... ... ...

Prowadzili bloga, a potem założyli biznes. Tworzą biurowe budki telefoniczne do samodzielnego montażu

Dodane

11-05-2016

Adam Łopusiewicz
Trzy lata temu do Tomka Kapicy i Pawła Ślęczki zadzwonił były szef. – Nie mamy gdzie w biurze rozmawiać przez telefon, wszyscy sobie przeszkadzają. Pomożecie zbudować jakieś ścianki wygłuszające? – zapytał. Ci stworzyli budkę telefoniczną do samodzielnego montażu. Do dziś sprzedali ich blisko setkę.

Pełna treść artykułu dostępna dla naszych stałych czytelników

Dołącz do naszego newslettera lub podaj swój adres, jeśli już jesteś naszym subskrybentem

Partner technologiczny

Na zdjęciu (od lewej): Tomek Kapica i Paweł Ślęczka, założyciele imin booth

Pomieszczenie w pomieszczeniu

Były szef zadzwonił do autorów bloga dla fanatyków designu. Tomek i Paweł pisali na nim o ciekawych rozwiązaniach dla przestrzeni, nie tylko biurowych. Ta jedna rozmowa z byłym szefem sprawiła, że z bloga powstał biznes. – Pamiętam jak wieczorem pojechałem do domu wspólnika i przedstawiłem mu temat. Był to wyjątkowo trudny dla nas czas, bo właśnie startowaliśmy z naszym pierwszym biznesem. Czasu było więc bardzo mało, ale jakoś czuliśmy, że temat jest bardzo ciekawy – wspomina Tomek. 

Na spotkaniu padło hasło budek telefonicznych, które stały się inspiracją do rozwiązania problemu byłego szefa. – Wszyscy pamiętamy czasy, kiedy nie było w domu telefonów i aby zadzwonić biegło się do osiedlowej budki telefonicznej. Pomyśleliśmy, że można by znów zacząć z nich korzystać, ale w innych okolicznościach i w innej przestrzeni – mówi Tomek Kapica. Dochodzą wtedy do wniosku, że nie ma sensu dzielić pomieszczeń i ograniczać przestrzeń w firmie byłego szefa, lepiej zbudować „pomieszczenie w pomieszczeniu”. 

Dwa biznesy na raz

I tak z jednorazowej pomocy byłemu szefowi powstaje pomysł na produkcję dźwiękoszczelnych budek telefonicznych do biur. Po trzech miesiącach powstaje prototyp ulepszonej wersji budek, które później zamontowano w firmie byłego szefa. Zatrudnia coraz więcej, dlatego problem braku miejsca na swobodne rozmowy jeszcze bardzie mu dokucza. – Od tamtego czasu budki przeszły gruntowny lifting pod względem konstrukcyjnym jak i wizualnym. Następną budkę sprzedaliśmy dokładnie po roku od tamtego momentu – opowiada jeden z założycieli imin booth.

W tym czasie powstają kolejne prototypy, zespół sprawdza szereg materiałów dźwiękoizolacyjnych poprawiających akustykę we wnętrzach i przeprowadza testy jakościowe. Samodzielnie opracowuje modularną konstrukcję budek, dzięki czemu klienci mogą samodzielnie je zamontować w swoim biurze. Ruszają też prace nad stroną internetową, ofertą i zaczęły się poszukiwania sposobu na pozyskiwanie Klientów. – Równolegle wystartowaliśmy z pierwszym biznesem, czyli produkcją nowoczesnego oświetlenia. Pracy było naprawdę bardzo dużo – dodaje.

Niezagospodarowany segment

Stworzenie wygłuszającej budki do samodzielnego montażu nie jest łatwe. Na jej potrzeby zespół opracowuje autorski sposób wentylacji budki. – Konstrukcja, która z założenia ma być zamknięta, żeby zapewnić odpowiednie wyciszenie, musiała zostać w taki sposób rozszczelniona, by zagwarantować użytkownikom odpowiednią cyrkulację powietrza przy jednoczesnym braku ingerencji we właściwości dźwiękoszczelne – tłumaczy konstrukcję budek imin booth. Gdy widzą, że pracownicy zaczynają z budek korzystać dochodzą do wniosku, że na pewno przyda się też w innych biurach.

Zanim podejmują decyzję, sprawdzają, ile w Polsce jest metrów kwadratowych powierzchni komercyjnych. Okazuje się, że rynek jest ogromny, a segment niezagospodarowany. Na prace poświęcają więcej czasu niż na etacie, bo prowadzą dwa biznesy jednocześnie. Krótko przed pojawieniem się tematu budek telefonicznych, wystartowali z produkcją lamp. Na jej potrzeby otworzyli sklep internetowy, pozyskiwali salony oświetleniowe, do których wprowadzali lampy w Polsce i Europie i rozwijali ofertę. – Praca nad budkami telefonicznymi odbywała się równolegle, ale była traktowana bardziej projektowo – mówi Tomek Kapica.

17,9 tys. za budkę

Na produkcję budek i lamp poświęcają siedem dni w tygodniu, po kilkanaście godzin dziennie, kosztem snu i życia rodzinnego. Z niepowodzeń i upadków wyciągają lekcje, a zarobione pieniądze wydają na rozwój imin design. Do kosztów pracy dochodzą później koszty prowadzenia sklepu internetowego w Niemczech. – Trochę musieliśmy się nagimnastykować, żeby spiąć budżety – dodaje jeden z założycieli imin design. Sukces w końcu przyszedł, bo do dziś Tomek i Paweł budek sprzedali niemal setkę. Można je spotkać m.in. w Onecie, Calrsbergu, a niebawem w Nordea Banku.

Klientami są również firmy zza granicy, a firma podpisała już umowy redystrybucyjne m. in. z jednym z największych producentów mebli biurowych w Europie, który posiada swoje oddziały na całym Starym Kontynencie, a także w Chinach, RPA i nie tylko. W Polsce koszt zakupu jednej z budek wynosi 17 900 zł netto, a w cenie jest kompletny produkt, czyli ściany z materiałem dźwiękoizolacyjnym, moduł górny z materiałem niwelującym rezonowanie dźwięku, moduł dolny z matą, ściana tylna wykonana z grubego, podwójnego, klejonego szkła hartowanego, a także składana półka i automatycznie uruchamiana po wejściu do budki wentylacja.

Tajemniczy produkt

– Jedynym dodatkowym kosztem jest siedzisko, ale ono nie jest obligatoryjne i Klienci nie muszą się na nie decydować – dodaje. Po wymyśleniu minimalistycznego oświetlenia i dźwiękoszczelnych budek przyszedł czas na kolejny produkt ze stajni imin design. – Pracujemy właśnie nad kolejnym inteligentnym rozwiązaniem do biur, które również związane będzie z komfortowymi warunkami pracy – mówi Tomek Kapica. Nie zdradza jednak szczegółów, zapowiada że produkt będzie miał premierę jeszcze w tym roku. Zespół planuje też ekspansję na inne rynki europejskie. 

Komentarze (0)