Napracowałeś się nad koncepcją swojego biznesu. Wiesz już, czym ma być Twój produkt, dla kogo powstał i jak go przedstawić, żeby był zrozumiały i atrakcyjny. Dzisiaj zrób sobie dzień przerwy na myślenie o sprawach biznesu z perspektywy finansowej.

Czytasz właśnie szósty odcinek cyklu pt. "Startup w 30 dni". Pokazujemy w nim, jak krok po kroku stworzyć startup. Poprzednie odcinki znajdziesz tutaj

Pierwsze wyzwanie, jakie przed Tobą stoi, to sfinansowanie tego najwcześniejszego etapu prac. W tej chwili zapomnij jeszcze o poszukiwaniu inwestorów. Z ich punktu widzenia jesteś tzw. “Power Point company” - masz pomysł i to bardzo surowy. A z pomysłami jest tak, że nikt tak naprawdę nie potrafi ocenić ich wartości i szans na rynku. Po prostu nie da się tego zrobić.

To jak z piosenkami - nawet najbardziej doświadczony dziennikarz muzyczny czy producent nie wie, co chwyci i stanie się hitem. Nieraz trafisz na wspominki muzyków w rodzaju “wrzuciliśmy tę piosenkę na płytę w ostatniej chwili, nikt na nią nie stawiał i to ona stała się jedynym hitem”. Tak samo jest z pomysłami na biznesy - nikt nie wie, co chwyci. Nikt.

Z tego względu inwestowanie na etapie pomysłu nie wzbudza entuzjazmu inwestorów. Uwierz mi - nawet najlepsze “mózgi” z branży, twórcy Facebook’a, Google’a i Apple’a, nie przewidzą przyszłości.

Na tym najwcześniejszym etapie pracy masz dwa typy kosztów do pokrycia - koszty osobowe (w tym koszty swoje, bo też przecież musisz z czegoś żyć) i wszystkie inne. Te inne są z reguły niższe, jeśli prowadzisz biznes internetowy (serwery itd. są dzisiaj na poziomie małej skali obciążenia tanie), a wyższe, jeśli chcesz wejść np. w tworzenie materialnego produktu, który wymaga prototypowania, testów fizycznych, prac laboratoryjnych itp. Zakładam też, że na tym etapie jeszcze nie wchodzisz w koszty typu biuro, telefony firmowe itd.

Jeśli nie jesteś w stanie wykonać wszystkich prac sam i potrzebujesz kogoś do współpracy, koszty osobowe możesz pokryć na dwa sposoby. Możesz po prostu zapłacić albo dobrać sobie wspólników, którzy razem z Tobą będą pracować nad projektem. Pierwsza opcja jest oczywista, dlatego zastanówmy się nad zaletami i wadami drugiej.

Część zalet jest oczywista - oszczędność finansowa i motywacja do pracy nad “swoim” projektem. Bardzo ważny jest też jednak inny aspekt - posiadanie mocnego, zmotywowanego zespołu będzie bardzo poważnym atutem, jeśli przejdziesz udanie okres niemowlęcy i dojdziesz do tego punktu, w którym rozmowy z inwestorami mają sens dla obu stron. Zespół jest z punktu widzenia inwestora równie ważny, co produkt. Wiele razy spotkałem się opinią, że wybitny zespół więcej wyciśnie z dobrego pomysłu, niż słaby zespół z genialnego pomysłu.

Najgorsze, co możesz zrobić na spotkaniu z inwestorami, to na pytanie o zespół odpowiedzieć “jak już zdobędę pieniądze, to poszukam odpowiednich ludzi” - uwierz mi, to NIE jest odpowiedź, która wzbudzi zaufanie inwestora.

Część wad też jest oczywista - musisz podzielić się z innymi członkami zespołu udziałami. I tu zaczynają się pułapki. Po pierwsze - jak się podzielić? Wbrew pozorom nie musicie dzielić się po równo. Jest oczywiste, że nie każdy wniesie wkład (w postaci doświadczenia, pomysłów, czasu pracy itd.) o równej wartości. To powinno znaleźć odzwierciedlenie w podziale przyszłych udziałów (przyszłych, bo na tym etapie raczej nie ma sensu formalizować przedsięwzięcia poprzez zakładanie spółki).

Po drugie - jak reagować w sytuacji, kiedy stanie się widoczne, że z czasem jedne osoby angażują pełnię swoich sił i energii w projekt, a inne gdzieś odpływają, nie przykładają się tak, jak oczekiwałeś?

Obie te sprawy nie są łatwe. Nie podam Ci żadnej doskonałej, sprawdzonej recepty. Poza jedną - w miarę możliwości jak najwięcej kwestii ustalcie od razu na początku w uczciwej, otwartej rozmowie. I spiszcie to. Zdecydowanie, koniecznie - spiszcie ustalenia na kartce papieru i niech każdy się na tym podpisze. Być może jeszcze nie raz zmienicie te pierwotne ustalenia, ale zawsze na piśmie. Unikniecie przynajmniej sytuacji, w której każdy będzie pamiętał ustalenia inaczej.

Pozostaje jeszcze sfinansowanie kosztów innych, niż osobowe. Na tym etapie masz właściwie dostępne trzy opcje:

  • oszczędności swoje i innych członków zespołu,

  • pieniądze z grupy tzw. 3F - family, friends and fools - to po prostu gotówka, którą pożyczysz lub dostaniesz (w zamian za udziały lub nie) od rodziny, przyjaciół i… hmm, naiwniaków, którzy uwierzą w Twoje opowieści o przyszłym bogactwie,

  • pieniądze od przyszłych klientów z crowdfundingu (poprzez platformy takie jak Indiegogo, Kickstarter czy rodzimą polakpotrafi.pl).

Skupię się na tej trzeciej opcji, bo dwie pierwsze są oczywiste - jeśli tylko masz do nich dostęp, korzystaj! W tym przypadku poprzestanę na jednej prostej radzie, o której zawsze powinieneś pamiętać. Im dalej pociągniesz biznes za swoje, im bardziej będzie on dojrzały w momencie, kiedy zaczniesz rozmowy z inwestorami, tym mocniejsza będzie Twoja pozycja w tych rozmowach i tym mniej oddasz (udziałów, władzy) za więcej (gotówki).

Crowdfunding, czyli forma przedsprzedaży (uwaga - z punktu widzenia prawa nie jest to przedsprzedaż, tylko forma niedookreślonej wzajemnej darowizny) to narzędzie, które oferuje Ci dwie kapitalne korzyści:

  • gotówka na rozwój - oczywista oczywistość

  • uwiarygodnienie projektu - po prostu jeśli żywi ludzie wykładają na stół żywą gotówkę za możliwość uzyskania w przyszłości Twojego produktu, to jest to najlepsza forma uwiarygodnienia projektu.

Zwracam szczególnie uwagę na ten drugi aspekt. Udana kampania crowdfundingowa podziała niesamowicie motywująco na Ciebie i zespół. Doda Wam ogromnego zastrzyku energii do dalszej pracy. A dla Twoich potencjalnych inwestorów będzie bardzo mocnym dowodem, że inwestują w produkt, który ma swoje miejsce na rynku.

Przeczytałeś właśnie szósty odcinek z cyklu pt. "Startup w 30 dni". Zaprosiliśmy do niego 30 polskich przedsiębiorców, których poprosiliśmy o współtworzenie tej historii stworzenia jednego startupu. Każdy odcinek ma na celu przybliżenie jednego dnia z życia startupu i pokazanie, jak wygląda tworzenie e-biznesu od środka. Za tydzień opublikujemy szósty odcinek.

Franciszek Migaszewski

Współwłaściciel i Prezes Efneo

Absolwent SGH z ponad 10-cio letnim doświadczeniem w pracy menedżerskiej. W wolnych chwilach chętnie pomagam za darmo młodym przedsiębiorcom pragnącym założyć startup. Zapraszam na moją stronę www.migaszewski.pl.

Komentarze (0)