Rozmawiamy z Mateuszem Jasińskim, redaktorem naczelnym serwisu Treningbiegacza.pl.

Czym jest Treningbiegacza.pl?

Treningbiegacza.pl to przede wszystkim serwis o bieganiu i lekkoatletyce, ale nie tylko... Za cel stawiamy sobie promocję biegania i zdrowego trybu życia. Dużo uwagi poświęcamy lekkoatletyce i jej promocji. Regularnie publikujemy wywiady ze wschodzącymi gwiazdami Królowej Sportu, współpracujemy z czołówką naszych reprezentantów, sporo uwagi poświęcamy nowinkom ze świata lekkoatletyki. Chcemy zburzyć błędne przekonanie na temat biegania, które jest mocno zakorzenione w znacznej części społeczeństwa. Większości osób bieganie kojarzy się z morderczymi lekcjami wychowania fizycznego, sprawdzianem na 1000 m, czymś nieprzyjemnym. Te wspomnienia/przekonania w dużej części wynikają z niekompetencji nauczycieli oraz brakiem podstawowej wiedzy na temat biegania. Wydawałoby się, że bieganie to prosty sport - wystarczą burty, dres i przekroczenie progu domu. W dużym uproszczeniu właśnie tak to wygląda, niestety bieganie nie jest do końca tak proste, jakby się mogło wydawać.

Pokazujemy początkującym biegaczom jak biegać, prowadzimy ich za rękę w rozpoczęciu przygody z tą najbardziej naturalną formą aktywności fizycznej. Oczywiście nie piszemy o samym bieganiu i treningu dla początkujących. Dywersyfikujemy treści, a to wszystko dzięki fachowcom, z którymi współpracujemy. Obecnie w nasz serwis zaangażowanych jest 11 osób, każdego dnia pojawia się inny artykuł z takich dziedzin jak: dietetyka, psychologia sportu, trening, fizjoterapia/kontuzje. Wcześniej wymienione działy są przeplatane felietonami, artykułami o rozwoju osobistym, motywacji.

Bieganie to nie tylko nabijanie kilometrów i ściganie się z samym sobą, to przede wszystkim styl życia, dzięki któremu zmieniamy się na lepsze. I bynajmniej nie mam tutaj na myśli naszej sylwetki...

W rozmowie przed wywiadem, powiedziałeś, że historia powstania Waszego serwisu jest dość nietypowa. Przybliż, proszę, na czym polega ta wyjątkowość?

Historia powstania Treningbiegacza.pl jest całkiem nietypowa, natomiast nie spodziewajcie się wartkiej akcji rodem z kryminałów Agaty Christie...;) Od dziecka jestem związany z lekkoatletyką, trenując wcześniej chód sportowy, a obecnie od kilku lat bieganie. Od zawsze marzyłem, aby mieć cokolwiek do czynienia z dziennikarstwem sportowym. Pewnego szarego dnia, wracając z treningu, poszedłem z moim przyjacielem Patrykiem Aidem na piwo (sportowcy wbrew pozorom nie stronią od alkoholu;)). W trakcie przeprowadzania schematycznej rozmowy o życiu wpadliśmy na pomysł, że stworzymy bloga, który będzie promował nasz ukochany sport, czyli lekkoatletykę. Ten pomysł wyniknął głównie z frustracji spowodowanej wszechobecną niesprawiedliwością tego świata...

Bardzo nas irytuje maniakalna popularność piłki nożnej, do piany doprowadza mnie fakt, że pomimo korupcji, kiepskich wyników i marnego poziomu sportowego, kopana jest na ustach całej sportowej Polski. 19 na 20 stron Przeglądu Sportowego to piłka nożna, wchodzisz na Onet, pierwsze 8 z 10 wiadomości piłka nożna... wszędzie piłka, piłka i jeszcze raz kopana. Nie mam nic przeciwko temu sportowi, wkurza mnie jedynie traktowanie przez media po macoszemu i dyskryminacja innych sportów. W dzisiejszym świecie sportu wygrywa komercja i oczywiście pieniądze. Postanowiliśmy walczyć z wiatrakami jak dzielny Don Kichot. Jak wyobrażaliśmy sobie tę walkę?

Doszliśmy do wniosku, że założymy bloga, publikując trzy razy w tygodniu bardzo ciekawe i merytoryczne artykuły na temat lekkoatletyki. Miał to być projekt czysto hobbystyczny, z założenia niszowy. Schody zaczęły się już od pierwszych chwil. Ani ja, ani Patryk nie potrafimy tworzyć stron internetowych, założenie banalnego bloga na darmowym silniku również mijało się z naszą maksymą, że jak coś robić, to porządnie... Zacząłem myśleć, nie spałem całą noc, tak bardzo wkręciłem się w ten pomysł... Z samego rana, napisałem maila do posiadacza jednego z niewielkich serwisów na temat biegania, czyli właśnie Treningbiegacza.pl.

Serwis w tamtym czasie bardziej przypominał rozbudowanego bloga i nie cieszył się dużą popularnością. Napisałem Przemkowi Niemczukowi (czyli ówczesnemu właścicielowi, a obecnemu współwłaścicielowi), że dwaj ambitni i pracowici młokosi chcą zająć się prowadzeniem jego strony na prostych zasadach: on zapewnia nam zaplecze techniczne, my dbamy o content i promocję witryny. Przemek jako osoba dorosła, po wielu doświadczeniach, oczywiście nieufnie podszedł do naszej propozycji, ale po długich negocjacjach i przekonywujących argumentach, przystał na nasze warunki. Umówiliśmy się, że na początek będziemy zamieszczać trzy artykuły w tygodniu... Ale my od razu ruszyliśmy z kopyta. Codziennie pojawiały się nowe artykuły, wzięliśmy się za ten pomysł naprawdę na poważnie. Do pracy motywowały nas statystyki. Na początek 100 wejść dziennie, po miesiącu doszliśmy do poziomu 2 tysięcy odwiedzin tygodniowo i tak dalej, i tak dalej... Wywiady z gwiazdami sportu, zaproszenia do rozgłośni radiowych w rolach ekspertów i znawców lekkoatletyki... Dla 19-letnich łebków nie można było sobie wyobrazić lepszego startu. W projekt zaangażowali się znajomi, redakcja zaczęła się powiększać. Aż do momentu, w którym zapał przygasł.

Oczekiwana wobec nas były coraz większe, obowiązków przybywało, a czasu dla siebie pozostawało coraz mniej. Patryk powoli zaczął wycofywać się z projektu, początkowo zasłaniając się studiami a później otwarcie mówiąc o braku motywacji. Przyszedł kryzys. Mimo tego nie poddałem się, przez ponad 2 miesiące prowadziłem serwis niemal w pojedynkę (oczywiście nad sprawami technicznymi i poprawianiem jakości serwisu czuwał Przemek), pisząc codziennie nowy artykuł. Powoli zaczynało brakować sił i przede wszystkim czasu. Studia, treningi, portal, praca... obowiązki zaczęły mnie przygniatać. Kopem motywacyjnym okazała się pierwsza kampania reklamowa i zarobione pieniądze. Statystyki również rosły bardzo przyzwoicie. Zarobione pieniądze zainwestowaliśmy w rozwój serwisu, szczęśliwym zbiegiem okoliczności nawiązałem współpracę z wieloma osobami, które zaczęły budować treść na stronie. Wyszedłem z dołka, mogłem więcej czasu poświęcić aspektom partyzanckiego PR i marketingu... Udało się. W wielkim skrócie tak to się wszystko zaczęło.

Udało Wam się pozyskać całkiem spory zasięg serwisu. Mógłbyś podać jakieś liczby? Jak udało Wam się to osiągnąć?

Liczby nie są imponujące w porównaniu z chociażby największymi blogami w Polsce pokroju Kominka. Trzeba powiedzieć wprost, że wypełniamy niszę, tworząc specjalistyczny serwis dla danej dyscypliny sportu. Co prawda nie jesteśmy jednym serwisem na temat biegania w polskim Internecie, ale w porównaniu do skali popularności piłki nożnej, serwisami i blogami poświęconymi popularnej kopanej, bieganie jest wciąż maluczkie.

Obecnie możemy się pochwalić 100 000 odsłon i ponad 40 tysiącami (dane ze stycznia br.) unikalnych wejść w miesiącu. Jak wspomniałem wcześniej, nie są to szokujące liczby, należy jednak wziąć pod uwagę, że na rynku działamy dopiero od niecałych 10 miesięcy, a w promocję witryny nie włożyliśmy nawet złotówki. Wszystko to owoc ciężkiej pracy, przy dużym wsparciu użytkowników, którzy chętnie dzielą się linkami do naszych artykułów. Należymy do tych serwisów, które rozpromowały się głównie dzięki wszechobecnemu Facebookowi. Pracuję w jednej z największych agencji (a w każdym razie najdynamiczniej rozwijających się) social media w Polsce - Socializer. Dzięki zdobytej wiedzy w szeregach Socializera i życzliwych radach pracujących tam osób, wyciskam z Facebooka, ile się da, zapewniając sobie dobrą reklamę bez inwestycji pieniężnych. Poza tym nie ukrywam, że przez kompletny przypadek bądź, jak kto woli, moje specyficzne poczucie humoru, stałem się posiadaczem całkiem niezłych narzędzi reklamowych na facebooku.

Jakiś czas temu założyłem fanpage o popularnym "dżemorze i goferze", który bardzo szybko został popularny, mój fanpage "Poprawna Polszczyzna" został ostatnio uznany jednym z najbardziej wpływowych na facebooku w rankingu Kominka. Wypracowanymi fanpage zacząłem tworzyć kolejne... Obecnie posiadam kilkanaście fanpage'y o różnej tematyce, łącznie skupiając ponad 200 000 osób. Oczywiście za pośrednictwem części z nich chytrze się reklamuję... ;)

Swój pomysł na serwis zrealizowaliście z własnych środków finansowych. Wspominałeś jednak, że udało się Wam pozyskać sponsora. Jak do tego doszło?

Pewnego razu dostałem zaproszenie do jednego z cotygodniowych odcinków promujących bieganie w Polsat News, gdzie miałem wystąpić w roli eksperta. Tam poznałem Dominikę Stawczyk, obecną specjalistę ds. marketingu w Puma Running. Po pewnym czasie poprosiłem Dominikę o spotkanie, na którym przedstawiłem jej ofertę promocji marki PUMA na naszym serwisie. Dominice spodobały się nasze pomysły, postanowiła nam zaufać. Następnie nawiązałem współpracę z marką WASA, wysyłając na maila ofertę sponsorską, która ponownie spotkała się z pozytywnym odzewem. Schemat działań w obu przypadkach był podobny - złożenie propozycji, pozytywny odbiór, spotkanie...

Czy serwis już zarabia na siebie? Jakie są w ogóle Wasze pomysły na zarabianie?

Zarabiamy z tytułu kontraktów sponsorskich, poza tym wynajmujemy powierzchnie reklamową. Pomysłów na zmonetyzowanie naszych działań jest kilka. Na razie wdrażamy te, na które nas stać. Między innymi już niedługo ruszamy ze sprzedażą planów treningowych i planów żywieniowych. W marcu otwieramy sklep internetowy ze sprzętem dla biegaczy. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, mamy w zanadrzu kilka naprawdę dobrych pomysłów, które mają ogromne szanse powodzenia. Niestety są one związane z wysokimi kosztami produkcji.

Na Waszej stronie rzuca się w oczy box zachęcający do pisania artykułów dla serwisu. Jest to moim zdaniem dość odważny krok, ale pozwalający użytkownikom współtworzyć serwis. Ilu z nich skorzystało z tej możliwości?

Dotychczas kilkanaście, przy czym jedna osoba spośród nich współpracuje z nami na stałe. Jeszcze w tym roku zrobimy konkurs na płatne praktyki w naszym serwisie. Wiele osób marzy o dziennikarstwie sportowym, portal naszego pokroju może być świetnym rozpoczęciem swojej przygody z dziennikarstwem.

Jakie macie plany na przyszłość związane z rozwojem serwisu?

Jak wspomniałem wcześniej, planów jest wiele, niestety, niektóre z nich jeszcze długo poczekają, zanim zostaną wprowadzone w życie. Każdy pomysł czeka cierpliwie na swoją kolej...

Aktualnie musimy się skupić na promocji serwisu. Do dzisiaj nie zainwestowaliśmy złotówki w reklamę, a jest to duży potencjał na zwiększenie ruchu na stronie. Od lutego podjęliśmy barterową współpracę z jedną z najlepszych agencji SEO na rynku, szykujemy też dużą kampanię reklamową wraz z naszym sponsorem. O najbliższych projektach nie chciałbym szczegółowo się rozpisywać z jednego prostego powodu - konkurencja nie śpi ;). W każdym razie jest dużo do zrobienia, motywacji nie brakuje, z dnia na dzień jesteśmy o krok dalej. I mam nadzieję, że w drodze po sukces nie natrafimy na niemiłe niespodzianki, a jeśli nawet, to jak zawsze dzielnie stawimy im czoła ;).

Jak zachęcić ludzi do przejścia na zdrowy i aktywny tryb życia?

Według mnie w pierwszej kolejności trzeba pokazać ludziom, że zdrowy i aktywny tryb życia niewiele kosztuje i daje naprawdę niesamowicie dużo. Pobudzenie do życia endorfin, czyli hormonów szczęścia wydzielanych w trakcie wysiłku fizycznego, to widzenie świata w radosnych kolorach, lepsza samoocena, doskonałe samopoczucie, mniejsze ryzyko chorób i przede wszystkim sposób na ciekawe życie.

Według raportu przygotowanego przez Ruszamysie.pl i Brand24 bieganie jest drugim najczęściej uprawianym sportem wśród użytkowników portali społecznościowych. Skąd Waszym zdaniem takie zainteresowanie bieganiem, skoro w mediach tradycyjnych królują piłka nożna, koszykówka i siatkówka?

Popularność wynika z przystępności tej dyscypliny. Naprawdę niewiele trzeba, żeby zacząć biegać. Poza tym bieganie daje niemal natychmiastowe efekty... Szybko odczuwasz poprawę samopoczucia, tracisz na wadze, rzeźbisz sylwetkę. Bieganie po prostu wchodzi w krew. Co i rusz organizowane są imprezy biegowe, bieganie daje możliwość poznania ciekawych ludzi i przeżycia niesamowitej przygody. I najważniejsze - codzienne "tup tup" to doskonała ucieczka od wiru brutalnej rzeczywistości.

Ludzie mają coraz mniej czasu dla siebie, dlatego niekiedy godzina biegania po lesie kilka razy w tygodniu, to możliwość spokojnego wsłuchania się w swoje myśli i przeprowadzenie wewnętrznego dialogu. Wydaje mi się, że tego nam w dzisiejszych czasach, w ferworze wyścigu szczurów, bardzo zaczyna brakować. Wiem, że może to zabrzmieć banalnie, ale bieganie zmienia całe nasze życie i przewartościowuje pewne sprawy. Proszę porozmawiać z ludźmi, którzy regularnie biegają, wsłuchać się w ich historię. Wtedy człowiek zaczyna rozumieć magię biegania...

Dzięki za rozmowę.

Komentarze (0)