Nowe technologie zmieniają w naszym życiu wiele rzeczy. Jedną z nich są książki, które w tradycyjnej formie powoli odchodzą do lamusa. W tej zmianie aktywnie uczestniczy startup Legimi.com. Rozmawiamy z Mateuszem Frukaczem - CEO Legimi.

Czym jest Legimi.com?

Legimi.com to księgarnia internetowa oferująca dostęp do tysięcy publikacji w mobilnym formacie EPUB: książek, czasopism i treści z blogów. Legimi to także aplikacje do czytania na różnych urządzeniach, o różnych przekątnych ekranu – tabletach, smartfonach, e-czytnikach i komputerze. Obecnie posiadamy aplikacje na iPada, iPhona, Booxa i Windows, ale w najbliższym czasie obsłużymy także Androida i kolejne, ważne platformy. Oprócz tego staramy się, aby czytanie było łatwe i wygodne – publikacje można kupować z poziomu urządzenia, a aplikacje pozwalają m.in. na zmianę rozmiaru czcionki i ustawień tekstu, tworzenie zakładek i notatek, zaznaczanie cytatów i dzielenie się nimi ze znajomymi, układanie publikacji na półkach czy prenumerowanie treści periodycznych.

Promujecie możliwość „czytania w chmurze”. Czym ono jest i dlaczego warto się nim zainteresować?

Aplikacje Legimi umożliwiają dostęp do jednej biblioteczki użytkownika z każdego z posiadanych urządzeń do czytania. Publikacje czytane na dowolnym z nich są zawsze zsynchronizowane z kontem użytkownika, wraz ze wszystkimi półkami, zakładkami i wynotowanymi cytatami. Czytanie na jednym urządzeniu można rozpocząć od strony, na której skończyło się – na innym. Ponadto w przypadku utraty lub zmiany urządzenia wszystkie kupione wcześniej książki można pobrać jednym kliknięciem. „Czytanie w chmurze” dobrze ilustruje ten film: http://www.youtube.com/watch?v=sbiX_oACKD0

Kto stoi za projektem?

Pierwsze szkice systemu tworzyliśmy z kolegą ze studiów, Mikołajem Małaczyńskim, jeszcze w 2008 roku. Pamiętam jak na wakacjach pod namiotem pobierałem w roamingu plik PDF z założeniami systemu, przewijałem go strzałkami na starym telefonie i oddzwaniałem z komentarzami. Potem były poranne spotkania przy kawie i kilkugodzinne rozmowy na Skypie po uczelni, gdy już nie mieliśmy siły spotykać się w cztery oczy. Niemal od początku byli z nami także Piotrek Kryger i Kuba Pawłowski, dwóch niesamowicie zdolnych informatyków, z którymi Mikołaj wygrywał wcześniej nagrody w konkursach Microsoft Imagine Cup w Seulu i Paryżu. Bez nich dojście do miejsca, w którym jesteśmy teraz, byłoby niemożliwe.

Udało się Wam pozyskać wparcie funduszu SpeedUp. Co mogło być decydującym argumentem, dzięki któremu inwestor postanowił włożyć pieniądze w Wasz projekt?

Bartek Gola, prezes SpeedUpa, zawsze powtarza nam, że równie mocno, co w pomysł, inwestują w ludzi. Dodać przy tym należy, że pomysł, z którym przychodziliśmy do SpeedUpa, mocno różnił się od tego, czym Legimi jest obecnie. Zdajemy sobie sprawę, że stopień rozwoju e-czytelnictwa i dopiero kształtujące się modele biznesowe nie pozwalają w tym momencie na przeprowadzanie rewolucji. Dlatego wybraliśmy ścieżkę ewolucyjną, w której co jakiś czas zaskakiwać będziemy nowymi rozwiązaniami.

Inwestor dostrzegł także szansę w rynku ebooków – i choć ten w Polsce jeszcze nie wystrzelił, zdajemy sobie sprawę, że kto zajmie sobie na nim miejsce już teraz, stanie się rozpoznawalny i będzie go stać na przetrwanie, będzie czerpał z tego korzyści w przyszłości.

Legimi otrzymało również wsparcie z Funduszy Europejskich. Jak to wygląda w praktyce godzenie tych dwóch źródeł finansowania?

O programie 8.1 powiedziano już bardzo wiele – często wiele złego. Biurokracja, brak jakiejkolwiek elastyczności czy zły dobór niektórych projektów nie podlegają dyskusji. Niemniej 800 tysięcy złotych dla startupu, który zabiera się za duży projekt, potrzebuje na sprzęt, pensje, a później promocję, to potężny kopniak do przodu i komfort pracy. Komfort, dla którego warto nieraz spędzić 8 godzin z rzędu, kserując dokumentację unijną.
Dotacja w naszym przypadku wyniosła 85 procent, a płatności odbywały się w transzach. Dzięki SpeedUpowi mieliśmy zagwarantowany cash flow i pełne wsparcie przy jej rozliczaniu. Mogliśmy w ten sposób skupić się na samym projekcie.

Jaki jest Wasz model biznesowy?

Bardzo prosty – naszym celem jest zarabianie na sprzedaży publikacji. Standardowo marża od sprzedawanych książek wynosi 30 procent.

Dodatkowo mamy też dział konwersji książek, który zajmuje się odpłatną konwersją plików PDF bądź plików składu (jak inDesign) do formatu EPUB dla wydawnictw i dystrybutorów. Ponieważ jesteśmy firmą o silnych korzeniach technologicznych, przyjmujemy także zlecenia na wytwarzanie oprogramowania dla rynku książki.

Skąd przekonanie, że Legimi odniesie sukces?

Dla mnie najważniejsze jest, że nie tylko sami korzystamy z Legimi na co dzień, ale i chcemy słuchać, co mówią nasi użytkownicy. Mamy głowy pełne pomysłów i zapału, żeby Legimi było pierwszym miejscem, które odwiedzisz, jeżeli będziesz miał ochotę coś poczytać – bez względu czy masz na to 10 minut, siedząc na toalecie, czy kilka godzin na leżaku podczas wakacji.

Nie jesteśmy wielką korporacją, wprowadzenie nowej funkcji do księgarni czy aplikacji nie musi trwać kilka miesięcy, przez co łatwo dostosowywać się nam do zmian zachodzących na rynku. W swojej niedługiej historii byliśmy zmuszeni dokonać już kilku pivotów i choć zawsze wiąże się to z obawami, jesteśmy gotowi po raz kolejny modyfikować strategię, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Rosnąca liczba użytkowników, pobrań aplikacji i transakcji w serwisie utwierdza nas jednak w przekonaniu, że idziemy dobrą drogą.

Co może być największą przeszkodą na drodze do sukcesu?

Jeszcze rok temu za największą barierę uznałbym dostępność urządzeń do czytania. Od samego początku zauroczeni byliśmy e-czytnikami i na nich koncentrowaliśmy swoje działania, ale ich wysoka cena w połączeniu z ograniczoną funkcjonalnością sprawiły, że wykres liczby urządzeń w Polsce nijak nie odzwierciedlał dynamiki z rynku amerykańskiego. E-czytnik jest doskonały do czytania, ale iPad – mimo że tablety to wbrew powszechnej opinii żadna nowość – otworzył nowy rozdział w historii urządzeń mobilnych. A przy okazji okazało się, że przeczytać pojedynczy rozdział książki czy artykuł z bloga, można także całkiem wygodnie na małym ekranie smartfona.

Na chwilę obecną zidentyfikowałbym dwie główne przeszkody w rozwoju e-czytelnictwa – nie tylko dla nas, ale i dla całego rynku. Po pierwsze: ceny ebooków dyktowane przez wydawców. Osobiście jestem zdania, że bez względu na to, czy kupujemy książkę papierową czy ebooka, nabywamy prawa do tej samej wartości intelektualnej, a brak możliwości pożyczenia fizycznego egzemplarza lub użycia go do zabicia latającej muchy kompensowany jest nam między innymi poprzez dostępność z każdego miejsca czy możliwość łatwej nawigacji i przeszukiwania tekstu. Gdy jednak jakiś czas temu, chcąc kupić najnowszy kryminał mojego ulubionego Mankella, zobaczyłem cenę prawie 50 złotych (tyle co książka papierowa w twardej oprawie!), załamałem ręce. Na szczęście większość ebooków jest dużo tańsza. Trzeba też pamiętać, że choć wydawca nie ponosi kosztów druku i składu, ebooki obłożone są najwyższą, 23-procentową stawką VAT.

Drugim problemem jest liczba książek – co prawda z tym jest już coraz lepiej i większość nowości wydawana jest także w formie elektronicznej, czasem nawet przed wersją papierową, ale odtworzenie tzw. backlisty tytułów, szczególnie zagranicznych autorów, wymagałoby pozyskania kosztownych licencji dla książek już wydanych.

Martwią także opublikowane przez Bibliotekę Narodową statystyki czytelnictwa, według których ponad połowa Polaków nie przeczytała w poprzednim roku ani jednej książki. Większość z nich nie zajrzała nawet do słownika, książki telefonicznej czy katalogu Ikei!
Być może niektórzy zauważyli, że wszystkie problemy, które opisałem, są specyficzne dla rynku w Polsce. Pod względem technologii i architektury systemu nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby Legimi było marką międzynarodową. Dlatego też ze wzmożoną czujnością obserwujemy równolegle rynki zagraniczne.

Jakimi wynikami może pochwalić się dziś Legimi? Ilu ma użytkowników? Ile sprzedaje książek? Ilu i jakich ma partnerów?

Na chwilę obecną mamy kilka tysięcy użytkowników i sprzedajemy kilkaset publikacji miesięcznie. Mamy oczywiście dużo większe ambicje, ale wiemy też, że nie odstajemy od obecnej konkurencji.

W ofercie mamy ponad dwa tysiące książek od niemal stu wydawnictw, takich jak Świat Książki, W.A.B., Znak, Zysk, Czarna Owca czy Prószyński. Oprócz własnych umów, pozyskujemy także książki od dystrybutora, któremu z kolei dostarczamy system zabezpieczeń z naszym DRM. Prowadzimy projekt pilotażowy z tygodnikiem Wprost, udostępniając pierwsze polskie czasopismo w formacie EPUB. Współpracujemy także z ok. 100 wybranymi polskimi blogerami (m.in. Kurasiński, Hatalska, Oleszczyk, Kowalczyk), oferując ich treści, za darmo, w formie zamkniętych publikacji.

Jakie plany na najbliższą przyszłość? Czego Tobie życzyć w kontekście projektu Legimi.com?

Cały czas pracujemy nad naszymi aplikacjami, w najbliższym czasie planujemy położyć nacisk na  względy wizualne, ponieważ skończyły się już czasy, gdy na ocenę aplikacji miała wpływ wyłącznie użyteczność. Jak już wspomniałem, chcemy obsłużyć także kolejne platformy, najpierw Androida. Do końca roku mamy jeszcze przewidzianych kilka zupełnych nowości, ale nie chciałbym za szybko ich ujawniać – zapewniam, warto poczekać.

Życzyłbym sobie, żeby ebooki nie kojarzyły się z plikami PDF z poradami „jak założyć własną firmę” albo „jak poderwać dziewczynę w weekend”, ale były sposobem na wygodne, szybkie przeczytanie każdej nowości książkowej. Chciałbym, żeby rodzice odwiedzający targi książki nie wytykali nas – jak co niektórzy do tej pory – palcem i mówili swoim pociechom: „patrzcie, to oni chcą zabić książki”. Wręcz przeciwnie: my chcemy, żeby te książki czytało się jeszcze lepiej!

I tego Ci życzę w imieniu redakcji MamStartup.pl.

Dla tych, którzy dotrwali do końca wywiadu mamy niespodziankę - 20% zniżki na wszystkie ebooki w Legimi.com. Wystarczy podczas zakupu wpisać następujący kod: xrozlnvrtprtsjzrrp. Rabat obowiązuje tylko do końca lipca!

Komentarze (0)