0 0 0

Za kilka milionów więcej... Rozmowa z Łukaszem Felsztukierem o iTaxi

Dodane

17-03-2012

Wiktor Witkowski: Zacznijmy od początku, czyli wzięcia do ręki telefonu z Waszą aplikacją. Jestem teraz w siedzibie Waszej firmy na dalekich, warszawskich Włochach. W jaki sposób Wasz produkt pozwoli mi dostać się z powrotem do centrum miasta?

Łukasz Felsztukier: Wyciągasz smartphona i uruchamiasz iTaxi. Pokazuje Ci się mapa z Twoją obecną lokalizacją oraz pobliskie taksówki. Na tym etapie, w dowolnej chwili powinieneś móc tam zobaczyć przynajmniej 3 pojazdy. Czas dojazdu zamyka się w przedziale 5–10 minut. Do Twojej dyspozycji oddajemy 2 opcje: albo wciskasz przycisk “zamów” i wybierasz najbliższą taksówkę względem swojego położenia, albo dokonujesz bardziej szczegółowego wyboru i eksplorujesz jednostki wyświetlone na mapie pod kątem korporacji, stawki za kilometr czy też modelu samochodu. Zgłoszenie wysłane do taksówki musi być potwierdzone przez kierowcę, z chwilą, gdy to zrobi, z mapy znikają pozostałe jednostki, widok centruje się na Tobie i taksówce, która zmierza w Twoim kierunku. W przypadku, gdy taksówkarz dotrze na miejsce przed klientem, aplikacja pozwala mu zasygnalizować oczekiwanie osobie zamawiającej. Wyobraź sobie, że siedzisz na spotkaniu i wiesz, że za 15 minut będzie kończył. Pod stołem, bezgłośnie zamawiasz taksówkę i gdy jesteś gotowy, pojazd już na Ciebie czeka. Wsiadasz do środka, a kierowca zmienia status w swojej aplikacji na “pasażer wsiadł” i zaczyna się realizacja kursu.

A co, gdy klient bądź taksówkarz się nie zjawi? Jaką formę kontaktu z drugą osobą zapewnia aplikacja?

Taksówkarz i pasażer są ze sobą bezustannie połączeni na dwa sposoby. Po pierwsze, jest to geolokalizacja iTaxi, obie osoby mogą śledzić swoje pozycje na ekranie telefonu. Dodatkowo, aplikacja posiada opcję nawiązania połączenia głosowego, zarówno w wersji dla kierowcy jak i pasażera. Taksówkarz ma również możliwość wysłania gotowego komunikatu o opóźnieniu bądź anulacji kursu, ze względu na awarię, złą sytuację na drodze bądź wypadek.

Dotarłem już na miejsce i opuściłem taksówkę. Czy istnieje możliwość wyrażenia mojej opinii na temat odbytego kursu?

Zakończenie kursu w urządzeniu kierowcy automatycznie generuje pytanie o ocenę kursu w aplikacji u klienta, który ma szansę przyznać mu określoną liczbę gwiazdek. Dopuszczamy również zamieszczanie komentarzy. Gwiazdki są następnie widoczne, dla wszystkich innych pasażerów chcących skorzystać usług iTaxi. W pierwsze fazie rozwoju aplikacji, komentarzy nie pokazujemy. Prawdopodobnie, udostępnimy je taksówkarzom jako feedback. Chcemy, przede wszystkim, zobaczyć na ile będą merytoryczne.

Ustaliliśmy zatem, że za moją decyzją o skorzystaniu z Waszej aplikacji stoi głównie wygoda i szybkość. Jak to jednak wygląda od strony cenowej?

Pod koniec marca przygotujemy pierwszą analizę, lecz zakładamy, że nadrzędnym parametrem, według którego ludzie wybierają taksówki jest ich odległość i czas przyjazdu. Przyjęliśmy również próg cenowy, nie obsługujemy taksówek oferujących kursy poniżej 1,80 złotego za kilometr. Wyklucza to zatem udział najtańszych korporacji. Wszystkie pojazdy w naszej bazie to sprawne, wygodne i bezpieczne jednostki.

Ile na obecną chwilę macie użytkowników? I jak ta liczba wygląda w relacji do waszej oferty taksówek?

W połowie lutego zaczęliśmy podpisywać umowy z taksówkarzami. W tej chwili, po upływie trzech tygodni, mamy w bazie 150 pojazdów. Liczbę użytkowników korzystających obecnie z tej aplikacji oceniam na 8–10 tysięcy. System wystartował komercyjnie w zeszłym tygodniu, w tym momencie realizowana ilość kursów to kilkadziesiąt dziennie.

Gdzie plasuje się ten wynik w kontekście waszych założeń biznesowych oraz oczekiwań wobec produktu?

To jest początek. Ważne jest to, co ta liczba 150 umów oznacza dla pasażerów. Na obecną chwilę, co czwarty bądź co piąty taksówkarz jest dostępny na mapie. Liczba umów nie odpowiada ilości dostępnych pojazdów. Naszym celem jest zwiększenie tej liczby do 100. Szacujemy, że taka liczba taksówek zapewni do nich szybki dostęp klientom, z każdej części Warszawy. Zakładam, że zbliżymy się do tego pod koniec kwietnia. Jeżeli chodzi o klientów, to chcemy być w stanie dostarczać każdemu z obsługiwanych pojazdów ok. 2–3, dodatkowych względem ich standardowych kursów, pasażerów dziennie.

Ile mogą na tym zarobić kierowcy taksówek?

Biorąc pod uwagę, że my tak naprawdę ponosimy wszelkie koszty, czyli dostarczamy telefon, kartę sim, dostęp do internetu, uchwyt, ładowarkę, zapewniamy promocję systemu oraz administrację, a zarabiamy jedynie poprzez prowizje za przekazywanie zleceń do taksówkarza, to z tego punktu widzenia na pewno są to dla nich korzystne warunki. 2–3 zlecenia dziennie przekładają się na ok. 70 zleceń w skali miesiąca, a średnia wartość jednego z nich wynosi w Warszawie 30 zł, oznacza to dodatkowy przychód dla taksówkarzy rzędu 2 tysięcy złotych.

A jak rozkładają się proporcje wśród tych kierowców, w jakich korporacjach są najczęściej zrzeszeni?

Taksówkarz to tak naprawdę jednoosobowa firma, która podpisuje z nami umowę. Ten kontrakt nie obarcza go żadnymi zobowiązaniami i może zostać zerwany w dowolnym momencie. Mamy w systemie taksówkarzy ze wszystkich warszawskich korporacji. Rozpoczęliśmy bliską współpracę z firmą Merc Taxi. Jest to zrzeszenie taksówkarzy, które od początku wspierało rozwój tej aplikacji na warszawskim rynku. Natomiast wieść o naszym systemie roznosiła się między taksówkarzami głównie pocztą pantoflową. Na ten moment, podpisujemy dziennie od 3 do 5 nowych umów.

Jednak korporacje nie zasypiają gruszek w popiele i z tego, co wiem, już szykują własne aplikacje o podobnym zastosowaniu. Ele Taxi już swoją wprowadziło. Psuje Wam to szyki?

Wydaje mi się, że stanowi to większe zagrożenie dla aplikacji typu: Taxity czy Złap Taxi niż dla nas. Często spotykam się z zarzutem pod naszym adresem, że iTaxi to nie jest przecież pierwsze rozwiązanie tego typu do zamawiania taksówek. Prawda jednak jest taka, że nasi poprzednicy ograniczyli się do funkcjonalności książki adresowej. Rozwiązania oferowane teraz przez korporacje kopiują już przestrzały model, w którym to ciągle centrala odpowiada za dystrybucję zleceń. Składanie zamówień online to, w tym przypadku, wyłącznie kosmetyka, bo to wciąż ten sam tryb zamawiania. W iTaxi możliwe jest również obsłużenie takich komponentów jak programy lojalnościowe, transakcje bezgotówkowe czy wprowadzenie voucherów. W systemach konkurencji jest to niewykonalne.

Kto jest odpowiedzialny za przyjęty przez Was model biznesowy? To był Twój pomysł?

Można powiedzieć, że koncepcja iTaxi ma dwóch ojców. Pewnego dnia byliśmy wspólnie ze Stefanem Batorym na rozmowach biznesowych w obcym mieście. Wychodząc ze spotkania, chcieliśmy zamówić taksówkę, lecz nie mieliśmy pojęcia, pod który numer zadzwonić. Skończyło się jak zwykle na szukaniu w Google. Nie dawało nam jednak spokoju pytanie o to, czy dałoby się to zrobić lepiej. Od szkicu do szkicu, zrodziła się wizja startupu, a niedługo potem pomysł na jego realizację. Stwierdziliśmy, że da się to zrobić oraz, że są w tym pieniądze. Zaczęliśmy przekuwać nasz pomysł w biznes w listopadzie 2011 roku.

Rozumiem, że gdy zapytam o rozmiar inwestycji, to odpowiedź padnie w milionach...

Krótko mówiąc: tak. Oprócz kosztów związanych z zakupem sprzętu oraz abonamentami za smartphony, dochodzi do tego również koszt ludzki. W szczytowym momencie, nad iTaxi pracowało ok. 20 osób i w końcu po kilku miesiącach mieliśmy aplikację gotową do testów. Na dzień dzisiejszy, znajdujemy się tak naprawdę na samym początku drogi, wszystkie najciekawsze funkcjonalności, które pojawią się w naszym produkcie są ciągle przed nami. I od razu przestroga dla potencjalnej konkurencji: nie angażujcie się w to bez kilku milionów złotych w kieszeni, początkowe koszty są bardzo niewspółmierne do korzyści.

Do niedawna aplikacja wciąż pozostawała w fazie beta-testów. Jak ogólnie wyglądał proces “docierania się” iTaxi? Mieliście jakieś nietrafione pomysły?

Pojawiło się dużo pomysłów, które działały tylko na korzyść jednej ze stron. I te musieliśmy odsiewać. Przykładowo, w pewnym momencie zrodził się pomysł stworzenia wirtualnej mapy zamówień – czegoś w rodzaju heat-mapy przychodzących zleceń. Miało się to znaleźć w smartphonie taksówkarza i pozwolić mu na ustalenie najbardziej ruchliwej strefy miasta. Na pierwszy rzut oka, wydaje się to całkiem fajną funkcjonalnością, która maksymalizuje zysk taksówkarzy. Jednak już po chwili widać, że w takim wypadku większość taksówek nigdy nie opuściłaby ścisłego centrum miasta, co odbyłoby się kosztem pozostałych dzielnic. Podobnych idei mieliśmy już wiele.

Z kogo obecnie składa się Wasz zespół?

Na dzień dzisiejszy, nad rozwojem systemu pracuje między 6 a 8 osób. Są to ludzie odpowiedzialni za programowanie, dystrybucję sprzętu, szkolenie taksówkarzy, umowy handlowe oraz negocjacje z dostawcami sprzętu i usług telekomunikacyjnych. Jestem również ja, czyli człowiek odpowiedzialny za marketing oraz strategię rozwoju projektu.

Ciągle zachowujecie strukturę startupu?

Jak najbardziej, w dalszym ciągu zachowujemy strukturę startupu. Cechuje nas, na przykład, bardzo duża swoboda decyzji. Zespół składa się z ludzi z wieloletnim doświadczeniem i dużo decyzji jest podejmowanych samodzielnie przez każdego z nas. I całe szczęście, bo tempo wydarzeń, moim zdaniem, wyklucza częste konsultacje i pracę w komitetach. Działamy, tak naprawdę, 24/h 7 dni w tygodniu. Osiągnęliśmy moment, w którym naszym paliwem jest w dużej mierze zaangażowanie emocjonalne w projekt.

A jak wygląda Wasza struktura własnościowa?

W tym momencie, wydzielamy iTaxi do odrębnej spółki z racji tego, że projektem na wczesnym etapie zainteresował się inwestor w osobie Łukasza Wejcherta. W nowej spółce docelowo większościowe udziały obejmie firma eo Networks, a mniejszościowe Łukasz Wejchert.

Pogadajmy dla odmiany o Łukaszu Felsztukierze. To jest Twój pierwszy startup, zgadza się?

Tak. Natomiast nie jest to na pewno mój pierwszy kontakt z technologią. Pod koniec lat 90., gdy dopiero budowała się branża interaktywna w Polsce, a liczba firm tworzących tą branżę nie przekraczała 3–4, wspólnie ze wspólnikiem założyłem firmę Digital One, która była jedną z największych agencji interaktywnych w Polsce. Przez 8 lat byłem bezpośrednio odpowiedzialny za prace działu technologii, a pod koniec również opracowywanie nowych usług i aktywną sprzedaż tych usług na rynku. To czym zajmuję się teraz w bardzo dużym stopniu bazuje na moich wcześniejszych doświadczeniach.

Czego możemy się spodziewać po iTaxi w najbliższej perspektywie? Macie jeszcze jakieś asy w kieszeni?

Chciałbym, aby iTaxi na stałe zagościło w naszych telefonach. Kilka dni temu, nasza aplikacja zadebiutowała na App Store, gdzie wskoczyła na 5 miejsce wśród najczęściej pobieranych, darmowych aplikacji. Znajdujemy się również na pierwszym miejscu w kategorii “travel”. Z pewnością można się po nas spodziewać, że nie spoczniemy na laurach. Mamy w planach przedstawić dwie oferty, skierowane do klientów indywidualnych jak i biznesowych, w których pokażemy całość możliwości jakie otwiera nasz system. Na pewno będziemy chcieli wejść w obszar płatności bezgotówkowych, ponieważ uważamy, że obecne rozwiązania istniejące na rynku nie są optymalne z punktu widzenia taksówkarzy. Jesteśmy szczególnie w dobrej sytuacji ponieważ nasz system już teraz wymaga smartphona tak po stronie pasażera, jak i taksówkarza. Co dalej? Myślę, że będziemy chcieli wdrożyć kilka funkcji społecznościowych, skupimy się na ciągłym zwiększaniu liczby dostępnych taksówek, jak również ekspansji geograficznej. W przypadku tego drugiego zadania, zakładam, że rozpoczniemy działania w tym kierunku już w kwietniu.

Bardzo dziękuję za rozmowę i w imieniu portalu mamstartup.pl życzę powodzenia w dalszym rozwoju firmy.

Rozmawiał: Wiktor Witkowski

Komentarze (0)