 8 lat. Tata zawoził mnie i mojego starszego brata na targ w Nowym Sączu. Na miejscu wspólnie sprzedawaliśmy owoce i warzywa z naszej działki za miastem. Wtedy właśnie zarobiłem pierwsze swoje pieniądze. Aczkolwiek, nie pamiętam już na co je wydałem.

Ma pan 2, 20, 200k złotych na inwestycje. W co Pan inwestuje?

W inFakt. Każde pieniądze inwestuję w swoją firmę.

Ma Pan też możliwość zaprosić do współpracy twórcę znanej firmy. Kogo wybiera Pan i dlaczego?

Z zagranicy zdecydowanie wybrałbym Toney’go Hsieh’a - CEO Zappos.com. Po przeczytaniu jego książki pt. “Delivering Happiness”, spodobało mi się podejście do ludzi oraz fundamentów budowania firmy. W przypadku polskiego rynku, wybrałbym dwie osoby. Pierwsza, Sławomir Lachowski - założyciel i pierwszy prezes mBanku. Uważam, że jest to bardzo mądry człowiek, który stworzył organizację opartą o wartości. To ważne w biznesie. Druga, Wojciech Sobieraj - prezes Alior Banku. Z moich obserwacji wynika, że Alior Bank jest bardzo dobrze zarządzany i opiera się na budowaniu trwałej organizacji.

Projekt, aplikacja, której żałuje, że Pan nie wymyślił?

Krótko, nie ma takiej. Staram się nie patrzeć wstecz, koncentruję się na przyszłości.

Jeśli nie startup, to gdzie by Pan pracował?

Pewnie prowadziłbym własną firmę budowlaną. W trakcie pobytu w Anglii, przez pewien okres pracowałem w branży budowlanej. Bardzo podobała mi się możliwość tworzenia czegoś od podstaw - tak jak to ma miejsce w przypadku inFaktu.

Jak Internet zmienił Pana życie?

Internet jest dla mnie czymś oczywistym i naturalnym.

Jakie miękkie i twarde umiejętności potrzebne są w biznesie?

Według mnie nie ma czegoś takiego jak zestaw umiejętności, który gwarantuje sukces w biznesie. Każdy z osobna buduje swoją firmę na innych wartościach. W moim przypadku jest to prawda i pobudzanie ludzi, z którymi pracuję, do maksymalnego rozwoju swoich umiejętności.

Jak określiłby Pan idealnego partnera w biznesie?

Nazywa się Sebastian Bobrowski, mój obecny wspólnik w inFakcie. Znamy się od dzieciństwa i mamy do siebie pełne zaufanie. Uważam, że stanowimy zgrany tandem, który wzajemnie się uzupełnia.

Co jest kluczem do sukcesu przedsięwzięcia?

Na pierwszym miejscu ludzie, z którymi tworzymy firmę. Następnie ciężka praca.

Jak motywuje się Pan do działania?

Gdy brakuje mi motywacji do pracy, zawsze przypominam sobie pewną historię z dzieciństwa. Jako młody człowiek, odnosiłem, jak mi się wydawało w tamtym momencie, sporo porażek życiowych. W odpowiedzi na nie moja Mama zawsze powtarzała, że imię Wiktor oznacza zwycięstwo. Teraz uważam, że właśnie to proste stwierdzenie towarzyszy mi przez całe życie i czuję, że jest moją wewnętrzną motywacją.

Komentarze (0)