... ... ...

Mając 40 lat otworzył firmę z siedzibą w akademiku. Dziś Comarch osiąga miliard złotych przychodu

Dodane

07-07-2016

Adam Łopusiewicz
Gdy w Krakowie pojawił się duży zagraniczny inwestor i starał się wykupić pracowników Comarchu, prof. Janusz Filipiak postanowił interweniować. Konkurent każdemu proponował samochód, więc Comarch nie mógł być gorszy. W końcu w osiągnięciu sukcesu pracownik jest najważniejszy.

Artykuł jest częścią cyklu, w którym opisujemy historie sukcesu znanych marek. W poprzednich odcinkach ukazały się historie sukcesu marek: Ursus, Kross, CCC, Inglot, Solaris i Getin Bank.

Na zdjęciu: prof. Janusz Filipiak, Prezes Comarchu | fot. IDG Poland

Ponad 20 lat temu prof. Janusz Filipiak na uczelni poznał czterech studentów zainteresowanych telekomunikacją. Razem z nimi rozpoczął pracę nad oprogramowaniem dla firmy telekomunikacyjnej. Dziś Filipiak zatrudnia 3,5 tys. osób, a jego firma osiąga miliard złotych rocznego przychodu.

40-latek z luzem i dystansem

Prof. Janusz Filipiak w wieku 19 lat wyprowadził się z rodzinnej Bydgoszczy, by zamieszkać w Krakowie i rozpocząć tam studia. W trzy lata po zdobyciu tytułu magistra napisał doktorat. Kolejne pięć lat zajęła mu habilitacja z komunikacji, a w 1991 roku otrzymał nominację profesorską. Nie zarabiał jednak dużo, więc musiał dorabiać do pensji. Pracował na budowie jako nocny stróż, podczas której pisał pracę habilitacyjną. Po latach zaczął jako naukowiec wyjeżdżać do pracy za granicę, m.in. do Kanady, Australii i Francji. To tam zdobywa wiedzę na temat informatyki dla przedsiębiorstw teleinformatycznych.

– Takiej ekspertyzy brakowało i była bardzo potrzebna. Zyskałem na starcie dużą przewagę. Byłem pełnym energii 40-latkiem z luzem i dystansem, którego brakowało moim kolegom z uczelni i nie tylko – wspominał Janusz Filipiak. Choć niektórzy w tych czasach zarabiali na handlu (kupowali za granicą komputery i sprzedawali je w Polsce), Filipiak zarobione pieniądze inwestował przede wszystkim w rozwój siebie i zatrudnionych ludzi. 

Pierwsze zlecenie

Mimo prosperującej kariery naukowej, prof. Janusz Filipiak postanowił poświęcić się biznesowi (choć nadal był pracownikiem uczelni, pisał prace naukowe i książki z zakresu teleinformatyki). W tamtych czasach na rynku mało było firm wykonujących zlecenia z dziedziny telekomunikacji, a potrzeby były duże. Dlatego firma Comarch powstała w 1993 r., a przyczynkiem do jej utworzenia było pierwsze zlecenie i znudzenie pracą na uczelni. – Przełączyłem się z nauki do biznesu w wieku lat 40, gdy po prostu rozczarowałem się właśnie tym, że nie prowadzi się badań podstawowych – mówił Filipiak.

Dodał, że nikt od niego nie oczekiwał tworzenia mocnego zespołu matematycznego i osiągnięć naukowych. – Była za to ciągła presja na wytwarzanie algorytmów, które będą szybko podlegać komercjalizacji. W pewnym momencie stwierdziłem, że jak mam całe życie prowadzić badania komercyjne, to nie ma sensu tego robić na rachunek uczelni, która zresztą bardzo utrudniała rozwój naukowy i utrudnia do dzisiaj – mówił Prezes Comarchu.

Wtedy to Telekomunikacja Polska S.A. szukała wykonawcy systemu inwentaryzującego firmowe zasoby. Profesora Filipiaka polecił rektor Akademii Górniczo-Hutniczej, a ten przyjął zlecenie i zrealizował je pracując w małym, wynajętym pokoiku w domu studenckim. TP była tak zadowolona ze współpracy z tym młodym zespołem, że zlecała kolejne zadania. Comarch nie skupiał się jednak tylko na zleceniach dla TP, ale realizował swoje projekty. Jednym z nich był uniwersalny system informatyczny, który można było łatwo sprzedać.

Klienci inspiracją

Comarch zatrudniał wtedy sto osób, głównie studentów pracujących na zlecenia, absolwenci byli zatrudnieni na etacie - ich średnia wieku wynosiła wtedy 27 lat. W 1999 r. Comarch wszedł na Giełdę Papierów Wartościowych. Kurs akcji krakowskiej spółki wzrósł na starcie o 102%. W tym samym czasie prof. Janusz Filipiak razem z RMF FM utworzył portal Interia.pl. Rok później stracił ważny kontrakt, bo nowy prezes TP S.A. zmienił dostawcę usług billingowych. Mimo utraty dużego klienta Comarch nie ucierpiał.

Produkował przecież własne systemy, które później sprzedawał bankom czy drobnym przedsiębiorcom. Skąd wiedział, jakie produkty sprawdzą się na rynku? Największą inspiracją do tworzenia nowych produktów byli sami klienci. – Nowe rozwiązania techniczne powstają podczas pracy z klientami, którzy godzą się na rolę królików doświadczalnych. A premią ma być dla nich to nowe, użyteczne narzędzie – wspominał prof. Janusz Filipiak, Prezes Comarchu. Jego spółka szybko weszła na międzynarodowe rynki, m.in. amerykański, bo uważała, że polski jest zbyt mały na taką firmę.

Dzięki temu podejściu pozyskała intratne kontrakty. Pierwsze duże zlecenie przyszło z Japonii, ale po dwóch latach firma mocno zainteresowała się rynkiem amerykańskim i niemieckim.

Za darmo się opłaca

– Kiedy wchodziliśmy na amerykański rynek, trafił do nas właściciel firmy telekomunikacyjnej z Florydy, który oferował najtańsze połączenia do krajów Ameryki Łacińskiej. Zrobiliśmy dla niego system za darmo, bo wiedzieliśmy, że jego rekomendacje otworzą nam rynki w Panamie i Hondurasie. I faktycznie. Dzięki nim zdobyliśmy tam lukratywne kontrakty – wspominał. Strategia ta przyniosła efekty. Comarch rósł w siłę i coraz więcej pracował dla zagranicznych zleceniodawców.

Na potrzeby zagranicznych przetargów i realizacji zleceń, Comarch otworzył w tych krajach małe filie. Zatrudnił po kilkanaście osób do biura, które powoli musiał rozbudować, by pomieścić kolejnych pracowników. Nie zawsze jednak udawało mu się zdobyć tyle zleceń na jednym rynku, by utrzymać pracowników i zarobić na inwestycje. Tak było m.in. z Brazylią czy Czechami.

Dlaczego Comarch nie realizował wtedy zleceń pracując w polskich biurowcach? Po co wydawał pieniądze na zagraniczne filie? – Informatyka jest bardzo zależna od kontekstu kulturowego. Wygląd ekranu w Niemczech, jego kolor i układ jest inny niż w Polsce. Oczywiście nie ukrywamy, że jesteśmy z Polski, ale oni muszą i chcą mieć komfort kupowania towaru dostosowanego do siebie – mówił Prezes Comarchu.

W 2003 roku firma zrealizowała rządowe zlecenie na stworzenie systemu do rozliczania dotacji unijnych warty 20 mln złotych. Rok później Filipiak został prezesem klubu Cracovii Kraków. Jego firma cały czas radziła sobie dobrze, a w 2006 roku osiągnęła 53 mln zł zysku. Rok później majątek prof. Janusza Filipiaka wyceniono na 700 mln zł. W tym czasie sprzedał udziały w Interii za 200 mln złotych.

Nowe spółki-córki

W 2008 r. Comarch za 11,5 mln euro kupił 50% akcji niemieckiej firmy programistycznej - SoftM Software und Beratung AG (później dokupił 30% udziałów). Firma zatrudniała wtedy 2,6 tys. pracowników w kilku siedzibach i osiągała 32,3 mln zł zysku netto. W maju 2009 roku Comarch wygrał zlecenie na kolejny rządowy projekt. Za 35 mln złotych stworzył Elektroniczną Platformę Usług Administracji Publicznej (e-PUB).

Wyniki krakowskiej spółki nadal rosły, a w 2011 r. osiągnęła 36,3 mln złotych zysku netto i wybudowała piąty budynek produkcyjno-biurowy. Rok później osiągnęła zysk w wysokości 30,8 mln złotych i kupiła dwie kolejne spółki. Do Comarchu dołączyły: A-MEA Informatik AG, integrator systemów finansowych i ERP na rynku szwajcarskim oraz ESAProjekt Sp. z o.o., oferująca rozwiązania IT dla klientów z branży medycznej w Polsce.

Firmą zarządzaj jak armią

Comarch w 2015 roku pobił swój rekord i osiągnął miliard złotych rocznego przychodu i 68 milionów złotych zysku. Jednym z kluczowych czynników osiągnięcia sukcesu przez tę firmę byli jej pracownicy. – Krótko mówiąc, sukces zależy od tego, kogo się uda pozyskać do pracy – mówił Prezes Comarchu. Prof. Janusz Filipiak od kilku lat docenia tych najlepszych. Niedawno wynagrodził trzynastu kluczowych menedżerów, obdarowując ich akcjami spółki o wartości 2-4,5 mln złotych. To jednak nie był jedyny raz, gdy musiał walczyć o swoich pracowników.

Po 2000 r., gdy w Krakowie, gdzie mieści się pierwsza siedziba Comarchu, pojawił się duży inwestor starał się wykupić członków zespołu spółki Filipiaka. Prezes Comarchu musiał zawalczyć o swoich pracowników, którzy przecież byli ostoją firmy. Dlatego zaproponował im dodatkową wartość. – Każdy z pracowników, na którym zależało tej firmie, miał dostać m.in. samochód. Aby zatrzymać pracowników w korporacji, szybko została podjęta decyzja przez Comarch o kupnie samochodów dla tych pracowników – mówił Prezes Comarchu.

Jak zdaniem prof. Janusza Filipiaka powinna wyglądać organizacja firmy, by jej pracownicy realizowali założenia? – Firmą trzeba zarządzać jak armią, ale tak jakby znajdowała się w stanie wojny – mówił.

-

Przeczytałeś właśnie historię sukcesu Comarchu, firmy stworzonej przez prof. Janusza Filipiaka. W ostatnim wywiadzie udzielił on dość kontrowersyjnej wypowiedzi na temat inwestowania w startupy i programów wsparcia typu Start in Poland. Efektem tego był List otwarty do Prezesa Janusza Filipiaka, którego autorką była Eliza Kruczkowska, Prezes Fundacji Startup Poland.

-

W najbliższym czasie opublikujemy kolejne historie marek. Pracujemy już nad artykułem dotyczącym polskiej marki galanteryjnej: Wittchen, którą stworzył Jędrzej Wittchen i firmy zajmującej się produkcją okien Fakro, której twórcą jest Ryszard Florek.

Komentarze (0)