Wśród konsumentów utarła się opinia, że wszystko co zostało wyprodukowane w Chinach jest niskiej jakości. Mimo tego wiele światowych firm już dawno przeniosło swoją produkcję do tego właśnie kraju. Apple nie wstydzi się pochodzenia sprzedawanych produktów, bo nie ma czego.

W zeszłym roku nasza firma Cintapunto rozpoczęła swoją własną produkcję w Chinach, w Guǎngzhōu w prowincji Guangdong. Współpracujemy z Chińczykami już ponad 5 lat i nie zamierzamy tego zmieniać. Poniżej dowiecie się dlaczego.

Obiektywne zalety

Język cyfr

To proste. Wystarczy spojrzeć na ranking Międzynarodowego Funduszu Walutowego: Chiny wyprzedziły Stany Zjednoczone w zawodach o najprężniejszą gospodarkę świata, wytwarzając kolosalny PKB. Udział Chin w ogólnoświatowym PKB wynosi 17,08%, a w USA stanowi on 15,81%. Jest to więc wskaźnik 5,5 razy wyższy w porównaniu ze wskaźnikami gospodarki rosyjskiej. Tak szybki rozwój powoduje nieograniczony napływ inwestycji przedsiębiorców zagranicznych.

Patronat mocarstwa

Mały biznes w Chinach stanowi podstawę gospodarki. Istnieje tutaj imponująca ilość programów wsparcia, zaplanowanych do 2050 roku oraz funduszy, wspomagających mały biznes w próbach pozyskania środków finansowych i kredytowania. Najważniejsza ustawa „O stymulowaniu rozwoju małego i średniego biznesu” została przyjęta jeszcze w 2002 roku, podczas gdy my sami o tego typu regulacjach ustawodawczych nie mieliśmy wtedy najmniejszego pojęcia.

Obecność „garncarzy” i dostęp „gliny”

Tanie surowce i siła robocza nikogo nie zdziwi. I nie zawsze wiąże się to z niską jakością. Bez Chin wzięci projektanci z Włoch nie daliby rady uszyć swoich pierwszych linii, koncerny samochodowe nie uruchomiłyby masowej produkcji kolejnego crossovera, a nowy lider urządzeń telekomunikacyjno-informatycznych Huawei w ogóle by nie istniał. Odpowiednią jakość zapewnia europejski management, kontrolując produkcję i w razie czego korygując jakość.

Totalna komunikatywność

Komunikatywność objawia się we wszystkim. Stojąc na lotnisku w kolejce, dziewczyna w rejestracji na pewno pochwali Twój ubiór albo wygląd. U nas, w kraju jest to raczej niemożliwe, szczególnie podczas kontroli celnej. W czasie podpisywania kontraktu Twój partner biznesowy na pewno zauważy, że mamy ładną koszulę, krawat czy buty i że oni też takie szyją. Chińczycy są bardzo bezpośredni i pozbawieni nadmiernej pretensjonalności.

Po zawarciu transakcji za swój obowiązek uważają zaproszenie partnera do restauracji na poczęstunek z wykwintnymi specjałami oraz zorganizowanie krótkiej wycieczki.

Obiektywne wady

Dokładnie tak jak my (a przynajmniej większość z nas) nie znamy języka chińskiego, tak i druga strona nie znają języka angielskiego na odpowiednim poziomie do prowadzenia biznesu międzynarodowego. Dlatego też, jeśli planujemy rozpocząć działalność biznesową z Chińczykiem, musimy pamiętać o tłumaczu.

Mentalna „antypedantyczność”

Dzień pracy Chińczycy zaczyna się stopniowo, bez pośpiechu, z przerwami na „doping” zieloną herbatą i madżongiem. Jednak biorąc pod uwagę ich niesamowitą wydajność, można wybaczyć to poranne lenistwo. Czasami przypomina to nasz typowo słowiański styl pracy, kiedy menadżer w poszukiwaniu natchnienia wypija pięć filiżanek mocnej kawy, a inspiracja do działania i tak nie przychodzi.

Nie należy jednak czuć się skrępowanym, kiedy musimy przypomnieć naszemu chińskiemu koledze o jego obowiązkach. Podpisany kontrakt nie zawsze jest dla nich najwyższą instancją.

Umiłowanie wyrachowanie

Gdy przedsiębiorca zamierza się „wydać” (zamówić dużą partię towaru chińskiej produkcji), Chińczycy od razu zaczynają traktować go znacznie lepiej. Towar liczą niby po bardziej opłacalnym dla nas kursie (kurs mógł spaść w zeszłym tygodniu, ale na pewno nikt nas o tym nie poinformuje) i dają nam jakieś bardzo rzadkie w ich kraju bonusy, których unikalność jest raczej nie do zrozumienia.

Jeżeli jednak weźmiemy sprawy w swoje ręce i zaproponujemy naszemu partnerowi z Tianxia by kupił coś od nas, temperatura uczuć natychmiast stygnie. Chińczycy są przyzwyczajeni, że oni nigdy nic nie kupują, tylko sprzedają.

Współpraca z Chinami ma mimo wszystko więcej pozytywnych stron. Dla mnie np. dużym plusem jest również to, że współpraca z nimi jest zawsze wesoła. Moim ulubionym przykładem jest historia, gdy nasza firma zamówiła w Chinach produkcję określonego koloru, a w efekcie otrzymaliśmy partię zupełnie innego odcienia. Sprzedawca z innego kraju najprawdopodobniej przekazałby właściwy towar na swój koszt, żeby zatrzeć złe wrażenie i móc dalej współpracować. Chińczyk w takim przypadku powie: „No tak, trochę spartaczyliśmy robotę, ale ten kolor też jest ładny. Całkiem pasuje do koszuli, w której podpisywałeś z nami kontrakt”.

Andrii Byczkowski

Współzałożyciel firm „Lentochka” i Cintapunto, współwłaściciel startupów Poptop.fm i DelFast.

Komentarze (0)