Anglr nie policzy kroków oraz nie zarejestruje pulsu sportowca. Mimo to jego twórcy uważają, że dział jak Fitbit. Dlaczego? Bo faktycznie jest to tracker z tym, że dla wędkarzy.

Każdy wędkarz chce wiedzieć, jaki wynik uzyskał podczas ostatniej wyprawy; ile ryb wyciągnął z wody, w jakim czasie i na które łowisko warto wrócić. – Problem polega na tym, że nikt nie chce używać dzienników, które służą do dokumentowania tych informacji – powiedział Nic Wilson w rozmowie z TechCrunch. Rozwiązaniem ma być stworzone przez niego urządzenie, które monitoruje aktywność fizyczną wędkarza. 

Gadżet nazywa się Anglr i jest wyposażony w sensory oraz moduł Bluetooth. Po przymocowaniu go do wędki liczy ilość złapanych ryb, porównuje ten wynik z ilością zarzuceń oraz rejestruje te dane za pomocą aplikacji mobilnej. Ta służy również do zaznaczania na mapie miejsc, w których dany wędkarz miała najlepszy połów. Anglr trafi na rynek w listopadzie, ale już teraz można zamówić urządzenie w przedsprzedaży za 129,99 dolarów.

Przeczytaj poprzedni artykuł z cyklu pt. „Z Product Hunta”.

Komentarze (0)