Czy w dobie smartfonów opłaca się tworzyć fotobudki? Okazuje się, że tak. Dowodem na to jest SpeedPhoto, firma Artura Fizyngera i Szymona Maćkowiaka, która próg rentowności osiągnęła już po pół roku działania. Do dziś obsłużyła setkę firm, oferując branding zdjęć, na których bohaterowie występują w przebraniu.

Na zdjęciu Artur Fizynger, CEO SpeedPhoto | Zdjęcie dzięki uprzejmości Anksfoto

fot. Anksfoto

W wieku 17-stu lat, wraz z Szymonem Maćkowiakiem, otworzyliście pierwszą firmę, która zajmowała się organizacją imprez. Działała pięć lat. Wtedy powstał pomysł na automat do robienia zdjęć?

Niezupełnie, wiedzieliśmy że chcielibyśmy nadal działać w branży rozrywkowej, ale nie mieliśmy jeszcze pomysłu, co chcemy robić. Po zamknięciu firmy, nasze drogi na chwile rozeszły się. Pomysł na SpeedPhoto pojawił się podczas moich zagranicznych podróży. Automaty do robienia zdjęć widziałem na dworcach czy lotniskach i zastanawiałem się dlaczego takich urządzeń nie ma w Polsce. Rękawy zakasałem po artykule, który podsunęła mi moja dziewczyna Renata.

Jak wyglądały przygotowania do stworzenia SpeedPhoto?

Początkowo nie miałem w planach budować automatu, chciałem go kupić i wstawić do galerii handlowej. Znalazłem producentów we Francji oraz na Ukrainie i byłem już zdecydowany na zakup. Podzieliłem się jeszcze pomysłem z Szymonem Maćkowiakiem. Pamiętam jak dziś: siedzieliśmy w KFC i opowiadałem mu o SpeedPhoto. Przekonał mnie, abyśmy sami zbudowali takie urządzenie.

Ile kosztowało zbudowanie prototypu?

Zajęło nam siedem miesięcy i pochłonęło wszystkie oszczędności, czyli ok. 28 tysięcy złotych. Był to czas wielu zwątpień, ale dzięki ciężkiej pracy osiągnęliśmy cel.

Co najtrudniej było stworzyć?

Wszystko było trudne. Wyobraź sobie, że widzisz daną rzecz i chcesz ją od początku zbudować, śrubka po śrubce. Na początku wydawało się to niemożliwe, a jednak, po siedmiu miesiącach mieliśmy gotowy prototyp. Do fotobudtki podzespoły ściągaliśmy z Niemiec i Francji, bo nie było gotowych rozwiązań tak jak dziś. Jesteśmy prekursorami w tym biznesie w Polsce i wiele ułatwiliśmy dzisiejszym firmom, które nas kopiują.

Gdzie stanął pierwszy automat do robienia zdjęć?

W Galerii Malta, w Poznaniu, a swoja premierę miał na początku grudnia 2012 rok.

Jak chcieliście promować produkt?

Nie mieliśmy kapitału na promocje produktu, dlatego nasz model biznesowy od razu zakładał reklamę bez kosztową. Jak ją prowadziliśmy? Wybierając najlepsze lokalizacje, w których mieliśmy plan instalacji naszego automatu. Głównie były to miejsca, gdzie codziennie przechodzą tysiące ludzi. Inna reklama nie jest nam potrzebna.

Co innego jeśli chodzi o wynajem automatów mobilnych na imprezy. Tutaj głównym kanałem dotarcia do klienta jest internet, dobrze wypozycjonowana strona oraz ogłoszenia na portalach branżowych. Choć najlepsza jest reklama szeptana.

Ile razy, ciągu pierwszego roku działalności, wypożyczaliście sprzęt?

W pierwszym roku działalności nie było wiele zleceń, gdyż usługa była dość nieznana jeszcze na Polskim rynku. Było to ok 30 imprez, dla przykładu dziś obsługujemy ich ponad 150 rocznie.

Kto był najczęstszym klientem?

Najczęstszym klientem są niewątpliwie agencje eventowe oraz marketingowe, które szukają cały czas nowości na rynku dla swoich klientów. To one dawały i dają najwięcej zleceń.

Jakie mają korzyści z tego? Mogą obrandować zdjęcia?

Oczywiście brandujemy automat, jak i zdjęcia, które użytkownicy zabierają ze sobą. Dzięki takim działaniom klienci lepiej zapamiętują daną markę. Ale to nie wszystko. Każde zdjęcie jest udostępniane na Facebooku z tagowaniem do profilu klienta. Oprócz tego zbieramy również kontakty, które są dla agencji najważniejsze poprzez przygotowanie ankiet na automacie czy tabletach. Korzyści jest wiele.

Ile kosztuje wynajem urządzenia na prywatną imprezę?

Wszystko zależy od czasu wynajęcia urządzenia, natomiast podstawowy pakiet na 2 godziny kosztuje 749zł. W tej kwocie nasi animatorzy zajmują się wszystkim począwszy od dostarczenia urządzenia na imprezę, po animacje oraz pomoc w obsłudze. W tej kwocie mamy możliwość wykonania nie ograniczonej liczby zdjęć oraz przygotowany przez nas branding zdjęć. Na zdjęciach możemy dodać swoje logo lub tekst w zależności od rodzaju imprezy. Wszystko zależy od upodobania klienta.

Ile zdjęć potrafi zrobić budka SpeedPhoto w ciągu jednej imprezy?

Setki, a nawet tysiące wszystko zależy od czasu trwania imprezy.

W czym jest lepsza od zwykłego aparatu?

Aparat, a automat SpeedPhoto to zupełnie dwie różne sprawy. Automat od razu drukuje zdjęcia, kopie przesyła na maila lub upload’uje je na portale społecznościowe. Podczas robienia zdjęć dostarcza wielu emocji użytkownikom. Poprzez samoobsługę mamy swobodę działania, a przebrania, które dostarczamy na każdą imprezę dodają zabawnego akcentu.

Kiedy biznes osiągnął próg rentowności?

Po sześciu miesiącach, więc na efekty naszej ciężkiej pracy długo nie czekaliśmy.

Co jest największym wyzwaniem firmy?

Konkurencja, która rośnie jak grzyby po deszczu. Niestety strasznie psuje rynek zarówno obniżaniem cen, jak i jakością wykonywania swoich usług. Najgorsze, że klient końcowy zamawiający usługę nie jest tego świadomy.

Oferuje słabszy produkt?

Rożnica jest ogromna. Wiele firm pracuje np. na kamerach internetowych czy też na drukarkach atramentowych, co niewątpliwie wpływa na jakość zrobionych zdjęć. Nie wspomnę już o aplikacjach, które często są w języku angielskim, bo właściciele konkurencyjnych automatów kupują u naszych zagranicznych sąsiadów licencje bez polskiego tłumaczenia. Różnice tej branży są naprawdę spore.

A jak wygląda konkurencja na światowym rynku?

Największą konkurencje posiadamy w Stanach Zjednoczonych, gdzie ta branża przynosi miliardy dolarów rocznie, jest to wynik do którego w Europie daleko. W Europie natomiast posiadamy kilku kluczowych konkurentów, których mamy zamiar ścigać.

Ile warty jest europejski rynek?

Ile konkretnie nie potrafię powiedzieć, gdyż nie jest on rozwinięty tak, jak w USA czy Chinach. Natomiast podejrzewam ze przekonamy się o tym w przyszłości.

Planujecie ekspansję?

Obecnie jesteśmy na etapie badania rynków w krajach europejskich. Nie podjęliśmy jeszcze żadnej decyzji natomiast podejrzewam, że będą to nasi sąsiedzi.

W jaki sposób chcecie rywalizować z konkurencją?

Lepszym i nowocześniejszym produktem, na samych fotobudkach na pewno nie poprzestaniemy. Będziemy budować nowe urządzenia dedykowane dla rozrywki, których jeszcze świat nie widział, to sprawi, że będziemy zawsze o krok przed konkurencją, która tylko powiela produkty już znane.

Nadal będą związane z robieniem zdjęć?

Niektóre z nich z pewnością, gdyż każdy z nas uwielbia robić sobie zdjęcia wspólnie ze znajomymi, tak więc na pewno będziemy iść w tym kierunku.

Czy w dobie telefonów komórkowych, tabletów i innych urządzeń cyfrowych takie fotobudki to nie przeżytek?

Oczywiście, że nie. Każdy z nas posiada takie urządzenia. Codziennie robimy zdjęcia telefonami lub innymi urządzeniami cyfrowymi, ale tak naprawdę ile z tych zdjęć oprócz pamięci cyfrowej, która jest ulotna, mamy fizycznie na biurku, lodówce czy w portfelu? Często te zrobione i wywołane przez Fotobudkę to jedyne namacalne zdjęcie, które mamy.

Komentarze (0)