NoclegGuru, węgierska platforma łącząca gospodarzy z turystami, wystartowała w Polsce w lipcu, kiedy sezon urlopowy zaczął się na dobre. Dzięki temu twórcy serwisu poznali nasze preferencje wypoczynkowe i szykują się do kolejnego lata. Tylko czy baza z blisko trzema tysiącami kwater to nie za mało?

31 proc. rynku Online Travel Agencies w garści „węgierskiego AirBnb”

Można powiedzieć, że Zoltan Varga doświadczenia startupowe ma już za sobą. Świadczą o tym chociażby przedsięwzięcia i wyniki finansowe spółek, w które węgierski przedsiębiorca jest zaangażowany. Zarządza znanymi firmami m.in. HSBC Credit Zrt i Wizz-Air. A spółki, które do niego należą w ubiegłym roku wypracowały przychód na poziomie 22 miliardów euro. Mimo tego przedsiębiorca nie stracił „świeżości” i w 2007 roku wystartował z Szallas.hu, portalem internetowym pośredniczący, podobnie jak AirBnb czy Booking.com, w wynajmie nieruchomości.

Po czterech latach działalności twórcy przedsięwzięcia udało się pozyskać inwestora. W rozwój projektu zaangażował się duży, węgierski dom mediowy - Sanoma Media Budapest Zrt. Dzięki wsparciu kapitałowemu, Szallas.hu w krótkim czasie objął 31 procent udziałów na rodzimym rynku serwisów turystycznych działających w segmencie Online Travel Agencies. Grupa serwisów turystycznych obecnie oferuje 130 tysięcy gotowych do wynajmu lokali w 175 krajach - od lipca również w Polsce.

 NoclegGuru mam mieć szerszą ofertę niż AirBnb

Nad Wisłą projekt jest znany jako NoclegGuru, a zarządza nim Krzysztof Głąbiński w roli country managera. Mimo oczywistego podobieństwa serwisu chociażby do AirBnb, Głąbiński przekonuje, że NocelgGuru zawiera szerszą gamę oferowanych lokali, takich których nie spotkamy m.in. we wcześniej wymienionym amerykańskim portalu i serwisie Booking.com. Przedsiębiorca tłumaczy, że za pośrednictwem węgierskiej platformy znajdziemy zarówno prywatne kwatery, jak również hotele i punkty agroturystyczne. - Dzięki temu klient poszukujący noclegu, nie musi zmieniać portali, aby porównać hotel z apartamentem czy kwaterę z gospodarstwem agroturystycznym - dodaje.

Poza tym NoclegGuru ma być przyjazny nie tylko dla użytkowników, ale również dla właścicieli nieruchomości. Dlatego też, jak mówi Głąbiński, gospodarze współpracujący z węgierską spółką, mogą liczyć na partnerskie stosunki i przejrzyste warunki. - Staramy się, żeby współpraca była tak łatwa jak dla właściciela najmniejszej kwatery, ale tak dobra jak dla najbardziej wymagającej sieci hotelowej - wyjaśnia.

60 tysięcy internautów co miesiąc odwiedza NoclegGuru

Ale zanim NoclegGuru osiągnie na polskim rynku podobne wyniki jak Szallas.hu na Węgrzech, będzie trzeba poczekać około trzech lat. Country manager wyjaśnia, że chodzi o zoptymalizowanie modelu biznesowego. W przypadku twórców platformy łączącej gospodarzy z turystami muszą oni bowiem uważać, aby nie wpaść pułapkę: brak obiektów równa się brak sprzedaży i przychodu. Jak zatem ustrzec się przed brakiem wpływów? Odpowiedź jest oczywista: zdobywając wystarczającą liczbę kwater do wynajmu. A te z kolei Głąbiński chce zdobyć prowadząc intensywne działania marketingowe w sieci.

A jest nad czym pracować, bo w polskiej bazie obiektów NoclegGuru możemy znaleźć jak na razie nieco ponad dwa tysiące kwater. Głąbiński jednak jest dobrej myśli, bo projekt ruszył niespełna kwartał temu, a strona internetowa węgierskiego startupu przyciąga co miesiąc około 60 tysięcy odwiedzających. Poza tym, biznesmen stojący za przedsięwzięciem ma już za sobą pierwszy sezon w Polsce, a wraz z nim doświadczenia i wiedzę o preferencjach urlopowych rodaków. - Dzięki temu wiemy, jak rozsądnie pozyskiwać kolejne obiekty do współpracy, aby przyszły wysoki sezon był sukcesem dla nas wszystkich - wyjaśnia Głąbiński. Pozostaje więc mieć nadzieje, że „dla nas wszystkich” oznacza sukces zarówno dla twórców portalu, ale również dla gospodarzy i osób poszukujących kwater.

Komentarze (0)