"Uber dla dzieci" - tak w skrócie można nazwać projekt Michaela Pelletza, byłego kierowcę Ubera, który postanowił przejść na swoje. Po przeżyciu pewnej sytuacji z pasażerem, zwrócił uwagę na bezpieczeństwo osób korzystających z takich aplikacji jak "Uber". Postanowił wypełnić tę niszę.

Niekomfortowa sytuacja

Po roku przewożenia pasażerów, którzy zamówili podwózkę przez aplikację Uber, Michael Pelletz, pierwszy raz spotkał się z niekomfortową sytuacją w pracy. Jego pasażerem okazał się 20-latek odurzony alkoholem. Bełkotał, nie wiedział ani gdzie teraz jest, ani gdzie chce jechać. Wspominał o domu babci, w którym chyba mieszkał. Wtedy Pelletz zaczął zastanawiać się, co by było gdyby pasażerem była 20-letnia dziewczyna. Czy inny kierowca wykorzystałby ją seksualnie? 

Kierowca Ubera uznał, że pasażer, który zamówił kurs jest po prostu nieodpowiedzialny. Ale zmartwił się, jakie niebezpieczeństwa czyhają na co dzień na kobiety, które pod wpływem alkoholu wracają z obcym kierowcą do domu. Jeszcze bardziej zmartwiło go to, w jaki sposób wracają do domu dzieci. Zdaniem Pelletza zasługują one na szczegółną ochornę. Dlatego w lutym postanowił stworzyć firmę "Chariot for women", która zajmuje się bezpiecznym przewozem dzieci poniżej 13 roku zycia.

Zmienić prawo stanowe

Jego startup ma wyróżniać się na rynku tym, że kierowcami zrzeszony w "Chariot for women" będą same kobiety. Ma to zapewnić "najwyższy komfort, spokojną atmosferę w samochodzie i bezpieczeństwo". Firma zajmująca się bezpiecznym przewozem dzieci na razie jest na etapie organizacji. Według źródeł zrzeszonych zostało już tysiąc kierowców, którzy właśnie przechodzą szkolenie z zakresu bezpiecznego przewozu dzieci. Jak zapewniają założyciele, kierowcy w dużych miastach będą zarabiać ponad 25 dol. na godzinę.

Mimo tego, że premiera aplikacji w stanie Massachusetts (Stany Zjednoczone) ma nastąpić dopiero za dwa tygodnie, wzbudziła negatywne zainteresowanie wśród mediów. Michael Pelletz w materiałach prasowych oskarżany jest o dyskryminację. Prawo stanowe zakazuje odrzucania kandydatur pracowników ze względu na płeć, a "Chariot for women" chce zatrudniać tylko kobiety za kierownicą. Założyciele firmy nie przejmują się jednak obowiązującym prawem, bo jest szansa na zmianę.

Kolejny "Uber dla dzieci"

Jak informuje portal Inc.com, przedsiębiorcy wiedzą, że prawo stanowe jest po to, by móc je zmienić. Przecież tam, gdzie mogą być pieniądze, a w szczególności te zarobione świadcząc usługi dbające o bezpieczeństwo dzieci, musi istnieć przepis, który zezwoli na funkcjonowanie takich firm jak "Chariot for women". Mimo protestów mediów, które zarzucają dyksryminację na tle płci. Przykłady z przeszłości (choćby te dotyczące Ubera) pokazują, że prawo da się dostosować do firm, które je potrzebują.

"Chariot for women" to nie jedyny startup, który ma zadbać o bezpieczny transport dzieci. Pół roku temu pisaliśmy o trzech przedsiębiorczych mamach z Kalifornii, które postanowiłi stworzyć "Ubera dla dzieci". Stworzyły one aplikację HopShipDrive, która zajmuje się łączeniem wykwalifikowanych kierowców z dziećmi. Kierowcy zrzeszeni w aplikacji przechodzili szkolenia związane z bezpiecznym transportem, co przekonywało użytkowników. Projekt wsparto cztero milionami dolarów.

Byli pracownicy nowymi szefami

Opisywany projekt byłego kierowcy Ubera - Chariot for women - to kolejny przykład byłego pracownika dużej firmy świadczącej usługi internetowe, który zdobyte doświadczenie postanowił wykorzystać do stworzenia własnego startupu. Pisaliśmy o byłym CEO Twittera, który uruchumił platformę fitness, byłym CEO Mozilli, który stworzył kolejną przeglądarkę i jednym z założycieli PayPala, który stworzył program wspierający rozwój noworodka. Na polskim rynku coraz częściej widzimy podobny trend.

Portal Wizyta.pl udostępniający narzędzie do umawiania się na wizyty stworzył były menedżer Microsoftu, o którym pisaliśmy miesiąc temu. Marcin Grodzicki, były pracownik AdTaily, również postanowił przejść na swoje i założyć startup StartHolidays, który pozwala "zmieścić wakacje w jednym koszyku". Kolejny przykładem byłych pracowników znanych startupów, którzy postanowili przejść na swoje jest zespół Fluentbe, o którym pisaliśmy dzisiaj. Po godzinach pracy w ZnanymLekarzu stworzyli platformę do nauki języka obcego online.

Komentarze (0)