Władze Barcelony narzekają na nadmiar turystów i nakładają podatek na użytkowników serwisu Airbnb. Nowa polityka ma zminimalizować liczbę przyjezdnych, którzy nielegalnie wynajmują kwatery. Czy dodatkowe 0,65 euro za noc odstraszy turystów?

7,5 mln turystów - Barcelona nie chce więcej

Barcelona ma kłopot. Są nim licznie odwiedzający hiszpańskie miasto turyści. Okazuje się, że okolice Katalonii, co roku przyciągają około 7,5 miliona zwiedzających. Na przestrzeni ostatnich piętnastu lat, ta liczba wzrosła pięciokrotnie, bo jeszcze w 1990 roku do Barcelony przyjeżdżało 1,5 mln podróżnych, podaje serwis Business Insider. Wydawać by się mogło, że taki stan rzeczy, powinien z ekonomicznego punktu widzenia cieszyć władzę miasta, którego14 proc. przychodu generuje właśnie turystyka. Okazuje się jednak, że jest inaczej.

Ada Colau, burmistrz Barcelony, chce położyć kres taniemu najmu kwater. Swoją decyzję uzasadnia niezadowoleniem mieszkańców nadmiarem turystów, ich niestosownym zachowaniem oraz stratami finansowymi. Okazuje się bowiem, jak podaje serwis TVN24BIS, że Barcelonę zalała fala przyjezdnych, którzy nielegalnie najmują nieruchomości. Rzekomo na kilometrze kwadratowym można znaleźć siedemdziesiąt nieuczciwie udostępnianych turystom lokali. Zdaniem władz miasta, przyczyniają się do tego serwisy pośredniczące w wynajmie kwater, a więc m.in. Airbnb i Booking.com.

Czy gospodarze przyjmą mniej gości?

W związku z tym burmistrz Barcelony wprowadziła podatek obejmujący m.in. użytkowników Airbnb, który staje się jednym z częściej wykorzystywanych serwisów w Hiszpanii. Turyści przybywający do Barcelony będą musieli liczyć się z dodatkową opłatą - 0,65 euro za noc, natomiast nocując w jej okolicach, zapłacimy niższą stawkę, bo 0,45 euro. Oprócz podatku, zostały również wprowadzone pewne ograniczenia.

Właściciel nieruchomości, trudniący się wynajmem kwater, będą mogli przyjąć mniejszą liczbę gości, a to dlatego, że jednorazowo będą mogli udostępnić jedynie dwa pokoje niezależnie od wielkości apartamentu. Dodatkowo, jak podaje serwis Fortune, gospodarzom przysługuje wybór zaledwie czterech miesięcy w roku, podczas których planują przyjmować przyjezdnych. Obowiązkowo wówczas muszą być obecni w wynajmowanych lokalach. Brzmi to dość restrykcyjnie, ale czy skutecznie ograniczy liczbę turystów i zwiększy zyski miasta? Na odpowiedź, z pewnością będzie trzeba jeszcze trochę poczekać.

Airbnb w 32 tys. miast. Dla kogo serwis jest niewygodny?

Nie tylko władze Barcelony „walczą” z Airbnb. W San Francisco, zweryfikowano liczbę legalnie zarejestrowanych gospodarzy. Okazało się wtedy, że z 5 tysięcy właścicieli kwater współpracujących z amerykańskim serwisem, jedynie 700 robi to zgodnie z obowiązującymi przepisami, a piętnastu gospodarzy zostało upomnianych przez władze miasta o niestosowaniu się do prawa. Wcześniej z kolej, działalność Airbnb, została zakazana w Nowym Jorku. Ciekawe jak poradzi sobie z kolejnymi nieprzychylnymi włodarzami miasta.

Komentarze (0)