Marzyłeś by być „Wilkiem z Wall Street” z ustaloną pozycją biznesową i wolnością finansową?Stworzyłeś swój własny model biznesowy, dzięki któremu miałeś być ciągle up, a nie down, w końcu to startup. Zaczyna się kręcić. Jednak dopadł Cię ten dzień.

Zły dzień. 13. dzień Twojego biznesu. Pozytywne wizje prysły jak bańka mydlana. Chcesz się poddać. I to nie bez powodu – okazało się, że mało kto rozumie czym chcesz się zająć – nawet Ty zaczynasz tego nie rozumieć. Twój biznesplan się nie spina, programista z którym miałeś współpracować wyjechał do Ameryki. Skrzynka mailowa świeci pustkami, żadnego maila od inwestora. Jednak najgorsze ma dopiero nastąpić. Odpalasz Internet, wchodzisz na portal plotkarski i czytasz tragiczne informacje. Anna Lewandowska jest w ciąży, a średniej klasy blogerka pozyskała dużego inwestora, który ogłasza, że właśnie wypuszcza na rynek identyczny produkt. Wypuszcza Twój produkt. A Ty, razem z Krzysiem Cugowskim zaczynasz nucić: „znowu w życiu mi nie wyszło…”.

Jesteś już pewny, że właśnie spełnia się najgorszy scenariusz. Przyznaję – taki 13. dzień dla większości śmiałków oznacza, że 14. dnia nie będzie. Co można zrobić z takim dniem? Usunąć z kalendarza? Zamazać na czarno? A może… przeczekać i uwierzyć w siebie? Badania wskazują, że 90% startupów upada. Ale! – aż 2% osiąga wielki sukces, a 8% przekształci się w normalnie funkcjonujące firmy. To od Ciebie zależy, jak odbierzesz „paradoks szklanki wody”. Sam decydujesz o tym, czy Twoja szklanka będzie w połowie pełna, czy w połowie pusta.

Od czego zacząć?

Zacznijmy od tego, że musisz uwierzyć w swoją wartość. I nie po to, żeby być upartym jak wół i robić startup na siłę. Ale po to, żeby realnie oszacować: czy warto? Ta realna ocena musi być oparta o najważniejszą osobę w tej grze – o Ciebie! O twoje wartości, potrzeby, lęki i ambicje. 

Czas kontra marzenia

Z jednej strony czas. Na pewno jesteś specjalistą w swojej branży lub człowiekiem oświecenia. Czujesz Internet, zarabiasz sporą kasę, masz co robić. Właśnie! Masz co robić. I twój czas jest cenny. To jedyna rzecz, której nigdy nie kupisz, nikt Ci nie podaruje. Może przyjmij, że biznesowo jest warty np. 200 zł za godzinę (za tyle robisz „internety” dla klientów). I załóż, że zanim zbankrutuje twój startup, poświęcisz na niego 2500 godzin (pewnie więcej). Czyli po jednej stronie masz pół „bańki”, albo jak wolisz 100 wyjazdów w ciepłe kraje, w góry lub na wypasione konferencje branżowe.

Z drugiej strony areny stoi wiara i marzenia. Wierzysz w siebie? Czujesz, że masz intuicję? Wziąłeś pod uwagę wszystkie uwagi i spostrzeżenia, które przefiltrowałeś przez głupotę, zazdrość, powierzchowność i brak wyobraźni ich autorów. Masz jeszcze energię, czas i środki. Dalej uważasz, że warto?

Upadłeś – powstań

Spytaj jeszcze raz swoich najbardziej pierwotnych potrzeb: po co to robisz? Czy masz dość wcześniejszego marazmu, a może uwielbiasz niepewność i spełniasz swoje marzenia? Nie chcesz być już szarym pracownikiem, korpoludkiem. Masz dość mordoru na Domaniewskiej i bycia „risorsem”. Nie odpowiada Ci także bycie „Grażyną Internetu” czy „Januszem siłowni”.

Życie jest tylko jedno i przekładanie szans na przełomowe zmiany to ogromne marnotrawstwo. Wypisz sobie co oznacza robienie startupu dla Ciebie. Poukładaj to sobie. Taka motywacyjna lista przyda Ci się wiele razy, nie tylko trzynastego dnia. Zanim podejmiesz decyzję o poddaniu się lub walce, odpocznij. Zwolnij. Znajdź zajęcie, które Cię wyzeruje, ale nie wykończy. I dokonaj wyboru.

Pamiętaj startup to także miejsce na Twoją osobowość, której nie musisz chować pod poprawnym mundurkiem biurowym. To praca i życie, w której robisz rzeczy ważne i istotne dla gospodarki i innych ludzi. Do tego praca w takim miejscu może być najzwyczajniej w świecie przyjemna. Dlatego najlepiej przejdź do dnia 14.

Przeczytałeś właśnie trzynasty odcinek z cyklu pt. "Startup w 30 dni". Zaprosiliśmy do niego 30 polskich przedsiębiorców, których poprosiliśmy o współtworzenie tej historii stworzenia jednego startupu. Każdy odcinek ma na celu przybliżenie jednego dnia z życia startupu i pokazanie, jak wygląda tworzenie e-biznesu od środka. Za dwa tygodnie opublikujemy kolejną część tego cyklu.

Paweł Strykowski

Współwłaściciel Whitepress.pl

Od dwudziestu lat aktywny na rynku e-biznesu. Zajmował się m.in. wdrażaniem systemów ERP/CRM rozwijając firmę WizjaNet sp. z o.o.. Od grudnia 2013 roku jest współwłaścicielem platformy Whitepress.pl, której celem jest ułatwianie publikacji artykułów promocyjnych i eksperckich w wartościowych miejscach w Internecie. W ciągu pierwszego kwartału platforma przyciągnęła ponad 500 serwisów internetowych. Ukończył studia doktorskie w Instytucie Badań Systemowych Polskiej Akademii Nauk. 

Komentarze (0)