Na pytania dotyczące aplikacji Chayamuni, akceleratora StartUp Chile oraz odkrywania ciekawych historii miast, które zwiedzamy odpowiadają nam pasjonaci podróżowania i twórcy aplikacji Chayamuni Małgorzata i Mateusz Łapsa-Malawscy.


Czym jest Chayamuni i skąd ta ciekawa nazwa?

Gosia: Chayamuni to przygodowa gra dla turystów na iPhone’a. To świeże spojrzenie na zwiedzanie miast, interesujących miejsc, poznawanie wydarzeń i ludzi z przeszłości a wszystko to, z odrobiną bajkowej fabularyzacji. Chayamuni to nietypowy przewodnik turystyczny zbudowany z historii przygodowych, kryminalnych czy romansów. Tzw “Gamification” dla podróżnych. Użytkownik czyta historię na swoim smartfonie gdzie kolejne rozdziały prowadzą go przez ciekawe miejsca. Każdy rozdział zakończony jest zagadką, którą można rozwiązać tylko będąc na miejscu. Poprawna odpowiedź pozwala na otwarcie kolejnego rozdziału. Chayamuni oznacza w języku Quechua kogoś, kto właśnie przyjechał, podróżnika. Czyli właśnie takiego turysty, dla którego powstaje gra Chayamuni.

Jaka jest historia powstania startupu?

Gosia: Dość długa... Ten pomysł czekał na półce chyba ponad 3 lata. Nie pamiętam kto wpadł na ten pomysł - ja czy Mateusz. Chayamuni to jeden z setek naszych dziwnych pomysłów, które czekały zanotowane. Pierwsze scenariusze powstały w Krakowie ale musiały poczekać bo zwyczajnie nie mieliśmy czasu, żeby zająć się tym projektem, a nie jest to coś, co można robić przez godzinę dziennie po pracy. Dzięki StartUp Chile możemy zajmować się tym przez 100% czasu nie martwiąc się na tym etapie projektu finansowaniem.

Na czym będziecie zarabiać?

Gosia: Sama gra będzie platformą bezpłatną. Gracz płaci za ściągnięcie kolejnych scenariuszy. Planowana cena to 0.99USD za historyjkę. To naprawdę symboliczna cena za zwiedzanie z interesującą przygodą i planem, którego nie znajdziecie w żadnym typowym przewodniku. Ponadto prowadzimy rozmowy na temat scenariuszy sponsorowanych, ale o tym nie możemy teraz więcej mówić.

Co zyskujemy korzystając z Chayamuni?

Gosia: Fajną rozrywkę, zamiast tradycyjnego nudnego zwiedzania. Nawet mając mało czasu w danym mieście, nie mając przewodnika, nie musisz chodzić bez celu licząc, że może na coś ciekawego trafisz. Otwierasz aplikację, wybierasz najbliższy scenariusz, który spełnia Twoje wymagania i zaczynasz grę. Stajesz się XVI-to wiecznym gońcem, XIX-to wiecznym detektywem,... Za 0.99 USD kupujesz bilet do innego świata. Już w tym momencie pokazujemy Chilijczykom, Santiago jakiego nie znali. Więc nawet jeśli jesteś mieszkańcem Krakowa i wydaje Ci się zupełnie bez sensu zwiedzanie swojego miasta, Chayamuni zaskoczy Cię historią i da możliwość poznania go z zupełnie innej strony.

To jest Wasz pierwszy startup?

Mateusz: Nie, nie jest pierwszy. Wcześniej była biżuteria artystyczna. Dużo nas ten startup nauczył. Przede wszystkim jak ważny jest tzw “cashflow” gdy skalujesz firmę w czasach kryzysu.

Gdzie wcześniej pracowaliście?

Mateusz: Jestem programistą, managerem, konsultantem devops. Pracowałem w Motoroli, Sabre, Vertu (Nokia)... Różne szczeble i stanowiska. Gosia zajmowała się projektowaniem biżuterii w naszym poprzednim startupie. Pracuje również w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha - jest tam głównym grafikiem, czyli odpowiada za ich wizerunek.

Jak zdobywacie historie danego miasta? W informacji prasowej, którą otrzymałem piszecie, że są one napisane przez lokalnych dziennikarzy i pisarzy.

Gosia: Rozmawiając. Pytając znajomych i ich znajomych. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zna dziennikarza, pisarza który interesuje się historią swojego miasta i byłby zainteresowany napisaniem krótkiej historyjki czy fabularyzacją istniejącej legendy.


Jak pierwszy raz przeczytałem o Chayamuni to myślałem, że warunkiem koniecznym będzie stały dostęp do Internetu. Wydawało mi się, że każdą rozwiązaną zagadką będę mógł pochwalić się na Facebooku...

Mateusz: Dostęp do Internetu nie jest niezbędny podczas grania. Oczywiście potrzebny jest w momencie pobierania scenariusza. Pochwalić się rozwiązaną zagadką można również z opóźnieniem - mając dostęp do Internetu. Wyjeżdżając na wakacje do innego kraju zazwyczaj nie kupujemy dostępu do danych od lokalnego operatora telefonicznego a korzystanie z pakietów roamingowych do tanich nie należy. Stąd pomysł by zminimalizować konieczność użycia Internetu podczas gry. Z własnych doświadczeń wiemy jak to jest ważne dla podróżujących.

W przyszłości planujecie jakieś zniżki np. na wstęp do muzeum dla korzystających z Chayamuni?

Mateusz: Chayamuni to platforma do sprzedaży gier miejskich. Chayamuni to też platforma do promocji. Zniżka na bilet do muzeum nie wypromuje wystawy. Za to darmowa historia która zaprosi gracza do budynku muzealnego będzie miała zupełnie inne oddziaływanie.

Dlaczego zdecydowaliście się na stworzenie aplikacji na system iOS a nie na Android albo Windows Phone?

Mateusz: iOS to 30% użytkowników wszystkich smartfonów. Android to co prawda 46,3 % tego rynku ale pisząc na iOS piszesz na dwie platformy (iPhone i iPad) i dwie rozdzielczości ekranu: starą i retinę. Pisząc na Android musisz uwzględnić około 300 różnych kombinacji. Na Androidzie nie ma już nawet standardowych rozdzielczości ekranu tylko grupy. To bardzo podnosi koszt tworzenia oprogramowania i niejedno studio wycofało się już z Androida. Ponadto iOS oferuje jeden spójny kanał dystrybucyjny w pełni zrozumiały przez użytkowników. Android pozwala na dowolną ilość sklepów. I tyle właśnie ich jest. Nie dla każdego użytkownika jest to intuicyjne a dla twórcy, jest to dodatkowy koszt.

Dla nas przeniesienie aplikacji na Android jest krokiem całkowicie naturalnym. Celujemy z produktem w podróżników. Ta grupa szybciej wybierze pancerny wariant telefonu, czy też z termometrem, latarką, busolą, peleryną, albo po prostu tańszy. Czyli jak tylko produkt zostanie wypolerowany na iOS rozpoczynamy prace nad Androidem. Ciekawym przypadkiem jest Windows Phone. Jest to naprawdę bardzo dobry system operacyjny, z kanałem dystrybucyjnym oprogramowania zbliżonym do AppStore, ale ciągle mało popularny. Obserwujemy tą platformę z uwagą. Resumując, rozpoczęcie podboju rynku od iOS to dla nas najbezpieczniejsza strategia. Najmniejszym kosztem pozyskujesz wyraźny kawałek rynku. Kolejnym krokiem jest Android.

Dlaczego podjęliście decyzję o zgłoszeniu się do akceleratora StartUp Chile? Polskie programy akceleracyjne nie odpowiadały Waszym potrzebom?

Mateusz: O projekcie dowiedzieliśmy się przypadkowo. Od razu wydał nam się ciekawą alternatywą dla polskich programów unijnych. W Polsce nie udało nam się znaleźć niczego ciekawego dla siebie. Uważam, że pisanie 100 stronicowego business planu i późniejsze trzymanie się go pod groźbą odebrania funduszy, zabija ideę startupu. Alternatywą są pojawiające się w Polsce “Venture Capital”. Znane nam programy dają 20,000 PLN za 10% udziałów i minimalne wsparcie. Tak naprawdę na taki poziom inwestycji wystarczy kilku kolegów, którym spodoba się pomysł a przy okazji zarobią :))) Trudno to porównywać do 40,000 USD za 0% udziałów oferowanych przez StartUp Chile.

Czego się spodziewacie po udziale w programie StartUp Chile?

Gosia: Po pierwsze zależy nam na zakończeniu projektu i pozyskaniu ciekawych historii w Chile. Niejako gratis pojawiają się znajomości z niesamowitymi ludźmi. SUP to miejsce gdzie w jednym pokoju można porozmawiać o problemach takich jak brak czystej wody w paśmie podzwrotnikowym i oprogramowaniu pomagającym małym przedsiębiorcom rolnym dostosować produkcję do zapotrzebowania dużych odbiorców. Co najważniejsze, Ci ludzie mają rozwiązania na te problemy.

Jakie macie plany na przyszłość? Po obejrzeniu filmiku promocyjnego wydaje mi się, że chcecie działać globalnie.

Mateusz: Oczywiście :) Chyba każdy, kto zajmuje się aplikacjami na smartfony chce działać globalnie:) Przede wszystkim chcemy zakończyć pracę nad aplikacją i przejść do fazy testowania rynku... Od tego zależą nasze plany na najbliższą przyszłość.

Gosi i Mateuszowi dziękujemy za rozmowę i życzymy sukcesów.

Komentarze (0)