Nie powstrzymały ich protesty taksówkarzy i ustawy Ministerstwa Transportu. Piotr Jakubowski współtworzy w Indonezji GO-JEK, platformę, która działa na podobnej zasadzie, co Uber. Wygląda też na to, że serwis przypadł do gustu tamtejszemu prezydentowi.

Na zdjęciu: Piotr Jakubowski, dyrektor działu marketingu GO-JEK | fot. materiały prasowe 

Najbardziej zatłoczone miasto na świecie

Dżakarta. Stolica Indonezji położona w południowo-zachodniej części kraju. Szacuje się, że mieszka tam mniej więcej 30 milionów osób, czyli około dwanaście procent wszystkich obywateli. Miasto to słynie z jednych z najbardziej zatłoczonych ulic na świecie. Ponoć po tamtejszych drogach porusza się sześć milionów samochodów i nieco ponad cztery razy więcej motocykli.

Infrastruktura transportu publicznego w Dżakarcie jest słabo rozwinięta, więc mieszkańcy oferują prywatne usługi transportowe. Na każdym kroku można tam spotkać kierowców na skuterach, które nazywają się ojek. Ci ludzi proponują podwózkę w dowolnie wybrane miejsce w mieście za wytargowaną stawkę. To właśnie tu, w sercu Indonezji, Piotr Jakubowski i Nadiem Makarim rozwijają GO-JEK.

Przełom przyszedł wraz z aplikacją mobilną

– Początki naszego biznesu sięgają właśnie jednej z takich podróży – wspomina Polak. W 2011 roku założyciel GO-JEK, Nadiem Makarim potrzebując dostać się do pracy, zatrzymał na ulicy jednego z taksówkarzy na skuterach. Pomyślał wtedy, że można by zmodernizować prywatny transport tak, żeby usługa była dostępna na szerszą niż dotychczas skalę. Jak pomyślał, tak zrobił.

Na początku, żeby zamówić podwózkę, klienci musieli dzwonić pod określony numer telefonu. Na tym etapie startup rozwijał się stosunkowo powoli. Pod koniec 2014 roku GO-JEK zrzeszało już 600 kierowców i 16 tysięcy użytkowników. Przełom nastąpił rok później w styczniu. Wówczas Nadiem Makarim udostępnił aplikację mobilną do składania zamówień. Najpierw tylko na iPhone’y, a potem na urządzenia z Androidem.

Na zdjęciu (od lewej): kierowca GO-JEK i Piotr Jakubowski, dyrektor działu marketingu GO-JEK | fot. materiały prasowe 

220 tys. kierowców jeździ dla GO-JEK

Osiemnaście miesięcy później spółka była już dostępna w 14 miastach w Indonezji i uruchomiła dziesięć pokrewnych serwisów. Obok prywatnych przewozów skuterami, GO-JEK oferuje również transport towarów, dostawę jedzenia do domu, masaże i sprzątanie na zamówienie. – Dla przykładu: w tej chwili w Dżakarcie nie ma kuriera, który zagwarantuje dostawę przesyłki w ciągu jednego dnia. My gwarantujemy przewóz towaru do dwóch godzin – wyjaśnia Piotr Jakubowski, dyrektor działu marketingu GO-JEK.

Dodaje, że przemieszczanie się po indonezyjskich miastach jest utrapieniem dla wielu mieszkańców. Brak inwestycji w transport publiczny oraz wzrost liczby samochód i motocykli na ulicach, powoduje korki. Nic dziwnego, że firma, która rozwiązuje problem obywateli, w krótkim czasie zyskała popularność. Dziś platforma zrzesza 220 tys. kierowców, współpracuje z 40 tys. restauracji, a aplikacja została pobrana 17 mln razy.

Prezydent uchyli ustawę przeciwko aplikacjom transportowym

Nie zawsze jednak łatwo było budować biznes. Chociażby dlatego, że w marcu tego roku lokalni taksówkarze zaczęli protestować przeciwko serwisom takim jak GO-JEK. Sprawa rozeszła się jednak po kościach, a startup zawarł nawet partnerstwo z największą korporacją taksówkarską w Indonezji. Wcześniej natomiast do skóry przedsiębiorcom chciała dobrać się tamtejsza władza.

– W grudniu 2015 roku Ministerstwo Transportu Indonezji oznajmiło, że aplikacje transportowe, w tym również nasza, są nielegalne, ale mniej niż 10 godzin później, sam Prezydent Joko Widodo uchylił ustawę, uznając ją za niekorzystną dla rozwoju państwa – tłumaczy Piotr Jakubowski. Dodaje, że firma robi sporo dobrego: daje dorobić kobietom, umożliwia dostęp do ubezpieczeń i kont bankowych osobom, których wcześniej nie był na to stać. Teraz zastanawia się, jak poszerzyć ofertę serwisu.

Komentarze (0)