... ... ...

Sprzedaliśmy biznes PKO BP, ale nadal działamy jak startup. To się nie zmieni – Jarosław Sygitowicz (Zencard)

Dodane

27-01-2017

Adam Łopusiewicz
– Wchodząc do grupy kapitałowej PKO BP zachowujemy odrębność i startupowość, ale tylko w obszarach, w których można to uznać za zaletę. Jak Pan sobie zdaje sprawę startupowość oznacza zalety i wady. Dzięki akwizycji eliminujemy szereg wad, dodając zalety startupu i korporacji – mówi nam Sygitowicz.

Na zdjęciu: Jarosław Sygitowicz, współzałożyciel ZenCarda

ZenCard to usługa pozwalająca użytkownikom kart płatniczych zaoszczędzić na zakupach. "Płać kartą w swoich ulubionych sklepach i ciesz się automatycznymi rabatami, nagrodami czy okazjami! Zarejestruj się by dołączyć do ponad 500.000 naszych użytkowników" czytamy na stronie firmy. Od kilku dni spółka ZenCard należy do Grupy PKO BP, która kupiła sto procent udziałów.

O tym, co teraz będzie się działo z ZenCardem, jak wyglądały negocjacje i dlaczego inwestor branżowy jest lepszy od funduszy venture capital, rozmawialiśmy z Jarosławem Sygitowiczem, jednym z założycieli ZenCarda.

Nie poinformowali Państwo na stronie głównej, że Zencard należy do Grupy PKO BP. Dlaczego?

Napisaliśmy o tym na blogu, natomiast zmiany na stronie głównej są w trakcie ich wdrażania. Nie mamy jednak w planach zmieniać identyfikacji wizualnej, z założenia Zencard pozostaje odrębną firmą.

Ta sytuacja zmieni coś dla klientów?

Klientami są sieci handlowe, dla których tworzymy system działający na terminalach płatniczych. Sytuacja, w której się znaleźliśmy przyspieszy nasz rozwój. Zencard jest teraz bardziej wiarygodną usługą, z większym zapleczem organizacyjnym, z lepszymi możliwościami marketingowymi i z dużym zasięgiem.

Co zbycie udziałów zmienia w Państwa sytuacji?

Z punktu widzenia zarządzania startupem, który miał finansowanie od funduszy venture capital, nie zmieni to dużo. Członkowie rady nadzorczej, którymi były wcześniej osoby z funduszu, zostali zastąpieni przez doświadczone osoby z banku. Rada nadzorcza składająca się z inwestorów kapitałowych z założenia ma mniej wiedzy, niż inwestor strategiczny. Ten drugi jest członkiem branży i wie, co się w niej dzieje. Jest to więc duże wzmocnienie merytoryczne bardzo sprzyjające rozwojowi i skalowaniu spółki.

Dla zespołu Zencarda to nieduża zmiana?

Wchodząc do grupy kapitałowej PKO BP zachowujemy odrębność i startupowość, ale tylko w obszarach, w których można to uznać za zaletę. Jak Pan sobie zdaje sprawę startupowość oznacza zalety i wady. Dzięki akwizycji eliminujemy szereg wad, dodając zalety startupu i korporacji. Staramy się czerpać najlepsze cechy z obydwu miejsc. Kluczem jest to, że zachowujemy odrębność.

Komu na niej zależało?

I inwestorowi, i nam. Inwestor chciał byśmy pozostali zwinnym technologicznie, szybko rozwijającym się projektem, który dostarcza nową wartość biznesową dla niego jako podmiotu, który może to wykorzystać w swojej skali

A Państwu na czym zależało przy negocjacjach?

Właśnie na niezależności. Wspólnie z bankiem doszliśmy do wniosku, że najwięcej wartości da połączenie kapitału, skali i zachowanie zwinności projektu z dodatkiem zalet inwestora, czyli zasięgiem na terminalach płatniczych.

Dlaczego sprzedali Państwo firmę właśnie Grupie PKO BP?

Stworzyliśmy oprogramowanie instalowane na terminalach płatniczych, a PKO BP jest współwłaścicielem największego operatora terminali płatniczych w Polsce - eService. Bank ma klientów korzystających z dziewięciu milionów kart płatniczych, a ponad milion osób aktywowało aplikację mobilną IKO. Mamy rozwiązanie, które czeka na opatentowanie. Pozwala on łączyć akcje marketingowe prowadzone przez bank z reakcją terminali.

Łatwo było sprzedać firmę?

Decyzja była dość prosta i zgodna wśród założycieli. Zakładając startup i wiążąc się z funduszami VC, wiedzieliśmy, że nastąpi sprzedaż spółki. Widzieliśmy z jakimi efektami Departament Innowacji PKO BP radzi sobie z wprowadzaniem nowych usług na rynek i ustanawianiem ich standardem rynkowym. To nas przekonało. Bardzo inspirowaliśmy się Blikiem.

Dlaczego?

Bo to przykład projektu, który powstał przy współpracy z bankiem i stał się standardem rynkowym. Chcielibyśmy, aby Zencard również stał się standardem.

PKO BP otwarcie mówi, że Zencard borykał się z problemami, dlatego zdecydował się na sprzedaż firmy. W czym potrzebowaliście pomocy?

Problemem był zasięg w terminalach. Trudno było przekonać agentów rozliczeniowych, zarządzających terminalami płatniczymi, by pozwolili nam oferować swoje usługi. Teraz ten problem zniknął.

Co teraz będzie się działo z Zencardem?

Będziemy się dynamicznie rozwijać, to mogę obiecać. Mamy ogromną dawkę skali do przetrawienia i na tym będziemy się skupiać.

A dla Pana? Co oznacza sprzedaż udziałów?

Tu wszyscy trzej jesteśmy także zgodni. Mentalnie cały czas jesteśmy nastawieni na to, że jest to kolejny krok milowy w projekcie, który prowadzimy od trzech lat. Naszym głównym celem jest doprowadzenie do tego, że Zencard będzie standardem rynkowym. Wtedy będziemy mogli spojrzeć wstecz i powiedzieć sobie, że udało się osiągnąć coś wielkiego, coś o czym myśleliśmy zakładając w trójkę ZenCard i w co nadal wierzymy. Na razie traktujemy to jako kolejny krok w drodze do sukcesu.

ZenCard to warszawski startup, który powstał w 2013 roku, a jego założycielami byli: Krzysztof Klimczak, Jarosław Sygitowicz i Marek Rogoziński. Pierwszym inwestorem spółki był LMS Invest, który wsparł firmę milionem złotych finansowania. Po półtora roku pracy w grudniu 2014 roku odbyła się premiera usługi do organizacji programów lojalnościowych. Do grona inwestorów w 2015 roku dołączył SpeedUp Group i Experior Venture Fund, którzy zainwestowali w firmę dwa miliony euro. 25 stycznia 2017 roku 100 procent udziałów ZenCard sp. z o.o. kupiła Grupa PKO BP.

Komentarze (0)