... ... ...

Posiadanie wielu źródeł przychodu jest bardzo ważne dla stabilności finansowej firmy - Michał Korżawski i Joanna Szybińska (EcoBlik)

Dodane

09-02-2016

Artykuł sponsorowany
– Można stworzyć genialną aplikację, ale bez odpowiedniej promocji, kiedy mało kto wie o jej istnieniu, nie osiągnie ona sukcesu – tak o porażce Tour de Maps mówią jej autorzy. W rozmowie z nami opowiadają, jak doświadczenia z nią związane wykorzystują przy budowie EcoBlik.

Dawniej tworzyli aplikację edukacyjną dla dzieci, a teraz zajmują się wyłącznie fizycznym produktem. Michał Korżawski i Joanna Szybińska od 2011 roku pod marką EcoBlik produkują i dystrybuują żywność ekologiczną. Samodzielnie przygotowują receptury, projektują opakowania, a także finansują projekt.

Na zdjęciu: Joanna Szybińska i Michał Korżawski, współtwórcy EcoBlik | fot. materiały prasowe  

Z roku na rok ten proces jest coraz bardziej zautomatyzowany, do zespołu EcoBlik dołączyło kilka osób, a po pięciu latach prowadzenia firmy jej roczny przychód powiększył się piętnaście razy i wynosi obecnie 1,5 mln złotych. Dojście do tego pułapu kosztowało twórców tej ekologicznej firmy wiele pracy, wysiłku, a także akceptacji popełnianych błędów. W 2013 roku przedsiębiorcy postanowili bowiem zdywersyfikować ryzyko związane z prowadzonym biznesem i uruchomili Tour de Maps, aplikację edukacyjną dla dzieci.

Projekt ten nie przyniósł jej autorom spektakularnego sukcesu, ale jak twierdzą Michał Korżawski i Joanna Szybińska, zapewnił im przyśpieszony kurs przedsiębiorczości, który pomógł skuteczniej budować EcoBlik. Zapytaliśmy więc właścicieli firmy czy mimo porażki warto było uruchomić Tour de Maps, czego nauczyli się podczas pracy nad tą aplikacją i jak te doświadczenia wykorzystują rozwijając EcoBlik? Zapraszamy do lektury!

Dlaczego uruchomiliście aplikację Tour de Maps?

Chcieliśmy zdywersyfikować przychody. W tamtym okresie nasze rozumowanie wyglądało następująco: jeśli nasze produkty w danym okresie roku będą sprzedawać się gorzej, chociażby ze względu na pewną zauważalną sezonowość, to zawsze będziemy mieć dodatkowe źródło dochodu. Ponadto aplikacje na iOS były w tym czasie bardzo na topie. Chcieliśmy wtedy być częścią tego światowo-aplikacyjnego szaleństwa. Mimo że nie osiągnęliśmy na tym polu spektakularnego sukcesu, to spełniliśmy swoje marzenie i zdobyliśmy ogromne doświadczenie, które wykorzystujemy teraz budując markę EcoBlik.

Ile trwały przygotowania aplikacji?

Około trzech miesięcy.

Co udało się Wam zbudować w tym czasie?

Cały system, bogatą warstwę graficzną, zebraliśmy także treść merytoryczną, która miała być atrakcyjna dla użytkowników. W końcu przyszedł czas na nagrania lektorskie i złożenie wszystkiego w jeden produkt. Aplikacja pod względem technicznym była bardzo prosta, ale zależało nam na unikalnym kontencie i właśnie to pochłonęło najwięcej czasu. Staraliśmy się zebrać niepodręcznikowe dane i wiadomości, coś czego nie znajdzie się w przewodnikach podróżniczych.

Jak zareagowali internauci na nią?

Najczęściej chwalili grafikę. Podobały im się również ciekawe informacje na temat różnych miejsc w Stanach Zjednoczonych, o których wcześniej nie wiedzieli. Nasz cel pod tym względem został osiągnięty, a kontent w pewnym sensie doceniony.

Aplikacja w końcu „padła”. Dlaczego?

Przeznaczone środki okazały się niewystarczające. W efekcie, mimo jasno sprecyzowanej grupy docelowej i małej konkurencji w swojej kategorii tematycznej, Tour de Maps był praktycznie niewidoczny w App Store. Można stworzyć genialną aplikację, ale bez odpowiedniej promocji, kiedy mało kto wie o jej istnieniu, nie osiągnie ona sukcesu.

Nie mieliśmy także możliwości powołania oddzielnego zespołu, który pracowałby wyłącznie nad aplikacją. Ostatecznie, ludzie odpowiedzialni za EcoBlik pracowali również nad Tour de Maps - to był błąd. Z drugiej strony, to właśnie ich umiejętności skłoniły nas do podjęcia ryzyka i rozpoczęcia równoległych prac na dwoma zupełnie różnymi projektami. Biorąc pod uwagę fakt, że to EcoBlik był źródłem dochodu firmy, był więc jednocześnie priorytetem, zaś prace nad Tour de Maps zeszły nieco na drugi plan. Z perspektywy czasu wiem, że coś musiało zostać zaniedbane.

Doświadczenia przy rozwijaniu EcoBlik okazały się niewystarczające przy budowaniu Tour de Maps?

To duże uproszczenie. Mamy tu dwa zupełnie inne pola działania i dwa zupełnie inne światy. Coś co sprawdziło się w firmie produkującej żywność ekologiczną dla Polski i Unii Europejskiej niekoniecznie sprawdzi się w przypadku anglojęzycznej aplikacji mobilnej dla dzieci w Stanach Zjednoczonych. Było to więc bardziej jak odkrywanie, a następnie tworzenie zupełnie nowej planety.

Mimo porażki warto było angażować się w ten projekt?

Tak.

Dlaczego?

Pracując nad Tour de Maps spędziliśmy z zespołem mnóstwo godzin, odbyliśmy wiele fajnych rozmów i zgraliśmy się ze sobą. Ponadto zdobyliśmy dużo wiedzy i doświadczenia, które wykorzystujemy teraz przy budowaniu EcoBlik. Słowo „porażka” nabiera więc dla nas zupełnie nowego znaczenia.

To jedna strona medalu, a druga?

Minusem z kolei są stracone pieniądze.

Ile kosztowało zrobienie Tour de Maps?

Około 30 tys. złotych.

Czego nauczyliście się podczas pracy tą aplikacją?

Wymienilibyśmy tu trzy główne elementy. Po pierwsze: nie wchodzić w projekty spoza branży, w której robi się biznes. Ewentualnie nie angażować się w branżę, o której ma się niewiele wiedzy. Po drugie: mieć zawsze dopracowany, a najlepiej przetestowany i sprawdzony plan marketingowy dla danego produktu. I w końcu, doba ma zaledwie dwadzieścia cztery godziny - nie da się jej rozciągać w nieskończoność.

Jak tę wiedzę wykorzystujecie przy budowaniu EcoBlik?

Inaczej myślimy o dywersyfikacji biznesu. Niemniej w dalszym ciągu uważamy, że posiadanie wielu źródeł przychodu jest bardzo ważne dla stabilności finansowej firmy, jednak od czasu Tour de Maps szukamy jej wyłącznie w swojej branży. W bardzo przemyślany i świadomy sposób planujemy kolejne produkty. Wprowadzamy partie testowe, szybko reagujemy na potrzeby rynku i rozważamy różne scenariusze wejścia i rozwoju kolejnych produktów.

W przeciwieństwie do Tour de Maps, sklep z żywnością ekologiczną okazał się sukcesem, a spółka generuje roczny przychód na poziomie 1,5 mln zł. Ile czasu zajęło osiągnięcie tego pułapu?

Po pierwsze to nie tylko sklep. Sklep internetowy jest jedynie uzupełnieniem naszej działalności produkcyjno-dystrybucyjnej, dodatkowym kanałem sprzedaży. EcoBlik to przede wszystkim marka genialnych produktów ekologicznych, dostępnych w tej chwili w sprzedaży bezpośredniej na terenie całego kraju. Firma od pierwszego roku była rentowna. Z roku na rok zwiększamy obroty. W piątym roku udało się wypracować taki wynik.

A w pierwszym roku?

Około 100.000 zł

Co zdecydowało o sukcesie projektu?

Ciekawe i unikatowe produkty, które powstają według naszych własnych receptur. Staramy się dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców, dlatego tworzymy różne linie produktów. Inaczej wygląda nasz asortyment dla sklepów ziołowych, inaczej dla sklepów spożywczych i jeszcze inaczej dla klubów fitness i siłowni. Dokładamy wszelkich starań, aby każdy znalazł u nas coś dla siebie. Kolejna sprawa, to najwyższej klasy ekologiczne surowce, których jakość co roku potwierdzamy certyfikatem. Dzięki temu udało się nam zbudować zaufanie klientów, a rynek docenił nasze starania w tym zakresie.

I w końcu, świetny i sprawny kontakt z klientem, zarówno z tym hurtowym, jak i odbiorcą końcowym. Wykorzystujemy różnorodne kanały komunikacji, używamy różnych form przekazu. Staramy się szybko reagować i sprawnie realizować wszystkie zamówienia i potrzeby klientów. To procentuje, a nasi kontrahenci to doceniają. Oczywiście tych czynników jest znacznie więcej, jak chociażby wspaniały i niezastąpiony zespół, z którym mamy możliwość budować markę EcoBlik.

Nadal rozwijacie firmę „po startupowemu”?

Tak, cały czas.

Na czym konkretnie polega to podejście do biznesu?

Podobnie jak w startupie szukamy niezagospodarowanych jeszcze nisz, których w żywności ekologicznej w Polsce, ale także na świecie, jest bardzo dużo. Nowe rozwiązania, innowacyjne podejście do tematu i wychodzenie naprzeciw potrzebom dnia codziennego. Co więcej, jesteśmy bardzo elastyczni. Nauczyliśmy się szybko reagować na zmiany. To kluczowa umiejętność w naszym biznesie i wielka przewaga konkurencyjna.

Poszukujecie również inwestora. Jak kapitał ten pomoże Wam rozwinąć EcoBlik?

Z pewnością dużo szybciej i sprawniej moglibyśmy zagospodarować pozostałe nisze na rynku. Jest w nich ogromny potencjał. Obecnie mamy więcej gotowych pomysłów, niż mocy przerobowych. Chcielibyśmy jak najszybciej wprowadzić je w życie, a dzięki inwestorowi stanie się to możliwe.

Póki co projekt był finansowany z własnej kieszeni?

Tak. To najwygodniejszy, prawdopodobnie najbezpieczniejszy, a na pewno najbardziej pouczający sposób finansowania biznesu - szczególnie na początku działalności i polecamy go każdemu. Mobilizuje i sprawia, że dużo rozważniej podchodzi się do wydawania pieniędzy. Uczy nie tylko odpowiedzialności, ale także poważniejszego podejścia do sprawy, wgryzienia się w temat. Bycia w biznesie „tu i teraz”. Dopiero po jakimś czasie, u jednych szybciej, u innych niestety później lub wcale, przychodzi taki moment, że to marka i cała firma jest naszym kapitałem, nie tylko już środki na koncie. Wówczas okazuje się, że potrafimy sprawnie prowadzić całe przedsiębiorstwo, niezależnie od źródła finansowania.

W jaki więc sposób gospodarowaliście ograniczonym budżetem, żeby jak najefektywniej rozwinąć firmę?

Dzięki nabytym wcześniej doświadczeniom mamy możliwość robienia wielu rzeczy we własnym zakresie. Sami projektujemy opakowania i realizujemy wszelkie prace graficzne, prowadzimy stronę internetową i sklep dbając jednocześnie o właściwe pozycjonowanie i regularnie pojawiający się kontent. Ten także przygotowujemy we własnym zakresie. Nie korzystamy więc z pomocy zewnętrznych agencji marketingowych. Nie twierdzę, że nigdy to nie ulegnie zmianie. Jeśli jednak szukać oszczędności to tylko w ten sposób, nigdy kosztem jakości. Dotyczy to przede wszystkim surowców, co w naszej branży jest niestety bardzo popularne.

Koszty udało się zmniejszyć także dzięki własnej produkcji i obiektom magazynowym. To dzięki temu możemy dostosować stany magazynowe do aktualnych potrzeb bez konieczności spełniania minimum logistycznego firmy zewnętrznej i niepotrzebnego gromadzenia zapasów, a co za tym idzie mrożenia kapitału. To ogromne oszczędności. Wiele elementów można zlecać na zewnątrz, łącznie z produkcją, magazynowaniem i wysyłką, ale to generuje dodatkowe koszty i koliduje z elastycznością, którą tak sobie cenimy i która stanowi naszą ogromną przewagę nad konkurencją. Umiejętność szybkiego reagowania i maksymalne skrócenie drogi komunikacyjnej między zamówieniem, a jego realizacją jest w tej kwestii kluczowe. Nauczyliśmy się bardzo efektywnie czasowo oraz kosztowo dostosowywać się do zmian i potrzeb rynku. To procentuje każdego dnia. 

Komentarze (0)