Mało jest w Polsce takich startupów, które zdobywają rozgłos za granicą i osiągają sukces nie tylko na lokalnym podwórku. Takim serwisem jest niewątpliwie Codility.com. Rozmawiamy z Grzegorzem Jakackim - CTO&CEO, Codility Ltd.


Co to jest codility.com? Co oferuje i do kogo jest kierowany?

Codility to serwis skierowany do pracodawców rekrutujących programistów. Serwis odsiewa kandydatów o niedostatecznych kwalifikacjach za pomocą zautomatyzowanych testów programistycznych.

Skąd pomysł na taki startup?

Pomysł zrodził się z moich doświadczeń z trwającej dwa i pół roku rekrutacji programistów w pekińskiej firmie Exoweb – na ogłoszenia o pracę zgłaszało się bardzo wielu kandydatów, ale olbrzymia większość nie radziła sobie z pisaniem nawet stosunkowo prostych programów. Ponieważ okazało się, że automatyzacja „pierwszego sita" pozwala bez żalu odsiać 90% kandydatów, postanowiłem przekuć pomysł w produkt.

Na jakim etapie rozwoju jest Wasz serwis? Jakim zainteresowaniem cieszy się ze strony klientów? Czy jest rentowny?

Firma Codility, będąca właścicielem serwisu o tej samej nazwie, oficjalnie działa od końca 2009 roku i jest rentowna, ale sam pomysł i jego walidacja są o wiele starsze. Pierwsze próby z zastosowaniem automatycznej pre-selekcji przy rekrutacji programistów przeprowadziłem w Pekinie w roku 2005 i od tamtej pory ta metoda jest stale rozwijana. Na brak zainteresowania nie narzekamy, z Codility korzystają firmy małe i duże, m.in. Nokia, Siemens, Barnes&Noble, LonelyPlanet.

Jakie plany na przyszłość odnośnie Codility?

Rozwój na wszystkich frontach, począwszy od sieci dystrybucyjnej, po nowe rozwiązania techniczne dotyczące naszych głównych funkcjonalności.

W 2009 roku wygraliście SeedCamp, jak tam trafiliście?

W 2009 twórcy serwisu Codility nawiązali współpracę z firmą consultingową Ubik Business Consulting, która zaproponowała promocję poprzez wprowadzenie projektu do finału konkursu Seedcamp. Udało się zrealizować więcej, projekt nie tylko wszedł do finału, ale także został laureatem konkursu i otrzymał propozycję inwestycji od funduszu Seedcamp LLP.

Co sądzisz o tej inicjatywie?

Seedcamp to połączenie funduszu zalążkowego z inkubatorem przedsiębiorczości. Takich przedsięwzięć jest w Europie wiele, Seedcamp jednak wyróżnia się na tym tle umiejętnością pozyskania do współpracy inwestorów i mentorów największego kalibru.

Czy sukces na SeedCampie, oprócz pozyskania inwestycji 50K Euro, przyniósł Wam jakieś inne korzyści?

Zwycięstwo w konkursie Seedcamp oznacza, że fundusz zalążkowy Seedcamp LLP składa propozycję inwestycji, tzn. zakupu części udziałów w przedsiębiorstwie realizującym projekt. My taką propozycję przyjęliśmy i sprzedaliśmy 10% udziałów w firmie Codility Ltd. funduszowi Seedcamp LLP. Czy dzięki zwycięstwie w konkursie uzyskaliśmy coś poza tą inwestycją? Przede wszystkim wiele osób o nas usłyszało, a to miało duże znaczenie dla rozwoju sprzedaży.

Jak wspominasz sesję z mentorami? Czego nauczyło Was to doświadczenie?

To były bardzo interesujące rozmowy, z wielu z nich wyciągnęliśmy wnioski, które później bardzo nam pomogły, ale też nauczyliśmy się, że co człowiek, to opinia.

Czemu tak mało polskich startupów przebija się do przedsięwzięć takich jak Seedcamp? W czym tkwi słabość naszych rodzimych serwisów internetowych?

Po pierwsze, założenie i prowadzenie firmy w Polsce jest bardzo uciążliwe. Po drugie, brakuje weteranów, którzy w nowe firmy inwestowali by wiedzę, kontakty i pieniądze. Po trzecie, Polska to niemały rynek, wiele przedsiębiorstw wyżywi się z produktów przeznaczonych wyłącznie na rynek polski, tudzież będących polskimi klonami produktów, które odniosły sukces za granicą (np. Allegro – eBay). Seedcamp jest zainteresowany projektami, które dają się skalować na rynek międzynarodowy, tym samym tego typu projekty znajdują się poza obszarem jego zainteresowania.

Czy dostrzegasz na polskim rynku internetowym jakieś ciekawe startupy, które mogłyby powtórzyć Wasz sukces?

Wiele jest takich firm, stosunkowo mało się o nich pisze i mówi, a spore sukcesy często przechodzą niedostrzeżone. Ja sam zdziwiłem się odkrywszy, że Implix, światowy leader w dziedzinie marketingu e-mailowego to firma z Trójmiasta. Firmy wynoszą się z rejestracją z Polski (wcale się nie dziwię, Codility przenieśliśmy do Wielkiej Brytanii), ale są to przecież firmy robione przez ludzi z Polski, tu wykształconych i tu pracujących. To każe mi sądzić, że w Polsce jest i będzie wiele ciekawych startupów. Ciekawe przedsięwzięcia, z którymi spotkałem się na przestrzeni ostatniego roku, to np. firma Innexim, która „w garażu" opracowała nowatorską technologię detekcji zanieczyszczeń w żywności opartą na algorytmicznej analizie obrazu rentgenowskiego.

Miałeś okazję pracować w Chinach i USA, jaka jest specyfika pracy w tych krajach? Jakie widzisz główne różnice w odniesieniu do Polski?

W USA istnieje silny etos pracy, Amerykanie szanują pracę i chcą być postrzegani jako profesjonaliści. Chińczycy potrafią pracować bardzo ciężko, ze świadomością, że „bez pracy nie ma kołaczy" (no chyba że jesteś urzędnikiem państwowym!). Choć we współczesnych Chinach teoretycznie obowiązuje 40-godzinny tydzień pracy, to historycznie rzecz biorąc w chińską kulturę nie jest wpisany dzień wolny, jak niedziela lub szabas w kulturze śródziemnomorskiej. Myślę że Polakom brak etosu, znam wiele osób które traktują pracę jako przykry obowiązek, a nie powód do dumy, do tego niski poziom ambicji zawodowych usprawiedliwiają swoją antypatią do pracodawcy. Myślę też, że w porównaniu z Chińczykami zupełnie brakuje nam świadomości, że na dobrobyt trzeba zapracować – uwielbiamy te długie weekendy w maju i na Boże Ciało, jesteśmy trzecim krajem w Europie pod względem liczby dni wolnych od pracy.

Czy według Ciebie są jeszcze jakieś ciekawe nisze do zagospodarowania w Internecie? W jaki segment internetu byś zainwestował w obecnych realiach?

Patrzyłbym w kierunku możliwości stwarzanych przez szybki internet na telefonach komórkowych, szczególnie usług opartych na przetwarzaniu w czasie rzeczywistym.

Co poradziłbyś osobom, które dziś chciałyby stworzyć własny startup?

Żeby robiły to z miłości, a nie dla pieniędzy.

Komentarze (0)